Dotyk dłoni przyjaciółki był niespodziewany i chociaż Fernah stroniła od tego typu czułości, zrozumiała że dla Dory zapewnienie o pomocy, było nadzwyczaj ważne. Przez to poczuła delikatny dyskomfort, który zaciążył na jej żołądku – nie wiedziała z czym Menodora potrzebuje wsparcia, a jako przyjaciółka przecież powinna!
Nie dane jej było się dłużej zastanawiać czy obwiniać, bo i czas potoczył się dalej.
Fernah próbowała dostrzec, co takiego się dzieje. Niestety im bliżej hałasów i krzyków, tym gęstszy był tłum, i tym trudniej było cokolwiek zauważyć. Zaraz też ktoś wydarł się o medyka, a serce Paprotki niemal wyskoczyło z piersi. Atak?!, zacisnęła zęby i już miała powędrować w tamtą stronę, gdy na ramieniu poczuła dłoń panny Crawley.
— Słucham? — z ociąganiem zwróciła się w kierunku kobiety, zaraz też patrząc na nią badawczo. — Tak, chyba masz rację i oczywiście, że możemy wyjść.
Czy Menodora była bledsza, czy może Fernie się tylko zdawało? Slughorn odstawiła pełen kieliszek na najbliższy stolik i spytała.
— Wszystko w porządku? Chcesz coś do picia? I nie mam tu na myśli szampana, tylko wodę lub coś innego, co nie jest alkoholem.