08.02.2024, 14:02 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 15.02.2024, 18:32 przez Erik Longbottom.)
Bywały takie dni, które były pełne niespodzianek i sprzeczności. Większość comiesięcznych transformacji w wilkołaka Erik musiał odchorowywać w łóżku, jednak tym razem, wystarczyło parę godzin snu i czuł się jak młody bóg. Nie licząc nieco pobladłej twarzy i worów pod oczami. Jego uśmiech zdawał się jednak rekompensować te mankamenty, bo dosłownie nie schodził mu z twarzy. Witał się ze wszystkimi i zdawał się bardziej energiczny niż na co dzień, zupełnie jakby część energii jego siostry nagle przeszła na niego.
Tym większe zaskoczenie stanowił dla niego fakt, że gdy tylko skończył śniadanie, odniósł wrażenie, że nie jest zbyt mile widziany w swoim rodzinnym domu. Co było nieco dziwne, biorąc pod uwagę, że po pełni księżyca spora część domowników zwykła obchodzić się z nim, jak z przysłowiowym jajkiem. Bądź co bądź, przemiana to loteria i mogła pójść znośnie albo bardzo źle, więc wolano uważać. Tym razem było jednak inaczej. Gdzie nie poszedł, zaraz go stamtąd wyganiano. Jak to podsumowała w kilku słowach jego matka "plątał się wszystkim pod nogami, więc niech znajdzie sobie jakieś zajęcie".
Nawet skrzatka Malwa nie miała czasu na rozmowę, bo od brzasku biegała z jednego pokoju do drugiego, zahaczając co parę minut o kuchnię, próbując doprowadzić rezydencję do porządku. Jakby sama Ministra Magii miała wpaść na obiad, pomyślał Erik, postanawiając, że skoro i tak jest zbędny w posiadłości, to równie dobrze może się na coś przydać i zanieść Samuelowi naszykowany dla niego wcześniej posiłek. Chwilę później opuścił dom w szarych, nieco przybrudzonych spodniach i koszuli z niebieskiego sztruksu narzuconej na biały podkoszulek. Pod nogami plątał mu się wilki, czarny pies, czyli Ponurak, który skorzystał z okazji, aby wyjść z właścicielem na mały spacer.
Zatrudnienie majstra z Doliny okazało się strzałem w dziesiątkę. Z początku Erik łudził się, że uda mu się dogadać z jakąś firmą w Londynie, jednak ci nie wydawali się zainteresowani. A raczej stracili je, gdy dowiedzieli się, że zlecenie dotyczy działki w Dolinie Godryka, czyli miejscu, które ostatnio okryło się niesławą przez wydarzenia na Beltane i obecność Widm w Kniei. Sądząc jednak po opiniach sąsiadów i rozmowach z Samuelem, wszystko wskazywało na to, że jednak wspieranie lokalnych ekspertów bardzo się opłacało.
— Widzę, że praca wre! — zawołał z daleka, prawie potykając się o psa, który wyrażał aż nazbyt duże zainteresowanie jego butami. Dopiero kiedy odgonił od siebie zwierzaka, podszedł bliżej. — Cześć, wcześnie dziś przyszedłeś?
Uśmiechnął się na widok postępów, jakich mężczyzna zdołał dokonać w naprawie ogrodzenia, a spoglądając ku Samuelowi, mimowolnie otaksował wzrokiem jego sylwetkę, zatrzymując na dłużej spojrzenie na jego nagim torsie. Zaraz jednak do Erika znowu dopadł Ponurak, zaczynając lizać jego buty i szarpiąc zębami za sznurówki. Rozproszony, poklepał zwierzaka po grzbiecie.
— Przyniosłem coś do jedzenia na drugie śniadanie. Mam nadzieję, że tosty i jajecznica będą smakować. — Odstawił na bok metalowe naczynie z pokrywką, spod której wydobywały się minimalne ilości pary. Zaklęcia podtrzymujące temperaturę bywały jednak istnym zbawieniem. Podobnie jak to, jak szybko Samuel zgodził się przystąpić do pracy. — Wiem, że ten płot to istna tragedia, ale naprawdę ratujesz nam życie.
