28.11.2022, 01:09 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 28.11.2022, 12:07 przez Brenna Longbottom.)
Dźwięk świadczący o tym, że Patrick uderza o drzwi, sprawił, że Brenna wyciągnęła różdżkę. Nieomal pewna, że albo coś zaatakowało Stewarda, albo ten przeklęty dom celowo go uwięził. Jeszcze parę lat temu pewnie istniała spora szansa, że auror, który jednak wydostał się na zewnątrz, oberwałby niechcący zaklęciem, które już, już miała rzucić: na całe szczęście Longbottom spędziła w Brygadzie dostatecznie dużo czasu, aby trochę pomyśleć w takich sytuacjach, nawet jeżeli czuła się tak, jak teraz.
Czyli zdezorientowana, trochę zła, trochę przestraszona. Trochę zdenerwowana, a trochę przytłoczona ponurą aurą i świadomością, że Hillowie musieli źle skończyć.
- Przytulny? - spytała z niedowierzaniem, opuszczając różdżkę. Czy on naprawdę nie czuł niczego dziwnego w tym domu? Nie słyszał tych dźwięków, nie widział cieni? Dom jednak nie był nawiedzony, a ona po prostu zaczynała szaleć? - Drzwi same trzaskają, zdjęcia spadają z lodówki, zaczyna grać pozytywka, a po ścianach przesuwają się dziwne cienie i twoim zdaniem to jest n o r m a l n e? Dla mnie brakuje tutaj jeszcze tylko dziecięcych klocków, które same układają się w napis "Go away". Albo "die", krótsze i bardziej treściwe.
Być może nie powinna mu zdradzać, jak to miejsce na nią wpływa, skoro on nic nie wyczuwał. Bo może to była tylko wyobraźnia. Tyle że jeżeli nie... jeżeli nie, to mieli tutaj spory problem i lepiej, aby Steward się orientował.
Powoli wciągnęła głęboko powietrze, starając się uspokoić. Nie mogła pozwolić, aby ponosiły ją emocje - uleganie im było jednym z grzechów w Brygadzie, ale Brenna, pod tym względem typowo Gryfońska, czasem ten grzech popełniała.
- Ktoś przysyłał Emily pieniądze. Sporo pieniędzy. Dwie koperty, różne charaktery pisma. Nie wiesz, gdzie pracowała? Bo jeżeli nie miała jakieś super roboty, to w tym domu jest cholernie dużo bardzo drogich rzeczy i to jest bardzo podejrzane. Chcę użyć kręgu widmowidza. Jeżeli nagle oślepnę, lepiej, żeby ktoś był w pobliżu.
Albo jeśli żyrandol nagle zleci jej na głowę. Po tych wszystkich spadających zdjęciach, zamykających się drzwiach i uruchamiających się pozytywkach, nie byłaby nawet zdziwiona.
Krąg widmowdza, rozstawiony już wcześniej, czekał tylko na odpalenie świec.
I na nią samą. By mogła zagłębić się w przeszłości tego domu oraz grubych kopert, wsuniętych przez szparę w drzwiach.
Obróciła się, zamierzając podpalić knoty - oraz spróbować spojrzeć na razie w przeszłość domu. Szukała zwłaszcza ostatniego momentu, w którym byli tu lokatorzy...
Czyli zdezorientowana, trochę zła, trochę przestraszona. Trochę zdenerwowana, a trochę przytłoczona ponurą aurą i świadomością, że Hillowie musieli źle skończyć.
- Przytulny? - spytała z niedowierzaniem, opuszczając różdżkę. Czy on naprawdę nie czuł niczego dziwnego w tym domu? Nie słyszał tych dźwięków, nie widział cieni? Dom jednak nie był nawiedzony, a ona po prostu zaczynała szaleć? - Drzwi same trzaskają, zdjęcia spadają z lodówki, zaczyna grać pozytywka, a po ścianach przesuwają się dziwne cienie i twoim zdaniem to jest n o r m a l n e? Dla mnie brakuje tutaj jeszcze tylko dziecięcych klocków, które same układają się w napis "Go away". Albo "die", krótsze i bardziej treściwe.
Być może nie powinna mu zdradzać, jak to miejsce na nią wpływa, skoro on nic nie wyczuwał. Bo może to była tylko wyobraźnia. Tyle że jeżeli nie... jeżeli nie, to mieli tutaj spory problem i lepiej, aby Steward się orientował.
Powoli wciągnęła głęboko powietrze, starając się uspokoić. Nie mogła pozwolić, aby ponosiły ją emocje - uleganie im było jednym z grzechów w Brygadzie, ale Brenna, pod tym względem typowo Gryfońska, czasem ten grzech popełniała.
- Ktoś przysyłał Emily pieniądze. Sporo pieniędzy. Dwie koperty, różne charaktery pisma. Nie wiesz, gdzie pracowała? Bo jeżeli nie miała jakieś super roboty, to w tym domu jest cholernie dużo bardzo drogich rzeczy i to jest bardzo podejrzane. Chcę użyć kręgu widmowidza. Jeżeli nagle oślepnę, lepiej, żeby ktoś był w pobliżu.
Albo jeśli żyrandol nagle zleci jej na głowę. Po tych wszystkich spadających zdjęciach, zamykających się drzwiach i uruchamiających się pozytywkach, nie byłaby nawet zdziwiona.
Krąg widmowdza, rozstawiony już wcześniej, czekał tylko na odpalenie świec.
I na nią samą. By mogła zagłębić się w przeszłości tego domu oraz grubych kopert, wsuniętych przez szparę w drzwiach.
Obróciła się, zamierzając podpalić knoty - oraz spróbować spojrzeć na razie w przeszłość domu. Szukała zwłaszcza ostatniego momentu, w którym byli tu lokatorzy...
Rzut Z 1d100 - 95
Sukces!
Sukces!
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.