Z początku w ogóle nie poczuła tego zimna, kiedy jednak Patrick zwrócił na to jej uwagę zaczęła faktycznie dostrzegać, że ma bardzo chłodne dłonie. Musiało mieć to związek z tym, co działo się podczas Beltane, czytała w którejś z gazet jakis artykuł na ten temat. Nie przeszkadzało jej to jednak zupełnie, było jej tak ciepło z powodu wszystkich emocji związanych z tym skromnym przyjęciem, że wręcz przeciwnie, nawet potrzebowała tego chłodu.
- Nie musisz, jest w porządku. - Dodała z uśmiechem, zupełnie szczerze, bo naprawdę jej ta drobnostka nie przeszkadzała.
- Cóż, jesteś tu ze mną, więc na pewno sobie poradzimy. - Ufała Patrickowi i jego umiejętnością, nie tylko tym związanymi z tańcem, w końcu prowadził ich również ku walce ze złem, taniec nie powinien być przy tym żadną przeszkodą, a na pewno nie taką, której nie udałoby im się wspólnie pokonać.
Dała się prowadzić, bo sama nie miała ku temu praktycznie żadnych umiejętności, wystarczyło, żeby za nim nadążała, a nie powinno się im przydarzyć tutaj nic nieprzewidywanego. - Chyba tak, właściwie to się tego nie spodziewałam, chociaż może trochę. - Widać było, że wcale nie łatwo jej jest o tym mówić, bo jej skromność na to nie pozwalała. Nie mogła jednak zaprzeczać, bo fakty mówiły same za siebie. Osiągnęła sukces, po tych latach wyrzeczeń.
Faktycznie dusza Nory nie do końca pasowała do jej fizyczności, które mogło kojarzyć się raczej z nastolatką, ciężko ją było brać na poważnie, chociaż można było się do tego przyzwyczaić, na pewno z czasem. - Tak, zabrałam Mabel ze sobą, nie chciałam zabierać jej tej przyjemności, chociaż po ostatnim sabacie nieco się wahałam. Nie jest bezpiecznie, ale ileż można ukrywać się po kątach. - Musieli próbować żyć normalnie, przecież nie mogli ciągle oglądać się za swoje ramiona w oczekiwaniu, że ktoś ich zaatakuje. Muzyka nie przestawała grać, kiedy trwający utwór dobiegł do końca Norka odsunęła się od Patricka i skłoniła, aby podziękować za ten taniec.
Goście powoli wychodzili i zmierzali do swoich domów. Figg żegnała każdego po kolei, wpychając im na wynos przy okazji torby ciastek, nie wypuściłaby nikogo z pustymi rękoma.
