09.02.2024, 20:30 ✶
Timmy nawet w pewnym momencie zrobiło się przykro, że nad Laurencem obie zaczęły się niemiło pastwić, był przecież starszym mężczyzną, trochę zagubionym i bezradnym w starciu z dwiema cynicznymi młódkami — ale! w porę przypomniała sobie klisze dawnych scen, a w nich cierpienia Garricka, niby nieme a jednak głośne wzdychanie oraz smętne spojrzenia ciskane szybowemu odbiciu, zawsze przy okazji padającego rzewnie deszczu. Słuchał wtedy na pętli Without You w płaczliwym wykonaniu Harrego Nilssona i Ollivanderówna musiała przyznać, że słowa piosenki znała już lepiej niż podopieczni sierocińca znali wieczorny pacierz.
— Cóż, aktorom, zwłaszcza tym grającym krzaki w przedstawieniach nie płacą zbyt wiele — dokopała mu, przywieszając się do komentarza Olivii — ale jako, że wypadki się zdarzają, a resztki twojej różdżki stwarzają poważne zagrożenie życia i zdrowia...mogę zapytać ojca o jakąś zniżkę...
Powiedziała, kątem oka sprawdzając jak Laurence zareaguje na jej wzmiankę o ojcu; swoją wścibskość chciała trochę ukryć i przypudrować damulkową powściągliwością, ale nie była pewna jak dobrze jej to wychodziło.
Przystąpiła zatem do czarowania, a właściwie próby i cholera.
Z różdżki dmuchnęło wietrzną siwizną, której miała nadzieje, iż oboje nie zauważyli — czy był to problem braku umiejętności czy czegoś innego? Miała nadzieje, że oboje się nie zorientują, że drewno w jej dłoniach nie tylko dziwnie zadrgało, ale również wewnętrznie zapłonęło. Nie na tyle aby wybuchnąć, bądź ją oparzyć, ale na tyle aby zakomunikować, iż to ona zaliczyła czarowanego klopsa.
Odchrząknęła teatralnie, skupiając spojrzenie na Olivii.
—Och...
Mrugnąwszy wielokrotnie, odsunęła się poruszona, głową przytakując na pytanie Larrego.
— Znam pewnego aurora, który jeśli nie jest teraz zajęty mógłby na to zerknąć...chociaż to może być bardziej zadanie dla Brygady.
— Cóż, aktorom, zwłaszcza tym grającym krzaki w przedstawieniach nie płacą zbyt wiele — dokopała mu, przywieszając się do komentarza Olivii — ale jako, że wypadki się zdarzają, a resztki twojej różdżki stwarzają poważne zagrożenie życia i zdrowia...mogę zapytać ojca o jakąś zniżkę...
Powiedziała, kątem oka sprawdzając jak Laurence zareaguje na jej wzmiankę o ojcu; swoją wścibskość chciała trochę ukryć i przypudrować damulkową powściągliwością, ale nie była pewna jak dobrze jej to wychodziło.
Przystąpiła zatem do czarowania, a właściwie próby i cholera.
Z różdżki dmuchnęło wietrzną siwizną, której miała nadzieje, iż oboje nie zauważyli — czy był to problem braku umiejętności czy czegoś innego? Miała nadzieje, że oboje się nie zorientują, że drewno w jej dłoniach nie tylko dziwnie zadrgało, ale również wewnętrznie zapłonęło. Nie na tyle aby wybuchnąć, bądź ją oparzyć, ale na tyle aby zakomunikować, iż to ona zaliczyła czarowanego klopsa.
Odchrząknęła teatralnie, skupiając spojrzenie na Olivii.
—Och...
Mrugnąwszy wielokrotnie, odsunęła się poruszona, głową przytakując na pytanie Larrego.
— Znam pewnego aurora, który jeśli nie jest teraz zajęty mógłby na to zerknąć...chociaż to może być bardziej zadanie dla Brygady.