11.02.2024, 01:18 ✶
Dlaczego to zawsze musiała być woda?
Rozsądek Florence podpowiadał: bo było lato. Ludzie lubili latem udawać się nad morze i nad jeziora, wypoczywać nad wodą, a czasem nawet, o zgrozo, w tej pływać. Bulstrode nie przepadała za tą formą rozrywki - nie lubiła się opalać (poza tym to szkodziło skórze!), a jeszcze bardziej nie wyobrażała sobie, aby mogła czerpać przyjemność z morskiej kąpieli. Fale przerażały ją nawet oglądane z daleka. Nie umiała pływać.
I odkąd sama nie tak dawno temu omal nie utonęła, bała się jeszcze bardziej.
Pojawiła się jednak tego dnia we wskazanym przez Geraldine miejscu, nadchodząc z pobliskiego punktu Fiuu. Florence bywała oschła, złośliwa i zdystansowana, ale dla tych kilku osób, głównie rodziny i przyjaciół z dawnych lat, miękła w sposób, który zaskoczyłby jej współpracowników i rzadko odmawiała ich prośbom. Ba, zwykle nie musieli nawet o nic prosić. A do głowy uzdrowicielki przyszło, że Yaxley być może miała jakiś problem i chciała porozmawiać gdzieś, gdzie nikt nie będzie im przeszkadzał. Nie odmówiła więc. Powtarzała sobie, że będzie dobrze: po prostu pospacerują razem po plaży i nie stanie się absolutnie nic...
...i w chwili, gdy kończyła tę mantrę, dostrzegła w oddali Geraldine, zeskakującą z mola.
Serce w piersi Florence zatrzepotało, a potem zamarło. Przez ułamek sekundy stała po prostu, skamieniała, ale zaraz wzięła się w garść i przyspieszyła kroku, odruchowo chwytając za różdżkę, spoglądając, czy w pobliżu nie ma mugoli - ale nie, Geraldine wybrała odcinek wybrzeża mało popularny wśród turystów. W pierwszej chwili Bulstrode myślała jeszcze, że kobieta zaraz wypłynie na powierzchnię, że wskoczyła do wody, bo chciała się ochłodzić: kąpiel w ubraniu nie była przecież czymś, czego nie podjęłaby cię Yaxley.
Ale nie wypływała.
Florence ostatnie parę metrów pokonała biegiem. Jasne sandały zapadały się w piasek z każdym, szybkim krokiem.
Nie rzuciła się do wody. Nie mogłaby tego zrobić. Strach, przez falami i o Geraldine, ścinał krew w jej żyłach, a nawet gdyby go pokonała, utonęłaby tylko. Wycelowała różdżką w miejsce, gdzie jak się jej zdawało znikła chwilę temu kobieta, modląc się w duchu, by nie popełniła tu omyłki i wyszeptała zaklęcie, chcąc poderwać w górę wszystko, co znajdzie się na obszarze.
Rozsądek Florence podpowiadał: bo było lato. Ludzie lubili latem udawać się nad morze i nad jeziora, wypoczywać nad wodą, a czasem nawet, o zgrozo, w tej pływać. Bulstrode nie przepadała za tą formą rozrywki - nie lubiła się opalać (poza tym to szkodziło skórze!), a jeszcze bardziej nie wyobrażała sobie, aby mogła czerpać przyjemność z morskiej kąpieli. Fale przerażały ją nawet oglądane z daleka. Nie umiała pływać.
I odkąd sama nie tak dawno temu omal nie utonęła, bała się jeszcze bardziej.
Pojawiła się jednak tego dnia we wskazanym przez Geraldine miejscu, nadchodząc z pobliskiego punktu Fiuu. Florence bywała oschła, złośliwa i zdystansowana, ale dla tych kilku osób, głównie rodziny i przyjaciół z dawnych lat, miękła w sposób, który zaskoczyłby jej współpracowników i rzadko odmawiała ich prośbom. Ba, zwykle nie musieli nawet o nic prosić. A do głowy uzdrowicielki przyszło, że Yaxley być może miała jakiś problem i chciała porozmawiać gdzieś, gdzie nikt nie będzie im przeszkadzał. Nie odmówiła więc. Powtarzała sobie, że będzie dobrze: po prostu pospacerują razem po plaży i nie stanie się absolutnie nic...
...i w chwili, gdy kończyła tę mantrę, dostrzegła w oddali Geraldine, zeskakującą z mola.
Serce w piersi Florence zatrzepotało, a potem zamarło. Przez ułamek sekundy stała po prostu, skamieniała, ale zaraz wzięła się w garść i przyspieszyła kroku, odruchowo chwytając za różdżkę, spoglądając, czy w pobliżu nie ma mugoli - ale nie, Geraldine wybrała odcinek wybrzeża mało popularny wśród turystów. W pierwszej chwili Bulstrode myślała jeszcze, że kobieta zaraz wypłynie na powierzchnię, że wskoczyła do wody, bo chciała się ochłodzić: kąpiel w ubraniu nie była przecież czymś, czego nie podjęłaby cię Yaxley.
Ale nie wypływała.
Florence ostatnie parę metrów pokonała biegiem. Jasne sandały zapadały się w piasek z każdym, szybkim krokiem.
Nie rzuciła się do wody. Nie mogłaby tego zrobić. Strach, przez falami i o Geraldine, ścinał krew w jej żyłach, a nawet gdyby go pokonała, utonęłaby tylko. Wycelowała różdżką w miejsce, gdzie jak się jej zdawało znikła chwilę temu kobieta, modląc się w duchu, by nie popełniła tu omyłki i wyszeptała zaklęcie, chcąc poderwać w górę wszystko, co znajdzie się na obszarze.