08.02.2024, 10:43 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 12.02.2024, 14:48 przez Samuel McGonagall.)
Widział ją wcześniej. Trochę jak duch, jak niewidzialny chłopiec z cmentarza, który patrzył na świat żywych, tak on patrzył na miastową z zaciekawieniem.
Tylko nie był duchem. Był ptakiem
Przekrzywiał głowę, trochę niecierpliwie skrobocząc szponiastymi nogami o korę drzew, na których się zatrzymywał. To ciało było zupełnie nowe, latanie ekscytowało go tak bardzo jak możliwość Bardzo Szybkiego Przemieszczania Się Po Kniei. Od samego początku wiedząc, że przyjdzie taki moment przyjęcia zwierzęcej skóry, od samego początku wiedział, że chce być ptakiem jak matka. Ilość możliwości, nowy świat przestworzy, korony drzew, smaganie tafli okolicznego jeziora lotką... Był zachłyśnięty możliwościami oraz psikusami, które mógłby robić, psikusami takimi jak ten.
Gdy powiedział "Cześć" otworzył dziób i kraknął w odpowiedzi, rozkładając na moment krogulcze skrzydła na całą szerokość. Zaraz zaraz, czy mama mówiła, że może przemieniać się przy innych, czy nie może... jego (obecnie) ptasi móżdżek nie był do końca pewien. Ale już już, odbił się od gałęzi i przeleciał nad jej głową by usiąśc na kolejnej, grubszej, znajdującej się kilka metrów nad ziemią.
Przez moment złociste oczko płowego ptasiora patrzyło na nastoletnią Brennę, a potem nagle całe cielsko zaczepione mocno szponami wychyliło się do przodu i w trakcie ruchu zmorfowało w patykowatego dzieciaka.
Blondyn miał zacerowane spodnie, koszule mocno wciśniętą za pas. Miało być widowiskowo i akrobatycznie, chciał się bardzo przed nią popisać, ale zleciał poziom niżej, szczęśliwie nie lecąc prosto na ziemię by rozkwasić sobie dziób.
– Szlag! – żachnął się, ale potem pospiesznie wyprostował na gałęzi. Zamrugał kilkukrotnie, mając pełną świadomość, że różdżka jest przez niego zaciśnięta w garści razem z ostrymi gałązkami pełnymi nastroszonych igieł. – Em... znaczy no.... eee... cześć – wyszczerzył zęby, udając, że to wszystko było zaplanowane.
Tylko nie był duchem. Był ptakiem
Przekrzywiał głowę, trochę niecierpliwie skrobocząc szponiastymi nogami o korę drzew, na których się zatrzymywał. To ciało było zupełnie nowe, latanie ekscytowało go tak bardzo jak możliwość Bardzo Szybkiego Przemieszczania Się Po Kniei. Od samego początku wiedząc, że przyjdzie taki moment przyjęcia zwierzęcej skóry, od samego początku wiedział, że chce być ptakiem jak matka. Ilość możliwości, nowy świat przestworzy, korony drzew, smaganie tafli okolicznego jeziora lotką... Był zachłyśnięty możliwościami oraz psikusami, które mógłby robić, psikusami takimi jak ten.
Gdy powiedział "Cześć" otworzył dziób i kraknął w odpowiedzi, rozkładając na moment krogulcze skrzydła na całą szerokość. Zaraz zaraz, czy mama mówiła, że może przemieniać się przy innych, czy nie może... jego (obecnie) ptasi móżdżek nie był do końca pewien. Ale już już, odbił się od gałęzi i przeleciał nad jej głową by usiąśc na kolejnej, grubszej, znajdującej się kilka metrów nad ziemią.
Przez moment złociste oczko płowego ptasiora patrzyło na nastoletnią Brennę, a potem nagle całe cielsko zaczepione mocno szponami wychyliło się do przodu i w trakcie ruchu zmorfowało w patykowatego dzieciaka.
Blondyn miał zacerowane spodnie, koszule mocno wciśniętą za pas. Miało być widowiskowo i akrobatycznie, chciał się bardzo przed nią popisać, ale zleciał poziom niżej, szczęśliwie nie lecąc prosto na ziemię by rozkwasić sobie dziób.
– Szlag! – żachnął się, ale potem pospiesznie wyprostował na gałęzi. Zamrugał kilkukrotnie, mając pełną świadomość, że różdżka jest przez niego zaciśnięta w garści razem z ostrymi gałązkami pełnymi nastroszonych igieł. – Em... znaczy no.... eee... cześć – wyszczerzył zęby, udając, że to wszystko było zaplanowane.