Niektóre przygody były bardziej przystępne od innych. Mądrzy powiedzieli, że nie liczy się sam cel, a droga, którą obierzesz. A może nikt tego nie powiedział, tylko ktoś to napisał? Zgodnie z umową wziął te wolne, żeby przeżyć drogę i sam cel. Zakładanie, że je przeżyje, w jego wypadku już można było nazwać ozdrowieniem z monotonii jego życia. Wyobrażenia o śmierci - każdego poranka, kiedy się budzisz, żeby przeanalizować śmierci, jakie widziałeś, o jakich słyszałeś i których jeszcze doświadczysz. Pewnie była to jakaś choroba, a może nie było to dziwne wcale. Nie wiedział - nie rozmawiał o tym z ludźmi. Nie to, że tego poranka, kiedy Flynn miał się stawić pod jego nowym mieszkaniem, było jakoś inaczej, ale jego podejście było inne. Cieszył się. Wstał z uczuciem zadowolenia, z uśmiechem. Nie leżał w łóżku, nie spoglądał tępo w sufit, nie piastował pustki życia we wszystkich jego gramach szarości. Ktoś mu musiał włożyć na nos różowe okulary. Chyba tym było właśnie zakochanie się.
- Dzięki komplementom łatwiejszy już nie będę. Ale nie przestawaj. - Pierwsze co obowiązkowy był buziak. Reszta, na pewno mniej istotna, mogła podążyć za nim. - Tym razem Obliviate, a nie zaproszenie do seksu. Jasne, zapamiętam. - Tak nawiązując do dziwnego pana policjanta, który zaczął się rumienić i dziwnie zachowywać tamtej nocy. - A tak, miło, że pytasz. Przygarnął zwierzątko, czarnego kotka, tak się składa...
Nie było pytań o tę przygodę - gdzie, dokąd, dlaczego i czemu nie teleportem. No dobrze, pytanie o to DOKĄD jadą się pojawiło, bo Cain zamierzał się spakować. Spakować cokolwiek. W tym celu trzeba wiedzieć chociaż mniej więcej dokąd jedziesz. W dzicz, czy może jednak do miasta. Nad wodę, czy jednak w góry. Albo nad wodę w górach? Oby nie była to dzicz, bo Cain gubił się po dwóch krokach w lesie i już nie wiedział, gdzie północ, wschód i zachód, a każde drzewo stawało się takie samo. Brrr. Podróż samochodem wydawała się jednak właśnie tą przygodą, która jest przystępna. Którą chcesz przeżyć. Mogliby siedzieć i gadać ze sobą w domu, mogli też siedzieć i gadać w aucie. Przypowieść o tym, by unikać mugolskich samochodów jeszcze nie dotarła do jego uszu, więc i nie było mowy o tym, żeby robił dziwne miny i namawiał jednak na pociąg. Były więc te gadki o wszystkim i o niczym, randomowe wtrącenia typu "krowa", o "DRZEWO" i wszystko to, co tylko mogło towarzyszyć podróży. Włącznie z tym, że Cain prawie w pewnym momencie przysnął.
- To tu pochowasz moje "przesadnie śliczne zwłoki"? Sprytnie, na pewno mnie nie znajdą. - Niewiele było już w zasadzie widać za oknami, więc i rozglądanie się niewiele dawało.