Co Stanley miał w głowie pisząc swój list do Rosie? Zapewne niewiele ale abstrahując już od treści jego wiadomości i tego, że on w ogóle taki list dostał, Borgin wolał się upewnić o tym, co to mogło oznaczać. A czy istniał ktoś lepszy do tego typu rzeczy? Do tych wszystkich zgadywanek? Tego całego mroku związanego z wróżeniem z fusów po porannej kawie lub doszukiwania się jakiegoś większego sensu w parze dziesiątek, które świadczyły tylko o tym, że nie miało się szansy na wygraną gdy przeciwnik ma fulla - no nie, nie było nikogo takiego. McKinnon była po prostu fachurą w tej kwestii.
Jako, że w "Głębinie" panowała głucha cisza spowodowana tym, że Francis jeszcze nie dotarł do lokalu, a Stanley nie zamierzał w pojedynkę kontynuować remontu. Po pierwsze mu się nie chciało, a po drugie wszelkie zasady BHP wymagały, aby posiadał jakąkolwiek asekurację przy pracach na wysokości. Tak, wejście na stołek rozważał już jako jedną z prac na wysokości - bezpieczeństwo to podstawa.
Nie było więc niczym dziwnym, że usłyszał jak Ambrosia się potknęła i prawie wywaliła na tą swoją twarzyczkę. Pewnie gdyby chodziło o Atreusa, Stanley mówiłby, że "przewrócił się i sobie ten głupi ryj rozwalił" ale nie był to Bulstrode, a jego współchrzestną z którą się przecież szanowali, współpracowali, a nawet lubili. Ważny był fakt, że przeżyła bo zaraz zaczęła nawoływać go z otchłani jego czeluści, a on nie odpowiedział i jedynie uśmiechnął się pod nosem. Było coś pięknego w tym, że drugiej osobie działa się krzywda. Zapewne gdyby to widział to podałby jej pomocną dłoń ale tak? Nie pozostawało nic innego jak poczekać, aż przyjdzie do biura bo taki był obrót spraw. Tak to się prawie zawsze kończyło.
Jak na właściciela i prezesa lokalu gastronomiczno-usługowo-przestępczego "Głębina" zlokalizowanego na Podziemnych Ścieżkach, Stanley siedział przy swoim biurku, rozwiązując jakieś arcy ważne i bardzo trudne krzyżówki. Akurat dobrze się stało, że Rosie miała do niego interes bo on miał do niej. Trafiło się jakieś trudne hasło, które wstrzymywały go w rozwiązaniu 223 strony i tym samym nie mógł rozpocząć 224. Słysząc, że Rosalia jest już kilka kroków od wejścia do biura zarządu, zdjął buty z blatu i poprawił się, przyjmując pozę godną kierownika najbardziej zacnych przybytków, a takim właśnie była ta nora. Nadal jednak nie odrywał za bardzo wzroku od swojego hobby.
- O! Rosie! Dobrze, że jesteś bo akurat mi się ciężkie hasło w krzyżówce trafiło... - odparł rozradowany, unosząc w jej kierunku wzrok na ułamek sekundy - Co to jest... Roślina na kwaśny kompot... - czytał, wystawiając lekko język w zamyśleniu - Na 8 liter... Kończy się na "bar", a zaczyna na "rab"... - podrapał się po skroni, oddając teraz pełnie skupienia w kierunku swojej rozmówczyni i chcąc, nie chcąc aktualnej pomocniczki. Przyglądał się bacznie McKinnon w poszukiwaniu odpowiedzi na swoje pytanie, które zahaczało o wiedzę przyrodniczą, której nie miał, a w dodatku to hasło nie było "ogórkiem".
Kilkukrotnie przejechał dłonią po brodzie, wydając lekko pomruk niezadowolenia - Pamflet? - zapytał, przypominając sobie, że w sumie to coś od niego chciała - A! Ten gościu z tym złotym takim, ta? - zrobił kilka okręgów palcem nad swoją głową, imitując aureolę - To tutaj, proszę bardzo - poklepał dłonią złożoną kartkę, która leżała na jakichś dokumentach, a sam zaczął pod nosem zastanawiać się co to była ta mityczna roślina na kompot.
"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina
"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972