11.02.2024, 01:04 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 15.02.2024, 18:33 przez Erik Longbottom.)
Obecnie żył w błogiej nieświadomości odnośnie do jakiekolwiek więzi, która mogła łączyć Norę z nowym pracownikiem Longbottomów. Poza tym, ledwo znał Samuela, a większość posiadanych informacji na jego temat, pochodziła z drugiej ręki. I w dużej mierze były to plotki, bo twarde fakty zdawały się unikać języków postronnych, którzy mieli tendencje do koloryzowania otaczającej ich rzeczywistość. Musiał jednak przyznać, że było w mężczyźnie coś znajomego. Nie potrafił jednak sobie przypomnieć, skąd konkretnie mógł go kojarzyć. Chcąc nie chcąc, postanowił złożyć to na karb lokalizacji.
Chociaż to Londyn zazwyczaj był uznawany za kluczowe miasto dla społeczności czarodziejów, tak Dolina Godryka plasowała się niewiele dalej. Nie tylko przez historię miasta związaną z pochodzeniem jednym z założycielami Hogwartu. To tutaj odbywała się między innymi Ostara czy festyn z okazji Beltane. W tych okresach przez Dolinę przewijało się wielu ludzi. Oprócz lokalnych mieszkańców, z uroków okolicy korzystali czarodzieje z sąsiednich wiosek, Londynu, Little Hangleton czy nawet Hogsmeade. Trudno było spamiętać wszystkich, gdy mieszkało się tu od urodzenia, ale tak naprawdę sporą część życia spędzało w innych miejscach.
— Jak będziesz chciał coś zjeść przed wyjściem, to możesz wołać Malwę — poinformował, powstrzymując się przed zaproszeniem z rozpędu Samuela na obiad. Wypadało pozostawić mu wolną rękę. — Powinna zareagować, nawet jak będzie coś robiła w środku.
Wyobrażenia Samuela na temat Erika, wywołałyby szeroki uśmiech na jego twarzy, który jednak zaraz ustąpiłby zdziwieniu. Akurat tak jeszcze go nikt, jak dotychczas nie nazwał. Zdarzały się za to porównania do basiora czy kudłatego golden retrievera. Wydawały się też nieco trafniejsze, biorąc pod uwagę, chociażby klątwę, z jaką Longbottom na co dzień się zmagał. Porównanie do centaura byłoby trafne, tylko gdyby oceniać go po wyglądzie zewnętrznym. To łatwo było jednak wybaczyć. Nie sposób było jednak kogoś dobrze poznać po jednej rozmowie, czyż nie? Poza tym pierwsze wrażenia takie już były: mieszane. Stereotypowe założenia, zasłyszane plotki, wygląd, a nawet maniera poruszenia się czy mówienia wpływała na pierwsze mentalne obrazy, które były podświadomie przyłączane do danej osoby.
— Super. — Pokiwał z uznaniem głową, przysłuchując się planom Samuela. To kompletnie nie była jego branża, więc zapewne będzie jeszcze parę razy zanudzał go podstawowymi pytaniami. — Coś już zwróciło twoją uwagę? Nie wiem, powinniśmy na coś uważać, żeby te problemy się nie powtórzyły za parę lat?
Pewnie pytał zbyt wcześnie; minęło ledwie parę dni, odkąd załatwili formalności, a Sam trafił na teren Warowni. Erik wychodził jednak z założenia, że były to aspekty, o których powinien wiedzieć cokolwiek, nawet jeśli można było je podsumować frazą: przez następną dekadę lub dwie będziesz miał spokój. Nie miał problemu z tym, że powoli stawał się coraz bardziej odpowiedzialny za sprawy dotyczące posiadłości. Na każdego kiedyś przychodziła pora.
— Wołamy na niego Ponurak — odezwał się, gdy psiak zbliżył się do nich, aby przywitać się z Samuelem. Niejako naśladując gościa, zwierzę również przechyliło głowę, po czym podeszło jeszcze bliżej i zaczęło obwąchiwać jego buty i nogawki spodni. — I tak, nazywa się tak samo, jak ten omen śmierci. Przysięgam jednak, że jest kompletnie niegroźny. — Przyłożył dłoń do prawej piersi, jakby chciał w ten sposób nadać swoim słowom większej walidacji. — Noo... Chyba że schowa się w cieniu i po trzech godzinach zorientujesz się, że cały ten czas gapił się na ciebie.
Czarny gigant miewał swoje humorki; nie należał do najbardziej towarzyskich psów w domu. Rzadko kiedy latał po całym budynku ze swoim przyszywanym rodzeństwem. Zamiast tego wolał zaszyć się w jakimś kącie albo pustym pomieszczeniu i po prostu zajmować się sobą. Złapał całkiem dobry kontakt z Charlesem-Julesem, a teraz najwyraźniej na jego celowniku znalazł się Samuel. Erik uśmiechnął się pod nosem. Skoro zwierzęta do niego lgnęły, a on tylko to odwzajemniał, to musiał mieć dobrą duszę.
