Ona na pewno nie miałaby nic przeciwko temu. W tej chwili mogłaby zatonąć w jego niedźwiedzich ramionach, uciec jak najdalej stąd, jakby jutra miało nie być. W pełni oddać mu się tej jednej, magicznej nocy w roku. Na pewno magia związana z Lithą tylko potęgowała to uczucie, które zaczynało się rodzić, a może właśnie w pełni rozkwitało.
Marzyła o tym, że kiedyś spotka na swojej drodze kogoś, kto spojrzy na nią inaczej, jak w tych wszystkich opowieściach o księciach z bajki. Najwyraźniej marzenia się spełniały, tylko trzeba było w to wierzyć. Nigdy nie czuła jeszcze takiego szczęścia, nie miała ochoty jeść, pić, mogłaby zapomnieć oddychać, kiedy na niego spoglądała. Przyziemne potrzeby przestały mieć jakiekolwiek znaczenie. Ten widok zapierał jej dech w piersiach. Czuła przy tym wszystkim dziwny spokój, jakby to szczęście miało trwać wiecznie.
Poczuła dłoń wysuwającą się z jej dłoni, to przywróciło jej myśli do rzeczywistości, bo zaczęła gdzieś daleko odpływać. Nie zdążyła się jednak odezwać, Samuel zrobił to pierwszy.
Normalnie, pewnie by się nad tym dłużej zastanawiała, jednak ta zaschła mandragora całkiem skutecznie przekonała ją do tego, żeby zareagować szybko. Zsunęła z siebie spódnicę, co wcale nie było takie łatwe, bo była bliska od tego, aby się w niej zaplątać i runąć jak długa na ziemię, na całe szczęście obyło się bez dodatkowych atrakcji. Pozbyła się też koszuli, po czym wbiegła do jeziora.
Zimna woda wcale nie ochłodziła jej serca, które nadal wydawało się być gorące niczym ogień. Czuła, że bije bardzo szybko, mimo to pierwszy kontakt z jeziorem nie należał do najprzyjemniejszego. Musiała się przyzwyczaić do temperatury, najprostszym rozwiązaniem wydawało się być zanurzenie całego ciała, tak więc zrobiła. - Chyba zostałam mandragorą. - Powiedziała, gdy wynurzyła się z wody, tak naprawdę już na samym początku wiedziała, że jest skazana na porażkę.