09.02.2024, 20:50 ✶
- Urocze, czy przemyślane? - odpowiedziała od razu, błyskając (nie)winnym uśmiechem. Mogła wydawać się głupią trzpiotką i faktycznie w większości przypadków taka była, lecz mimo wszystko Olivia była dobrą obserwatorką i jeszcze lepszą słuchaczką. Laurent kojarzył jej się z morzem: pachniał jak ono, a w jego oczach zaklęty był ocean. Nie słyszała jego syreniego śpiewu, lecz nie musiała - pokochała go wcześniej, choć nie tym rodzajem miłości, o którym myślała na początku. Prewett wkradł się do jej życia i poniekąd je uratował, bo dzięki niemu coś w jej mózgu w końcu zaczęło działać. Była mu wdzięczna, chociaż mogło to wydawać się oklepanym frazesem. Przejrzała na oczy wtedy, gdy jej odmówił. - Znasz Ave?
Wydawała się zaskoczona, ale tylko przez chwilę. Przecież prawie nie rozmawiały o innych. Było kilka osób, o których plotkowały, ale Laurent nie był jedną z nich. Zarówno Olivia nie poruszała jego tematu, jak i Avelina, która miała inne problemy w postaci mężczyzn na głowie. Potrząsnęła głową, ściągając nieznacznie brwi. Sięgała pamięcią lata wstecz, ale nie. Nigdy od niej nie słyszała jego imienia, chyba że zapomniała. Ale raczej by nie zapomniała. No, mniejsza.
- Tak, ta mądrość jest... Można ją zrozumieć dwojako - powiedziała, zastanawiając się przez chwilę nad znaczeniem tych słów. Wzruszyła jednak ramionami. Była pewna swego: zarówno czasu, który wybrała, jak i osoby, z którą chciała współpracować. - Ale wierzę, że nam się uda. A jak będzie źle, to zawsze mamy wokół siebie ludzi, którzy nas wesprą dobrym słowem.
O pieniądzach nie mówiła - głównie dlatego, że nie wypadało, ale też dlatego, że pamiętała że Laurent był obrzydliwie bogaty. Tak samo obrzydliwie bogata była ich wspólna znajoma, Brenna, od której też nie chciała widzieć ani złamanego sykla. Mogła ją naciągnąć co najwyżej na watę cukrową albo lody.
- Któraś z nas na pewno da ci znać, gdy zdecydujemy się otworzyć. Na razie szukamy lokalu i nie powiem, żeby to było łatwe. Głównie chodzi o lokalizację, nie chcę żeby był zbyt blisko Fiolki, nie chcę konkurować z matką... Która jeszcze o niczym nie wie - dodała cicho, krzywiąc się nieznacznie. Ach, to nie będzie wesoła rozmowa. Ale musiała ją w końcu odbyć, tylko najpierw potrzebowała konkretów. Tak, żeby było już postanowione i matka nie mogła nic zrobić, by wpłynąć na zmianę jej decyzji.
Wydawała się zaskoczona, ale tylko przez chwilę. Przecież prawie nie rozmawiały o innych. Było kilka osób, o których plotkowały, ale Laurent nie był jedną z nich. Zarówno Olivia nie poruszała jego tematu, jak i Avelina, która miała inne problemy w postaci mężczyzn na głowie. Potrząsnęła głową, ściągając nieznacznie brwi. Sięgała pamięcią lata wstecz, ale nie. Nigdy od niej nie słyszała jego imienia, chyba że zapomniała. Ale raczej by nie zapomniała. No, mniejsza.
- Tak, ta mądrość jest... Można ją zrozumieć dwojako - powiedziała, zastanawiając się przez chwilę nad znaczeniem tych słów. Wzruszyła jednak ramionami. Była pewna swego: zarówno czasu, który wybrała, jak i osoby, z którą chciała współpracować. - Ale wierzę, że nam się uda. A jak będzie źle, to zawsze mamy wokół siebie ludzi, którzy nas wesprą dobrym słowem.
O pieniądzach nie mówiła - głównie dlatego, że nie wypadało, ale też dlatego, że pamiętała że Laurent był obrzydliwie bogaty. Tak samo obrzydliwie bogata była ich wspólna znajoma, Brenna, od której też nie chciała widzieć ani złamanego sykla. Mogła ją naciągnąć co najwyżej na watę cukrową albo lody.
- Któraś z nas na pewno da ci znać, gdy zdecydujemy się otworzyć. Na razie szukamy lokalu i nie powiem, żeby to było łatwe. Głównie chodzi o lokalizację, nie chcę żeby był zbyt blisko Fiolki, nie chcę konkurować z matką... Która jeszcze o niczym nie wie - dodała cicho, krzywiąc się nieznacznie. Ach, to nie będzie wesoła rozmowa. Ale musiała ją w końcu odbyć, tylko najpierw potrzebowała konkretów. Tak, żeby było już postanowione i matka nie mogła nic zrobić, by wpłynąć na zmianę jej decyzji.