Na dniach do posiadłości miał wrócić Frank, który skończył kolejny rok nauki w Szkole Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie. To pewnie dlatego wszyscy w domu byli tacy zajęci. Zwłaszcza skrzatka, która pewnie chciała się popisać swoimi daniami i tym, jak dobrze sobie radzi z opieką nad domem. Najmłodszy z Longbottomów był prawdopodobnie jedną z niewielu osób, które pozwalały Malwie normalnie wykonywać swoje obowiązki, zamiast ją wyręczać. Musiała to doceniać, zwłaszcza biorąc poprawkę na to, jak rzadko chłopak bywał w domu.
Tym większe zaskoczenie stanowił dla niego fakt, że gdy tylko skończył śniadanie, odniósł wrażenie, że nie jest zbyt mile widziany w swoim rodzinnym domu. Co było nieco dziwne, biorąc pod uwagę, że po pełni księżyca spora część domowników zwykła obchodzić się z nim, jak z przysłowiowym jajkiem. Bądź co bądź, przemiana to loteria i mogła pójść znośnie albo bardzo źle, więc wolano uważać. Tym razem było jednak inaczej. Gdzie nie poszedł, zaraz go stamtąd wyganiano. Jak to podsumowała w kilku słowach jego matka "plątał się wszystkim pod nogami, więc niech znajdzie sobie jakieś zajęcie".
Nawet skrzatka Malwa nie miała czasu na rozmowę, bo od brzasku biegała z jednego pokoju do drugiego, zahaczając co parę minut o kuchnię, próbując doprowadzić rezydencję do porządku. Jakby sama Ministra Magii miała wpaść na obiad, pomyślał Erik, postanawiając, że skoro i tak jest zbędny w posiadłości, to równie dobrze może się na coś przydać i zanieść Samuelowi naszykowany dla niego wcześniej posiłek. Chwilę później opuścił dom w szarych, nieco przybrudzonych spodniach i koszuli z niebieskiego sztruksu narzuconej na biały podkoszulek. Pod nogami plątał mu się wilki, czarny pies, czyli Ponurak, który skorzystał z okazji, aby wyjść z właścicielem na mały spacer.
Zatrudnienie majstra z Doliny okazało się strzałem w dziesiątkę. Z początku Erik łudził się, że uda mu się dogadać z jakąś firmą w Londynie, jednak ci nie wydawali się zainteresowani. A raczej stracili je, gdy dowiedzieli się, że zlecenie dotyczy działki w Dolinie Godryka, czyli miejscu, które ostatnio okryło się niesławą przez wydarzenia na Beltane i obecność Widm w Kniei. Sądząc jednak po opiniach sąsiadów i rozmowach z Samuelem, wszystko wskazywało na to, że jednak wspieranie lokalnych ekspertów bardzo się opłacało.
— Widzę, że praca wre! — zawołał z daleka, prawie potykając się o psa, który wyrażał aż nazbyt duże zainteresowanie jego butami. Dopiero kiedy odgonił od siebie zwierzaka, podszedł bliżej. — Cześć, wcześnie dziś przyszedłeś?
Uśmiechnął się na widok postępów, jakich mężczyzna zdołał dokonać w naprawie ogrodzenia, a spoglądając ku Samuelowi, mimowolnie otaksował wzrokiem jego sylwetkę, zatrzymując na dłużej spojrzenie na jego nagim torsie. Zaraz jednak do Erika znowu dopadł Ponurak, zaczynając lizać jego buty i szarpiąc zębami za sznurówki. Rozproszony, poklepał zwierzaka po grzbiecie.
— Przyniosłem coś do jedzenia na drugie śniadanie. Mam nadzieję, że tosty i jajecznica będą smakować. — Odstawił na bok metalowe naczynie z pokrywką, spod której wydobywały się minimalne ilości pary. Zaklęcia podtrzymujące temperaturę bywały jednak istnym zbawieniem. Podobnie jak to, jak szybko Samuel zgodził się przystąpić do pracy. — Wiem, że ten płot to istna tragedia, ale naprawdę ratujesz nam życie.
Na dniach do posiadłości miał wrócić Frank, który skończył kolejny rok nauki w Szkole Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie. To pewnie dlatego wszyscy w domu byli tacy zajęci. Zwłaszcza skrzatka, która pewnie chciała się popisać swoimi daniami i tym, jak dobrze sobie radzi z opieką nad domem. Najmłodszy z Longbottomów był prawdopodobnie jedną z niewielu osób, które pozwalały Malwie normalnie wykonywać swoje obowiązki, zamiast ją wyręczać. Musiała to doceniać, zwłaszcza biorąc poprawkę na to, jak rzadko chłopak bywał w domu.
the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