Kiedy ona przeżywała każde słowo tak, jakby zależała od tego cała jej reputacja, Crow po prostu milczał. Nie przytaknął nawet na ten tekst, że też lubiła Poe - przyjął to w jakiś sposób, bo patrzał na nią kiedy dzieliła się tą rewelacją, a później odwrócił spojrzenie w kierunku szyby*. To, że mu nic nie odpowiedziała? Najwyraźniej również spłynęło to po nim jak woda po kaczce, bo odszedł bez słowa, spokojnym tempem i wyglądał na całkowicie wyluzowanego. Oczywiście, że mógł sprawiać wrażenie kogoś cool, o to też chodziło w tej całej maskaradzie, ale dzisiaj to wszystko było grą. Dzisiaj nie był tutaj przecież po to, żeby bawić się w najlepsze, tylko po to, żeby wykonać robotę... ta natomiast nawet z planem, nad którym tyle siedział, mogła nie okazać się taka prosta. No ale czego by nie zrobił dla Furfur? Cóż... no dobra, istniała stała lista rzeczy, jakich by dla niej nie zrobił, ale kradzieże się na niej nie znajdowały, kradzieże to on miał we krwi od dzieciństwa. Był na tyle zarozumiały, aby wierzyć, że dostanie się do każdego pomieszczenia, poza tymi za szyfrownicą, ale one też były tylko kwestią czasu.
Wyszło więc na to, że oddalając się od budynku dworca, nieszczególnie o tej Septimie myślał. Analiza jej osoby pojawiła się w jego we łbie dopiero kiedy wracał. Zdążył już wtedy przemielić wszystkie możliwe ścieżki, jakie się im mogły ukazać w trakcie tego, co określił mianem skoku. No a jak przestrzeń pomiędzy uszami nie miała już na czym się skupić a jedynym co musiał zrobić było odnalezienie panny Ollivander, to siłą rzeczy wrócił do scen w pociągu. Do tych min, do zmieszania, do zabrania w to miejsce tomu Don Kichota chuj wie po co, no i wniosek wysunął prosty - albo naprawdę zajebiście udawała, albo te całe rdzenie różdżek to musiał być naprawdę mocny biznes, skoro paniusia jej pokroju wybrała się na wycieczkę krajoznawczą ze zwyczajnym oprychem. No dobra, nie był najgorszym, co się dało spotkać w czeluściach Podziemnych Ścieżek, ale żył też w złudnym przekonaniu, że już sama jego aparycja nie obiecywała wspaniałej przygody, a była sygnałem ostrzegawczym - miał się za kogoś nad wyraz mrocznego. Nad wyraz, bo nawet stojąc obok swojej dziewczyny, miał w sobie nutkę uroku kogoś zniewieściałego i kompletnie odklejonego od rzeczywistości, a jak zaczynał pierdolić na jakiś lubiany przez siebie temat, to cały ten teatrzyk sypał się jak domek z kart, bo na skorupie Crowa pojawiały się pęknięcia, przez które widać było charakter kogoś, kogo skrzętnie ukrywał pod wieloma warstwami czarnych piór.
- Kurwa mać...
Zacisnął piąstkę, kiedy opuścił trzecią kawiarnię i Septimy nie było ani tam, ani w żadnej z poprzednich, ani w muzeum, ani w bibliotece. Do tego pubu wszedł z czystej desperacji, bo naprawdę nie spodziewał się tego, że ktoś by przed takim wydarzeniem poszedł pić cokolwiek innego niż piwo kremowe, nazywane dla niego alkoholem dla przedszkolaków.
Ale była tam! Do diabła - była tam!
Odetchnął i ruszył w jej kierunku, omal nie wpadając na jakiegoś typa. Typ się tym nieco zdenerwował, ale musiał obejść się ze smakiem jeżeli liczył na bitkę, bo został tak samo jak Septima zupełnie zignorowany. I to chyba zbiło go z tropu na tyle, żeby się poddać, bo Flynn usłyszał tylko „daj spokój Carl”, a potem on i jego koledzy wrócili do rozmowy przy stole bilardowym. To właśnie była jedna z tych wymian, kiedy jemu się wydawało, że ta cała aparycja działała doskonale, a potencjalny przeciwnik odpuszczał mu, bo jego żona miała takiego kuzyna geja i w radiu mieli rację, powinni im dać żyć ze sobą tak samo jak w Anglii, prawo na północy było posrane...
