Stolica Wielkiej Brytanii przodowała, jeżeli chodzi o potwierdzanie stereotypu o pogodzie na wyspach. Dzień był pochmurny, z nieba co chwila kropiło, a ludzie byli jeszcze bardziej naburmuszeni niż zazwyczaj. Zapewne przez tę pogodę, ale na brodę Merlina, mogliby sobie darować.
Fernah weszła do Dziurawego Kotła wraz z kilkoma innymi czarodziejami, którzy natychmiast rozpierzchli się po sali, zajmując przed momentem wolne miejsca. W szarym wełnianym płaszczu, z puszącymi się od wilgoci włosami i podkrążonymi oczyma, była totalnym przeciwieństwem kolorowej panny, siedzącej przy jednym ze stolików.
Zaciskając coraz bardziej usta, przecisnęła się wreszcie do szynkwasu i zamówiła rozgrzewającą potrawkę. Gulasz Jak u Skrzata Domowego po kilku minutach oczekiwania stanął przed nią w wysłużonej misce. Będąc popędzaną przez kolejnych klientów pubu, złapała swoje zamówienie i klnąc pod nosem z powodu parzącego gorąca, ruszyła szukać miejsca.
Ula zza Proroka Codziennego mogła nagle usłyszeć ciche chrząknięcie, które ewidentnie było skierowane do niej. Gdyby opuściła gazetę, zobaczyłaby stojącą przy jej stoliku kobietę z miską gulaszu.
— Przepraszam, ale jest taki tłok, że nigdzie indziej nie mogę znaleźć miejsca, — powiedziała Fernah przez ściśnięte gardło, bo rozmowy z nieznajomymi (poza szpitalem) nie były jej mocną stroną. — Mogę tutaj usiąść, czy czeka pani na kogoś?