27.11.2022, 01:51 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 27.11.2022, 20:15 przez Brenna Longbottom.)
Nie oszalała. Pozytywka się włączyła.
Coś włączyło pozytywkę.
A może to stało się kiedyś? Nie dziś? Czy ten dom był nawiedzony? Czy wariowało jej trzecie oko? Albo duch przemykał pomiędzy ścianami?
Brenna odetchnęła, stając na progu. Łapała oddech po szaleńczym biegu, ale też - przede wszystkim - próbowała wziąć się w garść. I skupić. Nie pozwolić poddać się uczuciu, które nawiedziło ją, kiedy zobaczyła wnętrze tego pokoju, czekającego na chłopca, który był albo martwy, albo przez kogoś porwany. Serce ściskało się jej na widok tych wszystkich zabawek, a w głowie tłukła się myśl, że Emily Hill musiała kochać syna. I że te koperty nie były prawdopodobnie jedyne, bo wyraźnie nie zbywało jej na pieniądzach. Czy wykorzystywała w jakiś sposób swoją wiedzę o świecie czarodziejów, aby je zdobyć? Czy też robiła coś jeszcze innego?
Zauważyła papkę na podłodze. Patrzyła na nią przez moment, nim wreszcie powoli ruszyła do szafy. Nie spodziewała się znaleźć tam ciała, nie tak naprawdę, bo przecież powinna by wyczuć jego zapach już od progu... a jednak nogi miała dziwnie miękkie, kiedy zaglądała do wnętrza mebla. Czuła nieprzyjemną suchość w gardle, kiedy zastanawiała się, czy pewien mały chłopiec nie próbował się w niej ukrywać. Czekając na ratunek, który nie nadszedł.
- Patrick! - zawołała, cofając się. Jeżeli nic nie spróbowało jej zaatakować, ruszyła na dół, a potem do pomieszczenia, gdzie znajdował się auror. Nie chciała być w tym domu sama. Nie chciała, by on był tutaj sam. Najchętniej teleportowałaby się gdzieś daleko, daleko stąd, ale po prostu nie mogła. I bardzo starała się nie dać nic po sobie poznać, choć jej aura, zabarwiona teraz kolorami wskazującymi na smutek i obawę, zdradzała to, czego nie dało się dostrzec ani na twarzy, ani w ciemnych oczach. - Ten dom przyprawia mnie o dreszcze. Czuję się jak w horrorze - zawołała, chcąc wejść do pomieszczenia, w którym się znajdował.
Coś włączyło pozytywkę.
A może to stało się kiedyś? Nie dziś? Czy ten dom był nawiedzony? Czy wariowało jej trzecie oko? Albo duch przemykał pomiędzy ścianami?
Brenna odetchnęła, stając na progu. Łapała oddech po szaleńczym biegu, ale też - przede wszystkim - próbowała wziąć się w garść. I skupić. Nie pozwolić poddać się uczuciu, które nawiedziło ją, kiedy zobaczyła wnętrze tego pokoju, czekającego na chłopca, który był albo martwy, albo przez kogoś porwany. Serce ściskało się jej na widok tych wszystkich zabawek, a w głowie tłukła się myśl, że Emily Hill musiała kochać syna. I że te koperty nie były prawdopodobnie jedyne, bo wyraźnie nie zbywało jej na pieniądzach. Czy wykorzystywała w jakiś sposób swoją wiedzę o świecie czarodziejów, aby je zdobyć? Czy też robiła coś jeszcze innego?
Zauważyła papkę na podłodze. Patrzyła na nią przez moment, nim wreszcie powoli ruszyła do szafy. Nie spodziewała się znaleźć tam ciała, nie tak naprawdę, bo przecież powinna by wyczuć jego zapach już od progu... a jednak nogi miała dziwnie miękkie, kiedy zaglądała do wnętrza mebla. Czuła nieprzyjemną suchość w gardle, kiedy zastanawiała się, czy pewien mały chłopiec nie próbował się w niej ukrywać. Czekając na ratunek, który nie nadszedł.
- Patrick! - zawołała, cofając się. Jeżeli nic nie spróbowało jej zaatakować, ruszyła na dół, a potem do pomieszczenia, gdzie znajdował się auror. Nie chciała być w tym domu sama. Nie chciała, by on był tutaj sam. Najchętniej teleportowałaby się gdzieś daleko, daleko stąd, ale po prostu nie mogła. I bardzo starała się nie dać nic po sobie poznać, choć jej aura, zabarwiona teraz kolorami wskazującymi na smutek i obawę, zdradzała to, czego nie dało się dostrzec ani na twarzy, ani w ciemnych oczach. - Ten dom przyprawia mnie o dreszcze. Czuję się jak w horrorze - zawołała, chcąc wejść do pomieszczenia, w którym się znajdował.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.