Nawet się nie złościła. Całe to zdarzenie było wynikiem popełnionego przez nią błędu. Drobnego zaniedbania. Opuszczając na moment pomieszczenie, nie zabezpieczyła go w żaden sposób. Nie zajęła się również samym pierścieniem, którego właściwości zdążyła już do pewnego stopnia poznać. Nie spodziewała się wizyty. Nie spodziewała się tego, że ktoś może się tutaj pojawić.
Widząc co się dzieje, nie zdecydowała się na żadne, bardziej gwałtowne działania. Po prostu obserwowała syna, starając się przy okazji zwrócić na siebie jego uwagę. On sam musiał sobie poradzić z wpływem pierścienia. Zwalczyć go. Gdyby nagle zdecydowała się go zabrać, ciężko było przewidzieć w jaki sposób Nicholas by na to zareagował.
- Musisz to zwalczyć, Nick. – starała się do niego dotrzeć, próbowała go instruować. – Zamknąć umysł na jego wpływ. Potrafisz to zrobić.
Pozwoliła sobie zrobić kilka kroków w głąb pomieszczenia. Nieco się do Nicholasa zbliżyć. Cały czas go obserwowała. Starała się trzymać rękę na pulsie. Próbowała ocenić w jakim stanie się obecnie znajduje. Czy sobie z tym radził, czy może wręcz przeciwnie? Spadał dalej, tonął? Pogrążał się w tym?
Czy w ogóle zauważał, że matka się do niego zbliżała?
- Nick, skarbie? – dawno już tak do niego nie mówiła, ale okoliczności jakby sprzyjały takiemu podejściu. Znajdywała się obok syna, który zdawał się potrzebować pomocy. Musiała się pilnować, żeby nie przekroczyć pewnej granicy. Nie wyciągnąć w stronę blondyna ręki. Nie położyć jej na jego ramieniu. – Jeszcze trochę.
Wydawało jej się, że jest lepiej; że robi postępy. Czy faktycznie tak było? Nick mógł poczuć, że coś się zmienia. Głos Tarah przebijał się coraz skuteczniej. Podobnie jak inne bodźce zewnętrzne. Był coraz mniej skupiony na tym jednym przedmiocie, który znajdywał się wciąż w tym samym miejscu. Na wyciągnięcie ręki. Wystarczyło tylko zacisnąć na nim palce swojej dłoni. Tylko czy faktycznie chciał to zrobić? Czy było to tylko echo wpływu, który pierścień jeszcze chwilę temu na nim wywierał?