08.02.2024, 11:11 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 12.02.2024, 14:51 przez Samuel McGonagall.)
Tak skonstruowane były ciała, że instynktownie ostrzyły zmysły, gdy ktoś za długo się na nie patrzył. To była kwestia przetrwania. Sposób na wyczucie drapieżnika i choć w swoich zwierzęcych formach to Samuel był drapieżnikiem, tak jako łysa małpa zwana człowiekiem...
Podniósł wzrok na nieznajomego z nieokreślonym, zatopionym w rozmyślaniach wyrazem twarzy. Po chwili nieco twardo uniósł podbródek, zupełnie jakby ów nieznajomy rzucił mu wyzwanie – i zaciągnął się jeszcze raz. Tym razem pociągnął trochę mniej, kotwicząc się w chwili, rozważając jakie smaki pojawiły mu się na języku i w nozdrzach.
– Jestem Sam i nie przyjmuję zleceń o tej porze. – powiedział nieco zachrypniętym od tytoniu głosem. Cybuch fajki pozostał w wargach, jak widywał u swoich mistrzów snycerzy, a palcami delikatnie złożył list, nie chcąc czytać go więcej. Był pewien, że jego autorka Bardzo Nie Chciała, By Czytał Go Kiedykolwiek. Znał jej pismo, gdy była szczęśliwa. Znał, gdy była samotna i znał doskonale gdy była bardzo, bardzo pijana.
Westchnął ciężko, patrząc na gruchającą słodką sówkę Pączusia.
– Maleńka umiesz dochować tajemnicy? – zapytał, a w jego głosie pojawiło się więcej czułości, niż kiedykolwiek wyraził jakkolwiek w kierunku człowieka. Zwierzęta jednak miały specjalne miejsce w jego sercu, czyniąc je bardzo, bardzo obszernym sercem.
Podniósł wzrok na nieznajomego z nieokreślonym, zatopionym w rozmyślaniach wyrazem twarzy. Po chwili nieco twardo uniósł podbródek, zupełnie jakby ów nieznajomy rzucił mu wyzwanie – i zaciągnął się jeszcze raz. Tym razem pociągnął trochę mniej, kotwicząc się w chwili, rozważając jakie smaki pojawiły mu się na języku i w nozdrzach.
– Jestem Sam i nie przyjmuję zleceń o tej porze. – powiedział nieco zachrypniętym od tytoniu głosem. Cybuch fajki pozostał w wargach, jak widywał u swoich mistrzów snycerzy, a palcami delikatnie złożył list, nie chcąc czytać go więcej. Był pewien, że jego autorka Bardzo Nie Chciała, By Czytał Go Kiedykolwiek. Znał jej pismo, gdy była szczęśliwa. Znał, gdy była samotna i znał doskonale gdy była bardzo, bardzo pijana.
Westchnął ciężko, patrząc na gruchającą słodką sówkę Pączusia.
– Maleńka umiesz dochować tajemnicy? – zapytał, a w jego głosie pojawiło się więcej czułości, niż kiedykolwiek wyraził jakkolwiek w kierunku człowieka. Zwierzęta jednak miały specjalne miejsce w jego sercu, czyniąc je bardzo, bardzo obszernym sercem.