09.02.2024, 15:43 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 09.02.2024, 15:45 przez Brenna Longbottom.)
– Mam problem i z Romeo i Julią, i z Tristanem i Izoldą – przyznała Brenna z pewnym rozbawieniem. Przystanęła przy jednej z gablotek, oglądając jej zawartość, gdy Pocałunek pozostawał za jej plecami. – Chociaż może patrzymy za bardzo z naszej perspektywy? Czy Julia na pewno była dzieciakiem, skoro rodzice wydaliby ją za mąż siłą za dorosłego? Może to samobójstwo nie było tylko z miłości, ale by wziąć los w swoje ręce? Ale Tristan, och Tristan… zamiast podstawić królowi Markowi dowolną blondynkę, a samemu poślubić Izoldę, złamał tylko cztery życia – westchnęła, choć niezbyt przejęta. W końcu to wszystko było wyłącznie fikcją literacką, nie prawdziwą tragedią. Brenna nie mogła jednak oprzeć się myśli, że Tristan był idiotą, a Izolda powinna była zdzielić ukochanego po głowie przynajmniej ze trzy razy. Ewentualnie raz a porządnie.
– Tu można się kłócić – mruknęła jednak na kolejne słowa Mavelle.
Taka Persefona Fawley kochała swoją córkę o wiele za bardzo.
A może tylko była to miłość źle pojęta…?
Brenna jednak nie powiedziała tego na głos. Nie chciała psuć nastroju.
Odwróciła się za to z powrotem ku rzeźbie, kiedy Mavelle wspomniała historię: że w istocie ta była inspirowana konkretną parą.
– Czekaj… kojarzę to. Nie dałam rady przebrnąć. Pomijając, że niezbyt mnie zachwyciło, to bardzo irytowało mnie karanie niektórych ludzi za te zbrodnie. To jest ta para, która unosiła się w drugim kręgu piekielnym? Nie byłoby problemu, gdyby biednej dziewczyny nie zmuszano do ślubu z mężczyzną, którego nie kochała… Chociaż nie powinnam rzucać kamieniem – stwierdziła, przypominając sobie, że czasy były inne, a i w ich własnym społeczeństwie aranżowano często małżeństwa w imię interesów rodowych i czystej krwi. Czy rodzice Victorii nie planowali wydać jej za wampira? Wciąż jednak Brenna nie uważała, aby kochankowie zasłużyli sobie na wieczne męczarnie za to, że przez chwilę chcieli być szczęśliwi. – Może dlatego tak naprawdę się nie całują. Nie mogą, bo rozdziela ich wiatr. Dobra, może już rozumiem, skąd ta cała popularność tej rzeźby, ale ciągle uważam, że posąg Helgi Hufflepuff i Roweny Ravenclaw z Hogwartu jest znacznie lepszy i naprawdę oddaje ich przyjaźń… – stwierdziła Brenna, nieco krytycznie przypatrując się posągowi. A potem ze śmiechem pokręciła głową, kiedy Bones zaczęła wyliczać.
– Świece kojarzą mi się z widmowidzeniem, Mavy, pikniki pod księżycem są świetne, ale to dla mnie nie romantyzm, bo nie mam problemów z zabieraniem na nie przyjaciół, i tak dalej. Nie wyliczaj już, przykro mi, jestem przypadkiem absolutnie beznadziejnym – stwierdziła, ostatni raz rzucając spojrzeniem na słynną rzeźbę Rodina – gotowa ruszyć dalej, ku innym eksponatom. - Chyba że powinnam romantycznie napisać list miłosny do eee... chłopca, którego lubiłam, jak miałam siedem lat, bo miał kolekcję kart z czekoladowych żab i oddał mi jedną naprawdę fajną?
– Tu można się kłócić – mruknęła jednak na kolejne słowa Mavelle.
Taka Persefona Fawley kochała swoją córkę o wiele za bardzo.
A może tylko była to miłość źle pojęta…?
Brenna jednak nie powiedziała tego na głos. Nie chciała psuć nastroju.
Odwróciła się za to z powrotem ku rzeźbie, kiedy Mavelle wspomniała historię: że w istocie ta była inspirowana konkretną parą.
– Czekaj… kojarzę to. Nie dałam rady przebrnąć. Pomijając, że niezbyt mnie zachwyciło, to bardzo irytowało mnie karanie niektórych ludzi za te zbrodnie. To jest ta para, która unosiła się w drugim kręgu piekielnym? Nie byłoby problemu, gdyby biednej dziewczyny nie zmuszano do ślubu z mężczyzną, którego nie kochała… Chociaż nie powinnam rzucać kamieniem – stwierdziła, przypominając sobie, że czasy były inne, a i w ich własnym społeczeństwie aranżowano często małżeństwa w imię interesów rodowych i czystej krwi. Czy rodzice Victorii nie planowali wydać jej za wampira? Wciąż jednak Brenna nie uważała, aby kochankowie zasłużyli sobie na wieczne męczarnie za to, że przez chwilę chcieli być szczęśliwi. – Może dlatego tak naprawdę się nie całują. Nie mogą, bo rozdziela ich wiatr. Dobra, może już rozumiem, skąd ta cała popularność tej rzeźby, ale ciągle uważam, że posąg Helgi Hufflepuff i Roweny Ravenclaw z Hogwartu jest znacznie lepszy i naprawdę oddaje ich przyjaźń… – stwierdziła Brenna, nieco krytycznie przypatrując się posągowi. A potem ze śmiechem pokręciła głową, kiedy Bones zaczęła wyliczać.
– Świece kojarzą mi się z widmowidzeniem, Mavy, pikniki pod księżycem są świetne, ale to dla mnie nie romantyzm, bo nie mam problemów z zabieraniem na nie przyjaciół, i tak dalej. Nie wyliczaj już, przykro mi, jestem przypadkiem absolutnie beznadziejnym – stwierdziła, ostatni raz rzucając spojrzeniem na słynną rzeźbę Rodina – gotowa ruszyć dalej, ku innym eksponatom. - Chyba że powinnam romantycznie napisać list miłosny do eee... chłopca, którego lubiłam, jak miałam siedem lat, bo miał kolekcję kart z czekoladowych żab i oddał mi jedną naprawdę fajną?
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.