Jakże ona się cieszyła, że darowała sobie losowanie jeży! Oczywiście, że koty były słodkie i roztopiłyby serce niejednego, ale to co wydarzyło się później w żadnym razie.
Niestety Menodorze nie udało się tak, jak ich przyjacielowi, chociaż była bardzo blisko. Cameron za to wyglądał komicznie w wygranym karykaturalnie wielkim kapeluszu, co też wytknęła mu Fernah, kiedy to kobieta z koszem poszła dalej.
Chciała jeszcze powiedzieć coś śmiesznego o losowaniu jeży, nawet coś, co nawiązywało do mogących się tam kryć nieprzyjemności, ale nie zdążyła. Nieopodal nich trójka ludzi również zdecydowała się zagrać w grę Szalonej Sally. Dla jednego z mężczyzn zabawa przerodziła się w walkę o życie, bo koszyk lub też coś, co w nim mieszkało, postanowiło go wciągnąć.
— Na brodę Merlina, myślicie że powinniśmy jakoś pomóc? — spytała znajomych, próbując zobaczyć, czy aby ręka poszkodowanego jest cała, czy może została w koszu. — A na przyszłość proponuję nie wkładać rąk w niesprawdzone miejsca, naprawdę.
Jednak sytuacja sprzed chwili nie zniechęciła ciemnowłosej kobiety o szelmowskim uśmiechu. Ta podeszła do Szalonej Sally i nic sobie nie robiąc z tego, że koszyk chciał zjeść ostatnią osobę, która losowała jeże, wsadziła w niego rękę.
I czemu tu się dziwić, że na oddział trafia codziennie tyle czarownic i czarodziejów? Przecież oni są jak dzieci, gorzko pomyślała Fernah i z dezaprobatą pokręciła głową.
Chciała wspomnieć o tym Cameronowi, ale zza pleców usłyszała skierowane do niej pytanie o miotłę.
— Słucham? Tak, tak, to Zmiatacz 5, czemu pani pyta?Głos należał do tej samej kobiety, która dopiero co stała przy koszu z jeżami i innymi stworami. Fernah była nieco zdziwiona pytaniem, bo w końcu miotła, jak to miotła, nie była w żadnym razie godna czyjejkolwiek uwagi.
Wspomniany Zmiatacz 5, należący do Ferny, miał swoje najlepsze lata za sobą. Na rączce widać było zadrapania, przetarcia czy nawet gdzieniegdzie odłupane kawałki drewna. Nic dziwnego, bo Paprotka otrzymała miotłę od matki, po tym, jak dostała się do gryfońskiej drużyny Quidditcha na trzecim roku. Zaklęcie poduszkujące też nie było jakieś wspaniałe i pewnie powinno zostać wzmocnione, więc co też takiego chciała ta kobieta?
Stażystka Świętego Munga za grosz nie wiedziała, że właśnie wkopała się po całości.