09.02.2024, 06:05 ✶
Przez moment zastanawiał się, patrząc po suficie, jakby szukał tam dodatkowej inspiracji, ale w końcu wzruszył ramionami, dochodząc do wniosku, że może nic innego nie wymyśli. Wampirzyca nie była w sumie taka zła. Może byli najedzeni, albo co. Z wampirami można było w każdym razie rozmawiać, a przynajmniej z niektórymi. Można było też, gdyby próbowały się im włamać do pokoju, posłać w nie zaklęciem.
- Brzmi prawdopodobnie - podsumował, nie mając w sumie nic lepszego do dodania w tym temacie. Nawet jeśli była wampirzycą, to naprawdę urokliwą i gdyby nie fakt, że tak tu było dziwnie i upornie, że ich ta ulewa tutaj zamknęła i odcięła od wszelkich dróg komunikacji czy ucieczki, to by nawet nie narzekał.
- Tak? - nie mrugnął nawet okiem, nie kryjąc się specjalnie z tym, że on ani tego nie rozważał jakoś szczególnie, ani też nawet gdyby, to istniało duże prawdopodobieństwo że mógł ich zwyczajnie nie pamiętać. - Może domowa, a może Binns wysłał całą swoją rodzinę na zagraniczne nauki. Jeśli urodziły się i wychowały tutaj, to nawet nie miałyby akcentu po takiej Francji. Czy ty znasz wszystkich, którzy chodzili do Hogwartu w okolicy twojego rocznika? - brzmiało to dość męcząco, jak się tak nad tym zastanowić. Może ilości nie szły w setki, ale w sumie... w sumie to nie wiedział przecież nawet, bo nie pamiętał przynajmniej połowy twarzy. Najskuteczniejszym sposobem w szkole, żeby zapaść w jego pamięci, było albo znaleźć się na boisku Quidditcha, albo się z nim pobić. Brenny pamiętał przez pryzmat Anthony'ego chyba tylko dlatego, że za daleko był od niej, kiedy jej tym tłuczkiem pierdolnął.
- Całkiem smaczna była ta herbata, nie kłamałem. I chyba nawet nie czuję się jakoś dziwnie - wydedukował, drapiąc się wolną ręką po szczęce, przez moment analizując smak zaserwowanego napitku, ale no - był normalny. Herbata z miodem, jaką się często podawało człowiekowi na rozgrzanie i pobudzenie organizmu do zwalczania choroby, która nawet jeszcze nie nadeszła i nie zastanowiła się nad tym, czy rozgościć w cudzym organizmie. - Ale no, to by było sensowne, żeby nas położyć osobno. Gdyby oczywiście chcieli nas zjeść, a w sumie pomijając fakt, że wszystko to cholernie podejrzane, to się niespecjalnie zanosi? - zaryzykował stwierdzenie. - Nie cierpię na pluton egzekucyjny czekający w domu. Bardziej na częste, że powinienem uważać ponieważ: wstaw dowolną wizję, którą ktoś rano zobaczył w herbacie - skrzywił się odrobinę, ale bardziej z przekąsem, niż prawdziwym zirytowaniem tematem. - Biorąc pod uwagę to, jak Mavelle wydaje się za mną przepadać, musi być w niebo wzięta, że ten świstoklik pierdolnął razem ze mną - uśmiechnął się, może nieco zaczepnie, może nieco kpiąco, wciąż doskonale pamiętając te pasywno-agresywne muffinki i makaroniki, które mu wysłała po Nokturnie. - Wiesz, to całkiem zabawne, bo ktoś mi nie tak dawno powiedział, że przyciągasz kłopoty. No i jesteśmy. Ciekawy jestem, co będzie dalej - wyraz twarzy złagodniał nieco, nawet jeśli wciąż gdzieś w kącikach ust czaił się nonszalancki uśmiech. A kiedy wyplotła wreszcie palce z jego uścisku, poklepał kieszenie.
