08.02.2024, 06:39 ✶
Fale, przedrzeźnił ją trochę w głowie, bo fale to by im się przydały między tymi czterema ścianami. Na samą myśl o tym, żeby przedrzeć się nimi przez tę ulewę trochę go rozbolała głowa, a nie zrobił tego wcześniej sam chyba tylko dlatego, że zdawał sobie sprawę z tego, że była to płonna nadzieja. Z resztą, sam Binns potwierdził to, że niewiele tutaj dało się zrobić w tym temacie.
Pozostawało im więc siedzieć i czekać na zbawienie. Bulstrode dość szybko opróżnił swoją herbatę, a kiedy skończył, podziękował jeszcze raz Lunie, również znowu zachwalając, jaka to ona nie była przepyszna. W zaistniałej sytuacji mógł być przynajmniej miły, nie mówiąc o tym, że kiedy dziewczyna usiadła po drugiej jego stronie, dyskusja i z nią i z Flosie, zajmowała większą część jego myśli, nawet jeśli sam wyglądał trochę sztywno i nie na miejscu. Jakby go teraz któryś z kolegów zobaczył, to by go pewnie bezwstydnie wyśmiał.
Ożywił się nawet nieco, kiedy to Colette się odezwała, wyznaczając czas, kiedy wszyscy powinni zacząć zbierać się do łóżek. On w sumie też nawet nie zauważył, kiedy im tak ten czas zleciał, że zastała ich prawie północ. Uśmiechnął się do Binnsa lekko, kiedy ten odchrząknął, najwyraźniej nieco zakłopotany słowami, które przytoczyła jego córka. Nieco to było naiwne, racja, ale czego nie robiło się, żeby posłać dzieciaki do łóżka? Enida też potrafiła opowiadać im niestworzone rzeczy, żeby wreszcie przyłożyli głowy do poduszek.
- Postaram się - odpowiedział Flosie, kiedy ta wydukała z siebie te jakże odważne słowa i może nawet w każdej innej sytuacji mówiłby szczerze, gdyby nie to, jak cholernie była zimna. Wzdrygnął się, konsternację kryjąc zaraz za nieco zakłopotanym uśmiechem, niby to podobnym do tego jej, jakby nieco wybity z rytmu jej jakże śmiałym posunięciem. Podniósł się zaraz ze swojego miejsca, w sumie to gwałtownie prostując jak struna i poprawiając przy tym mankiet koszuli dla przykrycia, chociaż częściowo, odrobinę nerwowych ruchów.
- Tak, jesteśmy niezwykle wdzięczni za gościnę. Dobrej nocy - zakomunikował, uśmiechając się jeszcze do zebranych, a potem ruszył z Brenną po schodach na górę.
Na piętrze bez problemu znaleźli Colette i Lunę, które zapędziły ich w kierunku jednych z drzwi, uchylonych do wnętrza pokoju, który najwyraźniej przygotowywały.
- Przepraszam, ale mamy tylko jeden pokój, który nadaje się do przyjęcia gości. Mam nadzieję, że to nie problem - zafrasowała się nieco Luna, uśmiechając przy tym przepraszająco.
- Pościeliłyśmy łóżko i przygotowałyśmy koce - Colette praktycznie wepchnęła te ostatnie Atreusowi w ręce, najwyraźniej sugerując, że to były przeznaczone właśnie dla niego. Bulstrode uśmiechnął się do niej tylko lekko.
- Nie martwcie się, jesteśmy dorośli, damy sobie radę - odpowiedział, kładąc te koce na skraju ogromnego łóżka, na którym pewnie z powodzeniem zmieściły nie tylko kolejne dwie osoby, a może i jeszcze więcej. Nie takie rzeczy robiło się na imprezach za nastolatka.
Colette na ten komentarz spojrzała na niego nieco podejrzliwie, ostatecznie przenosząc spojrzenie na Brennę, nagle o wiele bardziej obfite w sympatię.
- Gdybyście czegoś potrzebowali, nie krępujcie się. Dobrej nocy - powiedziała jeszcze i razem z siostrą opuściły pokój, zamykając za sobą drzwi.
A wtedy Bulstrode odetchnął, wyraźnie zmęczony. Spojrzał w stronę okna, o które deszcze wciąż wybijał sobie tylko znaną piosenkę, zanim zwrócił wzrokiem na Brennę, jakby się jeszcze nad czymś zastanawiał. W końcu jednak podszedł do niej, wyciągając do niej dłoń.
- Daj mi rękę - rzucił do niej, nie czekając aż sama ją wyciągnie, a zwyczajnie łapiąc ją za dłoń. Poczuł, jak przyjemne ciepło rozlewa się po skórze, a nawet jeśli obecne, pozostawiało charakterystyczny niedosyt, niedostateczne by walczyć z tkwiącym w nim zimnem. - Już myślałem, że zwariowałem. Że mam omamy. Kiedy ta... ee.. Flo-sie mnie dotknęła, była zimna. Zimniejsza ode mnie - podniósł ich ręce, jakby chciał żeby zwróciła uwagę na to, jak faktycznie jest zimny. - I nie wiem jakim kurwa cudem, ale nie byłem w stanie dostrzec aury żadnego z nich. Rodzina oklumentów? Już to widzę - żachnął się, robiąc dokładnie to samo co robił zawsze, kiedy łapał ją za dłoń, czyli z ociąganiem wzbraniając się przed tym żeby ją puścić, przy jednoczesnym wyglądaniu, jakby w ogóle nie zwracał uwagi na to, co teraz robią.
