Tak trywialne rzeczy, jak pognieciona, czy mokra koszula nie miały miejsca w jego głowie, a jeśli nawet by się tam pojawiły, to szybko by odleciały na poczet rzeczy ważniejszych... na przykład słowo "żałosne", które wbiło mu szpilkę w jego ego, aż się skrzywił minimalnie. Pozwolił mu się odsunąć, choć dłonie zsunęły się po rękawach Lukrecjowej koszuli i na chwilę obecną tam zostały. Zignorował uwagę, choć tej drugiej nie potrafił. W końcu po części była prawdą, ale tylko po części.
- Nie... po prostu... - Po prostu? Nic nie było proste w jego rozumowaniu. Rzeczy tak skomplikowanych, jak ludzkie uczucia nie da się tak po prostu uprościć. Przetarł lekko miejsce między zmarszczonymi brwiami, gdzie powoli kumulowało się napięcie. - Po prostu... - Odsunął dłoń od twarzy i nabrał cicho powietrza w płuca, żeby odetchnąć. Jak mu powiedzieć, że brak odpowiedzi pozostawił po sobie niewyjaśniony ból, który jedynie napędzał frustrację? Jak wyznać, że chciał rzucić mu tym samym w twarz... i nic go nie usprawiedliwiało? Zjechał dłońmi do rozpiętej koszuli Laurenta i zaczął zapinać guziki, skupiając się desperacko na tej czynności, jakby próbował powstrzymać to delikatne drżenie rąk. - Pojawiłeś się znikąd, jak jakaś cholerna wila... i chyba nie mogłem znieść myśli, że mnie ignorujesz... - Wyrzucił z siebie, marszcząc brwi z iskrą złości w srebrnych oczach. Nie zimnej, złośliwej, ale takiej, która przeplatała się z ogniem w tańcu, rozgrzewając powoli stal. Potem spojrzał na jego anielską twarz, zastanawiając się, ile prawdy potrafi z siebie wyrzucić, zanim tego nie pożałuje bardziej, niż swoich wcześniejszych słów. Był bowiem przekonany, że prawda zawsze kieruje koniec szpili tam, gdzie nie jest w stanie postawić żadnych murów. Powoli, ten ogień odpłynął jak smuga, muskając jego kości policzkowe na ledwo widoczny, różany kolor. - Więc powiedz mi, kto tu oczarował kogo... - Dodał już ciszej na wydechu, odwracając spojrzenie i delikatnie odsuwając się od blondyna. Podszedł do kredensu z ciemnego drewna i nalał dwie niepełne szklanki Szkockiej whisky. Potrzebował chwilę na przetrawienie pytania, bo waga tej informacji nie do końca jeszcze do niego dotarła.
- Też tego nie rozumiem... - Podszedł do blondyna, podając mu szklankę, w międzyczasie na szybko wertując w głowie treść swoich listów... na wszelki wypadek, gdyby przypadkiem wysłał coś niestosownego, ale chyba nic nie wytrąciło go z równowagi. Prócz swoich krótkich relacji ze spokojnego życia we Francji, dopytywania o zdrowie i samopoczucie oraz błyskotliwych (w jego mniemaniu) żartów, raczej nic nie wzbudziłoby sensacji. Bo to oczywiście było pierwszym, co go zaniepokoiło, reputacja, ta słodko-gorzka reputacja. - Żadna sowa nie wróciła do mnie z listem. Gdyby tak było, wiedziałbym, że coś jest nie tak.
![[Obrazek: qEyGuHF.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=qEyGuHF.gif)