27.11.2022, 15:50 ✶
Uchwyt Florence był mocny i pewny. Zdarzało się jej już w różnych okolicznościach podpierać w podobny sposób pacjentów czy ich krewnych, więc póki Faye nie postanowiła zawisnąć na niej całym ciężarem - którego faktycznie Flo, raczej szczupła i w dodatku na tych szpilkach, by nie udźwignęła - nie musiała się obawiać żadnego wypadku.
- Zdaje się, że podczas pani koncertu ktoś z wrażenia się potknął albo kogoś popchnął, ktoś inny chciał pomóc, pomylił zaklęcia i chyba albo ożywił jakiś przedmiot albo trochę nastraszył tańczącą, ale sytuację już opanowano - wyjaśniła Florence. Po krótce, bo sama obserwując koncert nie widziała, co dokładnie się stało, a i teraz nie rozglądała się, skupiając na tym, aby bezpiecznego odholować Faye na bok.
Mówiła spokojnie, szła powoli, ale pewnie, ostoja opanowania, która przeżyła już w świętym Mungu najazd fretek, szał nosiciela klątwy żywiołów oraz trafienie na oddział kapitana angielskiej reprezentacji quidditcha w szczycie sezonu, gdy nagle jego fanki zaczęły same na siebie rzucać klątwy, byleby dostać się na ten sam oddział. Jakiś tam bóbr na balu nie mógł na dłużej wytrącić jej z równowagi. Poza tym po tym, jak zobaczyła Faye tkwiącą na scenie, z palcami zaciśniętymi na mikrofonie, łatwo mogła się domyśleć, że ta potrzebowała właśnie tego: zaprezentowania żelaznego spokoju, mimo pokrzykiwań z sali. Teraz na szczęście już milknących.
Ustawiła panią Longbottom w miejscu w pobliżu zapieczętowanego przejścia do korytarza i upewniła, że raczej nikt jej nie popchnie, nie stratuje ani nie potraktuje niechcący zaklęciem. Póki ktoś nie zacznie puszczać czarów na prawo i lewo, Faye powinna być bezpieczna.
- Oczywiście, postaram się kogoś powiadomić. Wspaniały występ, nawiasem mówiąc - odparła, puszczając rękę Faye. Zdawało się jej, że widziała gdzieś ojca gospodarzy, a i Erik nie tak dawno zszedł ze sceny. Florence, chcąc spełnić prośbę, przepchnęła się więc przez tłum, przy okazji spoglądając w stronę, gdzie niedawno wołano uzdrowiciela. Na szczęście wyglądało na to, że ten już nie jest potrzebny, bo nie widziała niczego, co sugerowałoby, że ktoś umierał, leżał ranny albo wyrosła mu dodatkowa głowa na skutek nieudanej transmutacji. Za to wypatrzywszy w pobliżu Jeremiaha Longbottoma, wspomniała mu cicho o Faye, a jeżeli dostrzegła gdzieś Adelarda Longbottoma, to i on został poinformowany o tym, gdzie stoi obecnie jego żona.
- Zdaje się, że podczas pani koncertu ktoś z wrażenia się potknął albo kogoś popchnął, ktoś inny chciał pomóc, pomylił zaklęcia i chyba albo ożywił jakiś przedmiot albo trochę nastraszył tańczącą, ale sytuację już opanowano - wyjaśniła Florence. Po krótce, bo sama obserwując koncert nie widziała, co dokładnie się stało, a i teraz nie rozglądała się, skupiając na tym, aby bezpiecznego odholować Faye na bok.
Mówiła spokojnie, szła powoli, ale pewnie, ostoja opanowania, która przeżyła już w świętym Mungu najazd fretek, szał nosiciela klątwy żywiołów oraz trafienie na oddział kapitana angielskiej reprezentacji quidditcha w szczycie sezonu, gdy nagle jego fanki zaczęły same na siebie rzucać klątwy, byleby dostać się na ten sam oddział. Jakiś tam bóbr na balu nie mógł na dłużej wytrącić jej z równowagi. Poza tym po tym, jak zobaczyła Faye tkwiącą na scenie, z palcami zaciśniętymi na mikrofonie, łatwo mogła się domyśleć, że ta potrzebowała właśnie tego: zaprezentowania żelaznego spokoju, mimo pokrzykiwań z sali. Teraz na szczęście już milknących.
Ustawiła panią Longbottom w miejscu w pobliżu zapieczętowanego przejścia do korytarza i upewniła, że raczej nikt jej nie popchnie, nie stratuje ani nie potraktuje niechcący zaklęciem. Póki ktoś nie zacznie puszczać czarów na prawo i lewo, Faye powinna być bezpieczna.
- Oczywiście, postaram się kogoś powiadomić. Wspaniały występ, nawiasem mówiąc - odparła, puszczając rękę Faye. Zdawało się jej, że widziała gdzieś ojca gospodarzy, a i Erik nie tak dawno zszedł ze sceny. Florence, chcąc spełnić prośbę, przepchnęła się więc przez tłum, przy okazji spoglądając w stronę, gdzie niedawno wołano uzdrowiciela. Na szczęście wyglądało na to, że ten już nie jest potrzebny, bo nie widziała niczego, co sugerowałoby, że ktoś umierał, leżał ranny albo wyrosła mu dodatkowa głowa na skutek nieudanej transmutacji. Za to wypatrzywszy w pobliżu Jeremiaha Longbottoma, wspomniała mu cicho o Faye, a jeżeli dostrzegła gdzieś Adelarda Longbottoma, to i on został poinformowany o tym, gdzie stoi obecnie jego żona.