07.02.2024, 23:17 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 08.02.2024, 11:47 przez Brenna Longbottom.)
rzuty na pana co się podnosi ze złamanym nosem i na Brennę
Gdyby Heather się nie wydarła na połowę podziemnych ścieżek, Brenna z dużym prawdopodobieństwem odwinęłaby się odruchowo, zanim zrozumiała, z kim ma do czynienia, a potem miała podwójne wyrzuty sumienia - te za rozkwaszony nos pewnie miały nadejść później, bo teraz była zbyt zajęta okładaniem typa, który ośmielił się zranić Wood. W końcu pozostawała absolutnie nieświadoma, że jej partnerka postanowiła uskuteczniać akrobacje i uszkodziła się sama, gdy mężczyzna nie zdołał nawet jej dotknąć.
Ale mężczyzna, który podniósł się spod ściany, postanowił pomóc koledze. Rzucił się ku Brennie, która musiała stoczyć się ze swojej ofiary, by uniknąć kopniaka, wymierzonego prosto w jej głowę - i to całkiem mocnego, tak że zdołała zwiać przed tym o włos. Niemal odruchowo spróbowała chwycić jego nogę i pociągnąć, by go obalić. Nie wyszło tak pięknie, jakby chciała, bo człowiek podparł się o ścianę, ale przynajmniej częściowo stracił równowagę.
A wraz z nią też zapał - może dlatego, że dostrzegł, że jeden z trzech napastników został właśnie znokautowany przez Atreusa. Ledwo udało mu się stanąć pewnie (a zrobił to na tyle szybko, że ani Brenna, próbując dźwignąć się z ziemi, ani Heather, której noga bolała jak jasny szlag, nie miały szansy go powstrzymać) chwycił kolegę, którego niedawno okładała Brennę i zataczając się, ruszył gdzieś w podziemia. Pozostawiając za sobą nieprzytomną ofiarę Bulstrode'a.
Odruch nakazywał gonić, ale tak jakby sytuacja nie sprzyjała aresztowaniom.
- Heath? Heath, co ci zrobił, gdzie jesteś ranna? - spytała Brenna, wstając wreszcie i rzucając się do Wood. Dopiero teraz poczuła, jak cholernie mocno boli ją twarz, w którą oberwała - na policzku zapewne powstawał właśnie piękny siniak, który Dani będzie musiała usunąć, aby Brenna mogła jutro pokazać się na Lammas – ale bardziej martwiła się o Heather. Tylko naprawdę mocne obrażenia mogły ją powstrzymać przed rzuceniem się na kogoś. Nie byłaby sobą, gdyby nie próbowała. – Nie uwierzę, że wszystko w porządku, więc nawet nie próbuj tego mówić, jasne? I Bulstrode, co ty tutaj robisz?!
Nie odwróciła się do niego, zamiast tego pochyliła się, by podnieść różdżkę – raz, mimo tego, że magia na tym odcinku ścieżek działała trochę kapryśnie, Brenna czuła się pewniej, mając ją w dłoni. Dwa, musiała sobie przyświecić, by poszukać obrażeń, jakich mogła doznać młodsza Brygadzistka podczas tej krótkiej utarczki.
Przez nią.
Cholera jasna, mogła wziąć z nimi jeszcze kogoś, ale nie chciała zwracać uwagi całą wycieczką na podziemne ścieżki.
Ale na wyrzutach sumienia mogła skupić się później. Teraz ważniejsze było wydostanie się stąd. Byłoby też miło dowiedzieć się, dlaczego auror nagle aportował się dokładnie tam, gdzie wpakował się Zakon Feniksa, bo jeśli to nie było podejrzane, to Voldemort w istocie był Świętym Mikołajem.
Gdyby Heather się nie wydarła na połowę podziemnych ścieżek, Brenna z dużym prawdopodobieństwem odwinęłaby się odruchowo, zanim zrozumiała, z kim ma do czynienia, a potem miała podwójne wyrzuty sumienia - te za rozkwaszony nos pewnie miały nadejść później, bo teraz była zbyt zajęta okładaniem typa, który ośmielił się zranić Wood. W końcu pozostawała absolutnie nieświadoma, że jej partnerka postanowiła uskuteczniać akrobacje i uszkodziła się sama, gdy mężczyzna nie zdołał nawet jej dotknąć.
Ale mężczyzna, który podniósł się spod ściany, postanowił pomóc koledze. Rzucił się ku Brennie, która musiała stoczyć się ze swojej ofiary, by uniknąć kopniaka, wymierzonego prosto w jej głowę - i to całkiem mocnego, tak że zdołała zwiać przed tym o włos. Niemal odruchowo spróbowała chwycić jego nogę i pociągnąć, by go obalić. Nie wyszło tak pięknie, jakby chciała, bo człowiek podparł się o ścianę, ale przynajmniej częściowo stracił równowagę.
A wraz z nią też zapał - może dlatego, że dostrzegł, że jeden z trzech napastników został właśnie znokautowany przez Atreusa. Ledwo udało mu się stanąć pewnie (a zrobił to na tyle szybko, że ani Brenna, próbując dźwignąć się z ziemi, ani Heather, której noga bolała jak jasny szlag, nie miały szansy go powstrzymać) chwycił kolegę, którego niedawno okładała Brennę i zataczając się, ruszył gdzieś w podziemia. Pozostawiając za sobą nieprzytomną ofiarę Bulstrode'a.
Odruch nakazywał gonić, ale tak jakby sytuacja nie sprzyjała aresztowaniom.
- Heath? Heath, co ci zrobił, gdzie jesteś ranna? - spytała Brenna, wstając wreszcie i rzucając się do Wood. Dopiero teraz poczuła, jak cholernie mocno boli ją twarz, w którą oberwała - na policzku zapewne powstawał właśnie piękny siniak, który Dani będzie musiała usunąć, aby Brenna mogła jutro pokazać się na Lammas – ale bardziej martwiła się o Heather. Tylko naprawdę mocne obrażenia mogły ją powstrzymać przed rzuceniem się na kogoś. Nie byłaby sobą, gdyby nie próbowała. – Nie uwierzę, że wszystko w porządku, więc nawet nie próbuj tego mówić, jasne? I Bulstrode, co ty tutaj robisz?!
Nie odwróciła się do niego, zamiast tego pochyliła się, by podnieść różdżkę – raz, mimo tego, że magia na tym odcinku ścieżek działała trochę kapryśnie, Brenna czuła się pewniej, mając ją w dłoni. Dwa, musiała sobie przyświecić, by poszukać obrażeń, jakich mogła doznać młodsza Brygadzistka podczas tej krótkiej utarczki.
Przez nią.
Cholera jasna, mogła wziąć z nimi jeszcze kogoś, ale nie chciała zwracać uwagi całą wycieczką na podziemne ścieżki.
Ale na wyrzutach sumienia mogła skupić się później. Teraz ważniejsze było wydostanie się stąd. Byłoby też miło dowiedzieć się, dlaczego auror nagle aportował się dokładnie tam, gdzie wpakował się Zakon Feniksa, bo jeśli to nie było podejrzane, to Voldemort w istocie był Świętym Mikołajem.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.