28.11.2022, 03:08 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 28.11.2022, 03:21 przez Ada Wright.)
- Co ty pierdolisz, Heath? – rzuciła ze śmiechem, na wzmiankę o bobrze. Zajęta parkowaniem i cała uśmiana, jak osoba, która naprawdę nie dowierza wyjątkowo abstrakcyjnym żartom ruszyła po chwili ku przodowi. Było to dla niej jednak na tyle odsunięte od rzeczywistości, że bawiło równie wyjątkowo.
- I co, licytowali tego bobra? – zapytała, pragnąc potwierdzić nowo narodzoną w jej głowie teorię, jakoby Longbottomowie mieli zacząć zajmować się hodowlą zwierząt, przebranżowić się, może wypasać bydło, czy ratować zagrożone wyginięciem gatunki mugolskich zwierząt. Za to ostatnie mogliby jeszcze zostać opluci wzgardą „prawdziwych” rodzin czarodziejskich, było to więc najmniej możliwe.
- Jestem ciekawa co wymyślą za rok. O ile znów nie będę musiała uczestniczyć w targach mioteł, może nawet wezmę udział. Wylicytowałaś coś ciekawego? – spodziewała się czegoś egzotycznego. Kuzynka potrafiła ją zaskoczyć i robiła to za każdym razem, jak z tym bobrem.
Przechadzały się po straganach, na razie obserwując co wiosna włożyła do koszyków wystawcom. Panna Wright była zaciekawiona licznymi atrakcjami, w których zawsze chętnie brała udział. Może nawet uda jej się zapytać wróżki o najbliższą przyszłość?
- Miło mi cię w końcu poznać, Julianie. – rzekła, wyciągając rękę przed siebie. Nie kojarzyła chłopaka za nic w świecie, ale nie chciała kuzynce robić siary przed starym kolegą. – Możliwe, że coś kojarzę, nie jestem pewna… ale miło mi cię poznać. – mówiła, marszcząc brwi i mrużąc oczy na parę chwil, by po chwili przybrać na usta ten szeroki uśmiech.
Byli niedaleko całej tej wrzawy, która powstała na skutek czyjegoś krzyku. Wright stanęła aż na palcach, aby dowiedzieć się co się stało.
- To chyba ten punkt ze zwierzętami w koszyku… - stwierdziła, zaciekawiona. – Chyba komuś urwało rękę. – dodała, ale w jej głosie nie było krzty zaniepokojenia. Bardziej… coś na wyraz wyzwania do podjęcia?
- Pójdę to sprawdzić. – Uznała więc, że świetnym pomysłem będzie podejście tam i spróbowanie tego na… własnej ręce? – Uratujecie mnie, jeśli coś mi się stanie, prawda? – zapytała Heather i Juliana na odchodne. Jeśli chcieli, mogli podążyć za nią, ale ona była pewna, że podejdzie do Sally i kilku innych osób, którzy próbowali swoich sił w poszukiwaniu jeży.
Niestety, ze sporym zawodem, wyciągnęła rękę z koszyka. Poza paroma zadrapaniami od kolców jednego, jedynego jeża, nie znalazła w środku już nic, co mogłoby choćby przybić z nią piątkę. Klasnęła dłońmi i otrząsnęła je, jedna o drugą.
Nieszczęście chciało, że jej wzrok spoczął na grupce osób, które najwyraźniej prowadziły jakąś konwersację i były w ogóle zajęte sobą. Ale ona zwróciła uwagę na jeden, wcale nie drobny szczeół, trzymany w dłoniach młodej kobiety. Bardzo dobrze znała ten model. Nie nazywałaby się Adą Wright gdyby przeoczyła coś takiego. Chodziło jednak o coś zgoła innego.
- Czy to jest Zmiatacz 5? – zapytała Fernę, nie mogąc się powstrzymać. Naprawdę walczyła. Przez te pięć, dziesięć sekund wstrzymywania oddechu. Heather, jeśli ją widziała, wiedziała już co się kroi. I nie zapowiadało się najlepiej. Nie bez powodu nazywali ją "Twoja Stara Miotlara".
