10.02.2024, 05:05 ✶
Jak dobrze, że Heather mówiła w tym momencie do Brenny, bo Bulstrode chyba nie zniósłby tego, co właśnie tam sobie szeptały na ucho. Nie to, żeby mu jakoś rodzicielstwo miało przeszkadzać samo w sobie, ale w sumie to nigdy się nad tym nie zastanawiał na poważnie. Co jednak go odrzucało, to kiedy te dwie tutaj odgrywały słodycz do porzygu, mówiąc do siebie mamo i bóg jeszcze wiedział jak. Już tego raz doświadczał i naprawdę, ale to naprawdę nie chciał mieć powtórki z rozrywki. Tak samo jak i nie wyobrażał sobie, żeby ta ruda smarkula powiedziała kiedyś do niego tato. Słodka Matko, jak teraz mu to tak się przewinęło przez głowę, to aż mu się słabo zrobiło. Pewnie gdyby to kiedyś zrobiła, to by się z miejsca porzygał i już nigdy więcej nie odezwał się do Longbottom.
I może faktycznie powinien się iść skonsultować z Florence czy przypadkiem ktoś w niego czegoś nie rzucił. Albo gorzej!! Co jeśli ta cała Crouch, która niedawno machała nad nimi różdżką, zamiast naprawić całą tę sprawę z magią Beltane tylko zmieniła warunki działania tej więzi? To już nie było żarty, bo nie miał zamiaru teleportować się przez Brennę za każdym razem kiedy tylko zdarzyło mu się kichnąć. Pytanie tylko jak bardzo chciało mu się tłumaczyć siostrze, co takiego mu się przytrafiło.
- Szczęściarz ze mnie - sarknął, ale uśmiechnął się przy tym naprawdę głupio, zaraz jednak wyraz twarzy przykrywając dłonią, kiedy przyłożył pośpiesznie papierosa do ust. Bo w sumie, w tym co powiedziała, uderzyła go jedna, bardzo ważna rzecz - nie zaprzeczyła. Może było to dość szczeniackie podejście do całej tej wymiany zdań i sytuacji, ale cholera, mogła się chociaż odrobinę bardziej postarać. (Swoją drogą, nawet mu nie przeszkadzało, że postanowiła go nie przepraszać za ten obity nos. Powiedzmy sobie szczerze, w tym momencie był zbyt zadowolony z siebie i tego, że wyprowadził ją z równowagi. Pewnie czułby się ze sobą jeszcze lepiej, gdyby wiedział jak dobrze mu to wychodziło na tle innych.) - Niech będzie - wzruszył ramionami, łapiąc peta w zęby i pochylając się nad facetem, przeklepując mu kieszenie. Znalazł różdżkę i zarekwirował, dodatkowo pozbawiając jegomościa portfela w którym były jakieś dokumenty. A nuż prawdziwe.
- Biorąc pod uwagę, jak Longbottom świetnie potrafi się bawić, a ty jesteś jej partnerką, jak zakładam, to można by pomyśleć, że się już przyzwyczaiłaś do takich atrakcji - rzucił do Wood, nawet nie złośliwie, patrząc jak Brenna ładuje ją sobie na plecy. - Pomógłbym, ale niestety, ktoś tak przydzwonił mi w głowę, że jeszcze mi się trochę przed oczami mieni. Jeszcze bym kogoś upuścił - powiedział, podchodząc bliżej nich, kiedy były już gotowe i wskazując dłonią w stronę uliczki, która prowadziła do Nokturnu. - Panie przodem - zakończył z zadowolonym z siebie uśmiechem zastanawiając się mimowolnie nad tym, czy zdawała sobie sprawę z tego, jak sprytnie jej brat bawił się w swatkę. I jak bardzo dbał przez to o to, by jego siostra mogła częściej się przez Bulstrode'a denerwować.
I może faktycznie powinien się iść skonsultować z Florence czy przypadkiem ktoś w niego czegoś nie rzucił. Albo gorzej!! Co jeśli ta cała Crouch, która niedawno machała nad nimi różdżką, zamiast naprawić całą tę sprawę z magią Beltane tylko zmieniła warunki działania tej więzi? To już nie było żarty, bo nie miał zamiaru teleportować się przez Brennę za każdym razem kiedy tylko zdarzyło mu się kichnąć. Pytanie tylko jak bardzo chciało mu się tłumaczyć siostrze, co takiego mu się przytrafiło.
- Szczęściarz ze mnie - sarknął, ale uśmiechnął się przy tym naprawdę głupio, zaraz jednak wyraz twarzy przykrywając dłonią, kiedy przyłożył pośpiesznie papierosa do ust. Bo w sumie, w tym co powiedziała, uderzyła go jedna, bardzo ważna rzecz - nie zaprzeczyła. Może było to dość szczeniackie podejście do całej tej wymiany zdań i sytuacji, ale cholera, mogła się chociaż odrobinę bardziej postarać. (Swoją drogą, nawet mu nie przeszkadzało, że postanowiła go nie przepraszać za ten obity nos. Powiedzmy sobie szczerze, w tym momencie był zbyt zadowolony z siebie i tego, że wyprowadził ją z równowagi. Pewnie czułby się ze sobą jeszcze lepiej, gdyby wiedział jak dobrze mu to wychodziło na tle innych.) - Niech będzie - wzruszył ramionami, łapiąc peta w zęby i pochylając się nad facetem, przeklepując mu kieszenie. Znalazł różdżkę i zarekwirował, dodatkowo pozbawiając jegomościa portfela w którym były jakieś dokumenty. A nuż prawdziwe.
- Biorąc pod uwagę, jak Longbottom świetnie potrafi się bawić, a ty jesteś jej partnerką, jak zakładam, to można by pomyśleć, że się już przyzwyczaiłaś do takich atrakcji - rzucił do Wood, nawet nie złośliwie, patrząc jak Brenna ładuje ją sobie na plecy. - Pomógłbym, ale niestety, ktoś tak przydzwonił mi w głowę, że jeszcze mi się trochę przed oczami mieni. Jeszcze bym kogoś upuścił - powiedział, podchodząc bliżej nich, kiedy były już gotowe i wskazując dłonią w stronę uliczki, która prowadziła do Nokturnu. - Panie przodem - zakończył z zadowolonym z siebie uśmiechem zastanawiając się mimowolnie nad tym, czy zdawała sobie sprawę z tego, jak sprytnie jej brat bawił się w swatkę. I jak bardzo dbał przez to o to, by jego siostra mogła częściej się przez Bulstrode'a denerwować.