- Ale serio, fale? Możesz być pewna, że to pierwsza rzecz którą zrobię, kiedy tylko ta cholerna ulewa się rozjaśni.
Pozostawało im więc siedzieć i czekać na zbawienie. Bulstrode dość szybko opróżnił swoją herbatę, a kiedy skończył, podziękował jeszcze raz Lunie, również znowu zachwalając, jaka to ona nie była przepyszna. W zaistniałej sytuacji mógł być przynajmniej miły, nie mówiąc o tym, że kiedy dziewczyna usiadła po drugiej jego stronie, dyskusja i z nią i z Flosie, zajmowała większą część jego myśli, nawet jeśli sam wyglądał trochę sztywno i nie na miejscu. Jakby go teraz któryś z kolegów zobaczył, to by go pewnie bezwstydnie wyśmiał.
Ożywił się nawet nieco, kiedy to Colette się odezwała, wyznaczając czas, kiedy wszyscy powinni zacząć zbierać się do łóżek. On w sumie też nawet nie zauważył, kiedy im tak ten czas zleciał, że zastała ich prawie północ. Uśmiechnął się do Binnsa lekko, kiedy ten odchrząknął, najwyraźniej nieco zakłopotany słowami, które przytoczyła jego córka. Nieco to było naiwne, racja, ale czego nie robiło się, żeby posłać dzieciaki do łóżka? Enida też potrafiła opowiadać im niestworzone rzeczy, żeby wreszcie przyłożyli głowy do poduszek.
- Postaram się - odpowiedział Flosie, kiedy ta wydukała z siebie te jakże odważne słowa i może nawet w każdej innej sytuacji mówiłby szczerze, gdyby nie to, jak cholernie była zimna. Wzdrygnął się, konsternację kryjąc zaraz za nieco zakłopotanym uśmiechem, niby to podobnym do tego jej, jakby nieco wybity z rytmu jej jakże śmiałym posunięciem. Podniósł się zaraz ze swojego miejsca, w sumie to gwałtownie prostując jak struna i poprawiając przy tym mankiet koszuli dla przykrycia, chociaż częściowo, odrobinę nerwowych ruchów.
- Tak, jesteśmy niezwykle wdzięczni za gościnę. Dobrej nocy - zakomunikował, uśmiechając się jeszcze do zebranych, a potem ruszył z Brenną po schodach na górę.
Na piętrze bez problemu znaleźli Colette i Lunę, które zapędziły ich w kierunku jednych z drzwi, uchylonych do wnętrza pokoju, który najwyraźniej przygotowywały.
- Przepraszam, ale mamy tylko jeden pokój, który nadaje się do przyjęcia gości. Mam nadzieję, że to nie problem - zafrasowała się nieco Luna, uśmiechając przy tym przepraszająco.
- Pościeliłyśmy łóżko i przygotowałyśmy koce - Colette praktycznie wepchnęła te ostatnie Atreusowi w ręce, najwyraźniej sugerując, że to były przeznaczone właśnie dla niego. Bulstrode uśmiechnął się do niej tylko lekko.
- Nie martwcie się, jesteśmy dorośli, damy sobie radę - odpowiedział, kładąc te koce na skraju ogromnego łóżka, na którym pewnie z powodzeniem zmieściły nie tylko kolejne dwie osoby, a może i jeszcze więcej. Nie takie rzeczy robiło się na imprezach za nastolatka.
Colette na ten komentarz spojrzała na niego nieco podejrzliwie, ostatecznie przenosząc spojrzenie na Brennę, nagle o wiele bardziej obfite w sympatię.
- Gdybyście czegoś potrzebowali, nie krępujcie się. Dobrej nocy - powiedziała jeszcze i razem z siostrą opuściły pokój, zamykając za sobą drzwi.
A wtedy Bulstrode odetchnął, wyraźnie zmęczony. Spojrzał w stronę okna, o które deszcze wciąż wybijał sobie tylko znaną piosenkę, zanim zwrócił wzrokiem na Brennę, jakby się jeszcze nad czymś zastanawiał. W końcu jednak podszedł do niej, wyciągając do niej dłoń.
- Daj mi rękę - rzucił do niej, nie czekając aż sama ją wyciągnie, a zwyczajnie łapiąc ją za dłoń. Poczuł, jak przyjemne ciepło rozlewa się po skórze, a nawet jeśli obecne, pozostawiało charakterystyczny niedosyt, niedostateczne by walczyć z tkwiącym w nim zimnem. - Już myślałem, że zwariowałem. Że mam omamy. Kiedy ta... ee.. Flo-sie mnie dotknęła, była zimna. Zimniejsza ode mnie - podniósł ich ręce, jakby chciał żeby zwróciła uwagę na to, jak faktycznie jest zimny. - I nie wiem jakim kurwa cudem, ale nie byłem w stanie dostrzec aury żadnego z nich. Rodzina oklumentów? Już to widzę - żachnął się, robiąc dokładnie to samo co robił zawsze, kiedy łapał ją za dłoń, czyli z ociąganiem wzbraniając się przed tym żeby ją puścić, przy jednoczesnym wyglądaniu, jakby w ogóle nie zwracał uwagi na to, co teraz robią.
- Ale serio, fale? Możesz być pewna, że to pierwsza rzecz którą zrobię, kiedy tylko ta cholerna ulewa się rozjaśni.