@Fernah Slughorn
- I co, licytowali tego bobra? – zapytała, pragnąc potwierdzić nowo narodzoną w jej głowie teorię, jakoby Longbottomowie mieli zacząć zajmować się hodowlą zwierząt, przebranżowić się, może wypasać bydło, czy ratować zagrożone wyginięciem gatunki mugolskich zwierząt. Za to ostatnie mogliby jeszcze zostać opluci wzgardą „prawdziwych” rodzin czarodziejskich, było to więc najmniej możliwe.
- Jestem ciekawa co wymyślą za rok. O ile znów nie będę musiała uczestniczyć w targach mioteł, może nawet wezmę udział. Wylicytowałaś coś ciekawego? – spodziewała się czegoś egzotycznego. Kuzynka potrafiła ją zaskoczyć i robiła to za każdym razem, jak z tym bobrem.
Przechadzały się po straganach, na razie obserwując co wiosna włożyła do koszyków wystawcom. Panna Wright była zaciekawiona licznymi atrakcjami, w których zawsze chętnie brała udział. Może nawet uda jej się zapytać wróżki o najbliższą przyszłość?
- Miło mi cię w końcu poznać, Julianie. – rzekła, wyciągając rękę przed siebie. Nie kojarzyła chłopaka za nic w świecie, ale nie chciała kuzynce robić siary przed starym kolegą. – Możliwe, że coś kojarzę, nie jestem pewna… ale miło mi cię poznać. – mówiła, marszcząc brwi i mrużąc oczy na parę chwil, by po chwili przybrać na usta ten szeroki uśmiech.
Byli niedaleko całej tej wrzawy, która powstała na skutek czyjegoś krzyku. Wright stanęła aż na palcach, aby dowiedzieć się co się stało.
- To chyba ten punkt ze zwierzętami w koszyku… - stwierdziła, zaciekawiona. – Chyba komuś urwało rękę. – dodała, ale w jej głosie nie było krzty zaniepokojenia. Bardziej… coś na wyraz wyzwania do podjęcia?
- Pójdę to sprawdzić. – Uznała więc, że świetnym pomysłem będzie podejście tam i spróbowanie tego na… własnej ręce? – Uratujecie mnie, jeśli coś mi się stanie, prawda? – zapytała Heather i Juliana na odchodne. Jeśli chcieli, mogli podążyć za nią, ale ona była pewna, że podejdzie do Sally i kilku innych osób, którzy próbowali swoich sił w poszukiwaniu jeży.
Rzut TakNie 1d2 - 2
Nie
Nie
Rzut TakNie 1d2 - 2
Nie
Nie
Rzut TakNie 1d2 - 1
Tak
Tak
Niestety, ze sporym zawodem, wyciągnęła rękę z koszyka. Poza paroma zadrapaniami od kolców jednego, jedynego jeża, nie znalazła w środku już nic, co mogłoby choćby przybić z nią piątkę. Klasnęła dłońmi i otrząsnęła je, jedna o drugą.
Nieszczęście chciało, że jej wzrok spoczął na grupce osób, które najwyraźniej prowadziły jakąś konwersację i były w ogóle zajęte sobą. Ale ona zwróciła uwagę na jeden, wcale nie drobny szczeół, trzymany w dłoniach młodej kobiety. Bardzo dobrze znała ten model. Nie nazywałaby się Adą Wright gdyby przeoczyła coś takiego. Chodziło jednak o coś zgoła innego.
- Czy to jest Zmiatacz 5? – zapytała Fernę, nie mogąc się powstrzymać. Naprawdę walczyła. Przez te pięć, dziesięć sekund wstrzymywania oddechu. Heather, jeśli ją widziała, wiedziała już co się kroi. I nie zapowiadało się najlepiej. Nie bez powodu nazywali ją "Twoja Stara Miotlara".
@Fernah Slughorn
Run, little rabbit, run
No, they'll never catch you, no, how
Don't ever stop or slow down
We're counting on you now
*