Przez lata ćwiczył rozpraszanie magii, zaklęć aby radzić sobie z takimi przypadkami jak teraz. Dość często zdarzało się, że dotykał nieodpowiednich rzeczy, bo przyciągały jego uwagę. Swoją tajemniczością, wyglądem, historią. Wszystkim. Wiele razy członkowie rodziny specjalizujący się w klątwołamaniu musieli mu pomagać. Albo po paru przypadkach, chować i zabezpieczać je odpowiednio. Niby Nicholas z tego wyrósł, wyprowadził się zmniejszając zagrożenia dla siebie, wyszkolił odpowiednio z dziedzinie magii odnośnie rozpraszania, to jak widać, wracając tutaj dał się znów wciągnąć w pułapkę przedmiotu. Czy może postanowił spróbować, jak teraz sobie poradzi?
Walczył wewnętrznie, w umyśle z klątwą. Ledwie słyszał co matka do niego mówiła. Zdawało mu się, albo faktycznie, trzymał pierścień w dłoni. Czy może zaczynał mieć halucynacje? Podpierając się o mebel, utrzymywał równowagę. Musiał to zwalczyć. Walczył.
Ten łagodny kobiety głos. Mówiący do niego zdrobniale. Nicholas w tym momencie jakby zareagował. Otworzył oczy i powoli spojrzał na nią. Wiedział, co musiał zrobić. Na pewno oddalić się od przeklętego przedmiotu, który tak mocno na niego zadziałał. Nie mógł go zabrać. Cofnął się od biurka, choć lekko zachwiał. Oddech mu przyspieszył. Spojrzał na dłonie jakby coś sprawdzał. Poczuł opadającą ciężkość z ciała, organizmu. Uwolnił się?
- Matko… Dotknąłem go?Zapytał, jakby sam nie wierzył czy faktycznie to zrobił czy nie. Gdyby nie udało mu się uwolnić od klątwy, kto wie co by jej zrobił? Jako dzieciak mógł nie stwarzać zagrożenia, ale jako dorosły? W dodatku Śmierciożerca? Ojciec by mu tego nie wybaczył.
Musiał usiąść. Rozejrzał się za wolną kanapą czy fotelem i tam podszedł. Usiadł, próbując dojść do siebie. Wzrok przeniósł na rodzicielkę, jakby chciał się upewnić, że jej nic nie jest. Że nic jej nie zrobił.
Nie powinien tutaj przychodzić.