09.02.2024, 21:51 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 12.02.2024, 14:47 przez Samuel McGonagall.)
Hogwart wzbudzał w Samuelu niechęć od samego brzmienia tego słowa. Choć nigdy w nim nie był, to jednak od czasu, gdy otrzymali w domu list, wszystko się stało... inne. Jakby jedną kartką można było przekreślić całe swoje dzieciństwo.
Oczywiście nie żałował tego co nastąpiło potem – lekcji, czarowania, tego ogromu wiedzy, która spadła na niego nie tylko o tym co dzieje się na świecie (czyli w Kniei), ale co można było robić oprócz.
Czasem zastanawiał się jednak, czy gdyby nie pojechali wtedy z mamą do Londynu, czy może jego klątwa nigdy by się nie obudziła. Na tym akurat się nie znał, rodzice uważali, że klątwołamacze to banda chochelsztamplerów i nieuków. Zielony, drzewny klosz uniemożliwiał mu zweryfikowanie tego przekonania.
– Oczywiście, że moja mama i tak, ona jest prawdziwą Babą Jagą, więc jak komuś powiesz, że umiem się zmieniać w ptaka, to ona Cię złapie i Cię upieczemy o!– powiedział nastolatek Sam, który nie był jeszcze tak prawdomówny jak dorosły Sam. A i tak, może nie urósł mu nos, ale uszy zapiekły czerwienią na to wierutne kłamstwo.
Bardzo przeżywał kiedyś te wyzwiska, teraz nauczył się odszczekiwać domniemaniem własnego kanibalizmu. Czasem śnił, że jako krogulec pikował na Jima, który dopiekał mu najmocniej i pazurami orał mu twarz. Teraz mama dawała mu specjalną mieszankę ziół na sen, po których nie śnił wcale. Leśniczówka źle znosiła ciasne spleciwa bluszczu i dzikich pędów, które zdarzało mu się budzić w ten sposób.
Oczywiście nie żałował tego co nastąpiło potem – lekcji, czarowania, tego ogromu wiedzy, która spadła na niego nie tylko o tym co dzieje się na świecie (czyli w Kniei), ale co można było robić oprócz.
Czasem zastanawiał się jednak, czy gdyby nie pojechali wtedy z mamą do Londynu, czy może jego klątwa nigdy by się nie obudziła. Na tym akurat się nie znał, rodzice uważali, że klątwołamacze to banda chochelsztamplerów i nieuków. Zielony, drzewny klosz uniemożliwiał mu zweryfikowanie tego przekonania.
– Oczywiście, że moja mama i tak, ona jest prawdziwą Babą Jagą, więc jak komuś powiesz, że umiem się zmieniać w ptaka, to ona Cię złapie i Cię upieczemy o!– powiedział nastolatek Sam, który nie był jeszcze tak prawdomówny jak dorosły Sam. A i tak, może nie urósł mu nos, ale uszy zapiekły czerwienią na to wierutne kłamstwo.
Bardzo przeżywał kiedyś te wyzwiska, teraz nauczył się odszczekiwać domniemaniem własnego kanibalizmu. Czasem śnił, że jako krogulec pikował na Jima, który dopiekał mu najmocniej i pazurami orał mu twarz. Teraz mama dawała mu specjalną mieszankę ziół na sen, po których nie śnił wcale. Leśniczówka źle znosiła ciasne spleciwa bluszczu i dzikich pędów, które zdarzało mu się budzić w ten sposób.