— W posiadłości są jeszcze trzy inne. One... Cóż, na pewno je jeszcze spotkasz. Często teraz wychodzą na zewnątrz, póki jest pogoda.
Chociaż to Londyn zazwyczaj był uznawany za kluczowe miasto dla społeczności czarodziejów, tak Dolina Godryka plasowała się niewiele dalej. Nie tylko przez historię miasta związaną z pochodzeniem jednym z założycielami Hogwartu. To tutaj odbywała się między innymi Ostara czy festyn z okazji Beltane. W tych okresach przez Dolinę przewijało się wielu ludzi. Oprócz lokalnych mieszkańców, z uroków okolicy korzystali czarodzieje z sąsiednich wiosek, Londynu, Little Hangleton czy nawet Hogsmeade. Trudno było spamiętać wszystkich, gdy mieszkało się tu od urodzenia, ale tak naprawdę sporą część życia spędzało w innych miejscach.
— Jak będziesz chciał coś zjeść przed wyjściem, to możesz wołać Malwę — poinformował, powstrzymując się przed zaproszeniem z rozpędu Samuela na obiad. Wypadało pozostawić mu wolną rękę. — Powinna zareagować, nawet jak będzie coś robiła w środku.
Wyobrażenia Samuela na temat Erika, wywołałyby szeroki uśmiech na jego twarzy, który jednak zaraz ustąpiłby zdziwieniu. Akurat tak jeszcze go nikt, jak dotychczas nie nazwał. Zdarzały się za to porównania do basiora czy kudłatego golden retrievera. Wydawały się też nieco trafniejsze, biorąc pod uwagę, chociażby klątwę, z jaką Longbottom na co dzień się zmagał. Porównanie do centaura byłoby trafne, tylko gdyby oceniać go po wyglądzie zewnętrznym. To łatwo było jednak wybaczyć. Nie sposób było jednak kogoś dobrze poznać po jednej rozmowie, czyż nie? Poza tym pierwsze wrażenia takie już były: mieszane. Stereotypowe założenia, zasłyszane plotki, wygląd, a nawet maniera poruszenia się czy mówienia wpływała na pierwsze mentalne obrazy, które były podświadomie przyłączane do danej osoby.
— Super. — Pokiwał z uznaniem głową, przysłuchując się planom Samuela. To kompletnie nie była jego branża, więc zapewne będzie jeszcze parę razy zanudzał go podstawowymi pytaniami. — Coś już zwróciło twoją uwagę? Nie wiem, powinniśmy na coś uważać, żeby te problemy się nie powtórzyły za parę lat?
Pewnie pytał zbyt wcześnie; minęło ledwie parę dni, odkąd załatwili formalności, a Sam trafił na teren Warowni. Erik wychodził jednak z założenia, że były to aspekty, o których powinien wiedzieć cokolwiek, nawet jeśli można było je podsumować frazą: przez następną dekadę lub dwie będziesz miał spokój. Nie miał problemu z tym, że powoli stawał się coraz bardziej odpowiedzialny za sprawy dotyczące posiadłości. Na każdego kiedyś przychodziła pora.
— Wołamy na niego Ponurak — odezwał się, gdy psiak zbliżył się do nich, aby przywitać się z Samuelem. Niejako naśladując gościa, zwierzę również przechyliło głowę, po czym podeszło jeszcze bliżej i zaczęło obwąchiwać jego buty i nogawki spodni. — I tak, nazywa się tak samo, jak ten omen śmierci. Przysięgam jednak, że jest kompletnie niegroźny. — Przyłożył dłoń do prawej piersi, jakby chciał w ten sposób nadać swoim słowom większej walidacji. — Noo... Chyba że schowa się w cieniu i po trzech godzinach zorientujesz się, że cały ten czas gapił się na ciebie.
Czarny gigant miewał swoje humorki; nie należał do najbardziej towarzyskich psów w domu. Rzadko kiedy latał po całym budynku ze swoim przyszywanym rodzeństwem. Zamiast tego wolał zaszyć się w jakimś kącie albo pustym pomieszczeniu i po prostu zajmować się sobą. Złapał całkiem dobry kontakt z Charlesem-Julesem, a teraz najwyraźniej na jego celowniku znalazł się Samuel. Erik uśmiechnął się pod nosem. Skoro zwierzęta do niego lgnęły, a on tylko to odwzajemniał, to musiał mieć dobrą duszę.
— W posiadłości są jeszcze trzy inne. One... Cóż, na pewno je jeszcze spotkasz. Często teraz wychodzą na zewnątrz, póki jest pogoda.
the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