Stanley miał obawy, że prośba, a raczej zalecenie ojca, może być niemożliwe do zrealizowania. Nie mogli przecież nagle wpaść do wszystkich zaufanych ludzi Borgina, aby sprawdzić czy te miejsca nadają się na kryjówki. Nie mogli tych wszystkich miejsc zabezpieczyć idealnie. Nikt też nie mówił, że są to perfekcyjne miejsca, w których mogą ukrywać się przez dziesiątki tygodni czy miesięcy.
Mogli to oczywiście spróbować zrobić, chociaż nie wróżyło to większych sukcesów. Borgin mógł tylko zapewnić Roberta, że taką ekspertyzę mogliby przeprowadzić tylko w "Głębinie" bo to on tam wydawał rozkazy.
- Rozumiem - odparł - Postaram się zatem coś zorganizować w kwestii wizji w takich miejscach. Gdy będziesz gotowy, daj mi po prostu znać i się tym zajmiemy - stwierdził bez zawahania. "Kilka osób"? To nie brzmiało źle. To brzmiało lepiej, niż się spodziewał. Od czegoś musieli zacząć, a to była solidna podstawa do dalszych działań.
- Hmm... Na jakim etapie? - zdziwił się odrobinę. Tu były jakieś etapy? - Wydaje być się trochę przybita tym wszystkim. Ciężko jednak stwierdzić czym bardziej. Zważając jednak na fakt, że człowiek inaczej reaguje na śmierć kogoś bliskiego, a kogoś nam zupełnie obcego... Wydaje mi się, że na pewno byli sobie znani - wyjaśnił. Wiadome było, że każda śmierć była tragedią ale ludzki umysł mimo wszystko je sobie dzielił na te ważniejsze i te trochę mniej. Ofiara Greybacka była raczej tą "ważniejszą" śmiercią dla Harper. Sam Stanley nie kojarzył ich ofiary, więc nie mógł odnieść się do tej sprawy z własnego doświadczenia - Nasi chyba też nie mają za wiele informacji. Może Chester mógłby wiedzieć? W końcu pracuje w Ministerstwie mniej więcej od wtedy kiedy po ziemi stąpał sam Merlin - dodał z lekkim przekąsem. Taką odrobinką uszczypliwości w kierunku Rookwooda ze względu na jego wiek.
Dalej wsłuchiwał się w to co mówił Robert, wyłapując momenty w których był niejako wzywany od odpowiedzi. Kiedy Mulciber skończył, zastanowił się przez chwilę i przystąpił do składania niejako "raportu" - Pytasz jak do tego doszło od strony Ministerialnej czy zwolenników Czarnego Pana? - zapytał retorycznie, chcąc i tak odpowiedzieć na to z dwóch stron - Od strony Brygady i Biura Aurorów nie ma aktualnie chyba nikogo innego kto mógłby piastować to stanowisko. Dodając do tego fakt, że jej ludzie całkiem sprawnie poradzili sobie z tym co się stało podczas Beltane i harowali po 2 zmiany... Może dostała jakieś ostrzeżenie od swoich przełożonych ale szczerze? Wątpię. Chociaż jeszcze jedna akcja, która zepsułaby jej reputację i kto wie...? Może by straciła stołek - pokręcił przecząco głową - A od drugiej strony... To po prostu nie padł taki rozkaz, aby jej się pozbyć czy nic takiego zrobić. Brakowało drugiej dłoni Czarnego Pana i wszyscy byli zajęci wykonywaniem swoich misji, aby taką dłonią móc zostać - tłumaczył dalej - A no i jeszcze jedno... Wydaje mi się, że Corvus nie ma posłuchu wśród młodych Śmierciożerców. Słuchają się Czarnego Pana ale do niego samego podchodzą z pewnym dystansem? Nieufnością? Ciężko mi to określić. Po prostu nie czują tego czegoś - dodał, uznając, że może być to ważna informacja dla jego ojca. To nie było też tak, że młodzi byli niezdyscyplinowani bo nie byli. Potrzebowali po prostu kogoś kto ich poprowadzi. Kto da im nadzieję na to, że będzie lepiej.
- Sprzątnięcie Harper to nie jest proste zadanie ale nie mówię, że jest też niemożliwe. Da radę walczyć z nią 1 na 1 bo sam to zrobiłem - rzekł z pewną dumą w głosie, a sam powrócił do obrazu z tamtego dnia... Corvus szukający różdżki i Vulturis, który musiał go osłaniać czy niejako ratować przed śmiercią. Stanleyowi raz się udało walczyć z Moody ale czy udałoby się drugi raz? Nie był pewien i raczej nie chciał się o tym przekonywać.
"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina
"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972