- Przezorny zawsze ubezpieczony. - odwrócił od niej i podszedł do okna, uchylając lekko okiennice. Wiatr zaświszczał, kiedy zapalił papierosa, wyglądając na moment na zewnątrz, jakby mając nadzieję, że cokolwiek się zmieniło. W innych okolicznościach pewnie by się nawet nie oglądał na te okna.
- Brzmi prawdopodobnie - podsumował, nie mając w sumie nic lepszego do dodania w tym temacie. Nawet jeśli była wampirzycą, to naprawdę urokliwą i gdyby nie fakt, że tak tu było dziwnie i upornie, że ich ta ulewa tutaj zamknęła i odcięła od wszelkich dróg komunikacji czy ucieczki, to by nawet nie narzekał.
- Tak? - nie mrugnął nawet okiem, nie kryjąc się specjalnie z tym, że on ani tego nie rozważał jakoś szczególnie, ani też nawet gdyby, to istniało duże prawdopodobieństwo że mógł ich zwyczajnie nie pamiętać. - Może domowa, a może Binns wysłał całą swoją rodzinę na zagraniczne nauki. Jeśli urodziły się i wychowały tutaj, to nawet nie miałyby akcentu po takiej Francji. Czy ty znasz wszystkich, którzy chodzili do Hogwartu w okolicy twojego rocznika? - brzmiało to dość męcząco, jak się tak nad tym zastanowić. Może ilości nie szły w setki, ale w sumie... w sumie to nie wiedział przecież nawet, bo nie pamiętał przynajmniej połowy twarzy. Najskuteczniejszym sposobem w szkole, żeby zapaść w jego pamięci, było albo znaleźć się na boisku Quidditcha, albo się z nim pobić. Brenny pamiętał przez pryzmat Anthony'ego chyba tylko dlatego, że za daleko był od niej, kiedy jej tym tłuczkiem pierdolnął.
- Całkiem smaczna była ta herbata, nie kłamałem. I chyba nawet nie czuję się jakoś dziwnie - wydedukował, drapiąc się wolną ręką po szczęce, przez moment analizując smak zaserwowanego napitku, ale no - był normalny. Herbata z miodem, jaką się często podawało człowiekowi na rozgrzanie i pobudzenie organizmu do zwalczania choroby, która nawet jeszcze nie nadeszła i nie zastanowiła się nad tym, czy rozgościć w cudzym organizmie. - Ale no, to by było sensowne, żeby nas położyć osobno. Gdyby oczywiście chcieli nas zjeść, a w sumie pomijając fakt, że wszystko to cholernie podejrzane, to się niespecjalnie zanosi? - zaryzykował stwierdzenie. - Nie cierpię na pluton egzekucyjny czekający w domu. Bardziej na częste, że powinienem uważać ponieważ: wstaw dowolną wizję, którą ktoś rano zobaczył w herbacie - skrzywił się odrobinę, ale bardziej z przekąsem, niż prawdziwym zirytowaniem tematem. - Biorąc pod uwagę to, jak Mavelle wydaje się za mną przepadać, musi być w niebo wzięta, że ten świstoklik pierdolnął razem ze mną - uśmiechnął się, może nieco zaczepnie, może nieco kpiąco, wciąż doskonale pamiętając te pasywno-agresywne muffinki i makaroniki, które mu wysłała po Nokturnie. - Wiesz, to całkiem zabawne, bo ktoś mi nie tak dawno powiedział, że przyciągasz kłopoty. No i jesteśmy. Ciekawy jestem, co będzie dalej - wyraz twarzy złagodniał nieco, nawet jeśli wciąż gdzieś w kącikach ust czaił się nonszalancki uśmiech. A kiedy wyplotła wreszcie palce z jego uścisku, poklepał kieszenie.
- Przezorny zawsze ubezpieczony. - odwrócił od niej i podszedł do okna, uchylając lekko okiennice. Wiatr zaświszczał, kiedy zapalił papierosa, wyglądając na moment na zewnątrz, jakby mając nadzieję, że cokolwiek się zmieniło. W innych okolicznościach pewnie by się nawet nie oglądał na te okna.