10.02.2024, 20:50 ✶
Gdyby Darcy wiedział, że cała ta zabawa, wszyscy ci goście, całe wydarzenie, miało znaczenie głównie w kontekście randki Heather i Camerona, że to oni byli najważniejszymi bohaterami tej historii, załamałby się niechybnie. Ale nie wiedział - pojęcia nie miał i dzięki temu mógł promienieć na środku sali, bardzo z siebie zadowolony, wypinając przed siebie pierś. Odziany był w elegancki surdut, włosy miał starannie uczesane i wyobrażał sobie, że jest w tej chwili dużo lepszy od bohatera swojej książki, która to zainspirowała to przyjęcie, a nawet lepszy od uwielbianego przez wszystkich Darcy'ego Jane Austen (o którym zresztą na tej sali, był pewny, nikt nie słyszał, a za to wszyscy słyszeli o nim!).
Jako że był sławnym autorem, i w dodatku zdobył pewne bogactwo, a jest prawda powszechnie znaną, że samotnemu a bogatemu mężczyźnie brak do szczęścia tylko żony, otaczał go wianuszek panien. Cztery piękne siostry, jedna ładniejsza od drugiej, rozmawiały z nim, i jedna mówiła coś o grze na klawikordzie, druga o tym, jak zgubną rzeczą jest duma, trzecia o oficerach (Darcy stropił się tutaj nieco, bo nie widział na sali ani jednego oficera), a czwarta starała się nieco przyhamować wypowiedzi tej pierwszej i trzeciej.
– Zaraz w sali obok odbędzie się podpisywanie książek! Każdy gość może otrzymać egzemplarz! – przypomniała jeszcze gospodyni, pęczniejąc z dumy, że ma tu tak sławnego gościa. Choć w istocie Darcy pewnie aż tak słynny nie był: ot dorobił się ogromnej i bogatej fanki, co miała fantazję zorganizować takie przyjęcie i jeszcze stać ją było na kupno dwustu egzemplarzy, by rozdawać je każdemu, kto został zaproszony na bal.
Albo nie został.
Zauważywszy w pewnym momencie Heather i Camerona, kiwnął im głową nieuważnie, wszech oboje kojarzył z Hogwartu. Ale nie poświęcił żadnemu wiele myśli, dumny bardzo, z siebie, z całego tego przyjęcia, z tego, że najważniejszy jest tutaj on.
Oj, panie Darcy…
To już nie duma, a pycha i brak tylko Lizzie, która dałaby ci po nosie.
Jako że był sławnym autorem, i w dodatku zdobył pewne bogactwo, a jest prawda powszechnie znaną, że samotnemu a bogatemu mężczyźnie brak do szczęścia tylko żony, otaczał go wianuszek panien. Cztery piękne siostry, jedna ładniejsza od drugiej, rozmawiały z nim, i jedna mówiła coś o grze na klawikordzie, druga o tym, jak zgubną rzeczą jest duma, trzecia o oficerach (Darcy stropił się tutaj nieco, bo nie widział na sali ani jednego oficera), a czwarta starała się nieco przyhamować wypowiedzi tej pierwszej i trzeciej.
– Zaraz w sali obok odbędzie się podpisywanie książek! Każdy gość może otrzymać egzemplarz! – przypomniała jeszcze gospodyni, pęczniejąc z dumy, że ma tu tak sławnego gościa. Choć w istocie Darcy pewnie aż tak słynny nie był: ot dorobił się ogromnej i bogatej fanki, co miała fantazję zorganizować takie przyjęcie i jeszcze stać ją było na kupno dwustu egzemplarzy, by rozdawać je każdemu, kto został zaproszony na bal.
Albo nie został.
Zauważywszy w pewnym momencie Heather i Camerona, kiwnął im głową nieuważnie, wszech oboje kojarzył z Hogwartu. Ale nie poświęcił żadnemu wiele myśli, dumny bardzo, z siebie, z całego tego przyjęcia, z tego, że najważniejszy jest tutaj on.
Oj, panie Darcy…
To już nie duma, a pycha i brak tylko Lizzie, która dałaby ci po nosie.