- Wziąłem tu niedaleko pokój, żebyś odpoczęła i zostawiła tę walizkę... - Wzrokiem jej jeszcze poszukał, bo w sumie... może ogarnęła to sama? I czy ktoś nie stał obok? Co ona tu w ogóle robiła?
* - Tak jak Michał Szpak w słynnym fanfiction.
Wyszło więc na to, że oddalając się od budynku dworca, nieszczególnie o tej Septimie myślał. Analiza jej osoby pojawiła się w jego we łbie dopiero kiedy wracał. Zdążył już wtedy przemielić wszystkie możliwe ścieżki, jakie się im mogły ukazać w trakcie tego, co określił mianem skoku. No a jak przestrzeń pomiędzy uszami nie miała już na czym się skupić a jedynym co musiał zrobić było odnalezienie panny Ollivander, to siłą rzeczy wrócił do scen w pociągu. Do tych min, do zmieszania, do zabrania w to miejsce tomu Don Kichota chuj wie po co, no i wniosek wysunął prosty - albo naprawdę zajebiście udawała, albo te całe rdzenie różdżek to musiał być naprawdę mocny biznes, skoro paniusia jej pokroju wybrała się na wycieczkę krajoznawczą ze zwyczajnym oprychem. No dobra, nie był najgorszym, co się dało spotkać w czeluściach Podziemnych Ścieżek, ale żył też w złudnym przekonaniu, że już sama jego aparycja nie obiecywała wspaniałej przygody, a była sygnałem ostrzegawczym - miał się za kogoś nad wyraz mrocznego. Nad wyraz, bo nawet stojąc obok swojej dziewczyny, miał w sobie nutkę uroku kogoś zniewieściałego i kompletnie odklejonego od rzeczywistości, a jak zaczynał pierdolić na jakiś lubiany przez siebie temat, to cały ten teatrzyk sypał się jak domek z kart, bo na skorupie Crowa pojawiały się pęknięcia, przez które widać było charakter kogoś, kogo skrzętnie ukrywał pod wieloma warstwami czarnych piór.
- Kurwa mać...
Zacisnął piąstkę, kiedy opuścił trzecią kawiarnię i Septimy nie było ani tam, ani w żadnej z poprzednich, ani w muzeum, ani w bibliotece. Do tego pubu wszedł z czystej desperacji, bo naprawdę nie spodziewał się tego, że ktoś by przed takim wydarzeniem poszedł pić cokolwiek innego niż piwo kremowe, nazywane dla niego alkoholem dla przedszkolaków.
Ale była tam! Do diabła - była tam!
Odetchnął i ruszył w jej kierunku, omal nie wpadając na jakiegoś typa. Typ się tym nieco zdenerwował, ale musiał obejść się ze smakiem jeżeli liczył na bitkę, bo został tak samo jak Septima zupełnie zignorowany. I to chyba zbiło go z tropu na tyle, żeby się poddać, bo Flynn usłyszał tylko „daj spokój Carl”, a potem on i jego koledzy wrócili do rozmowy przy stole bilardowym. To właśnie była jedna z tych wymian, kiedy jemu się wydawało, że ta cała aparycja działała doskonale, a potencjalny przeciwnik odpuszczał mu, bo jego żona miała takiego kuzyna geja i w radiu mieli rację, powinni im dać żyć ze sobą tak samo jak w Anglii, prawo na północy było posrane...
- Wziąłem tu niedaleko pokój, żebyś odpoczęła i zostawiła tę walizkę... - Wzrokiem jej jeszcze poszukał, bo w sumie... może ogarnęła to sama? I czy ktoś nie stał obok? Co ona tu w ogóle robiła?
* - Tak jak Michał Szpak w słynnym fanfiction.
Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.