Sama bliskość wody powodowała przyjemny chłód, który naprawdę był przydatny podczas tych letnich, ciepłych dni. Może końcówka sierpnia nie należała już do przesadnie upalnych, jednak nadal zachęcała do wizyt nad wodą. W przeciwieństwie do innych pór roku, kiedy można było tutaj stracić głowę, bo wiatry wydawały się żądać ofiary, przynajmniej zdaniem Geraldine. Ona sama wolała góry, w końcu spędziła w nich całe dzieciństwo, latem jednak nie gardziła i morzem.
Yaxley nie bała się wody, ale nie była też jakimś wspaniałym pływakiem. Ten żywioł był dla niej zwyczajnie obojętny, jak się dzisiaj okazało, zmieniło się to w chwili, w której do morza zaprosiła ją ta istota. Nie zastanawiała się ani chwili, aby do niej wejść.
Z początku było naprawdę przyjemnie. Taka chwila zapomnienia po tym, co działo się ostatnio w jej życiu naprawdę mogła się jej przydać, nie zauważyła, że jest otumaniona, przynajmniej na początku. Jej specjalne umiejętności też najwyraźniej straciły swoją moc, bo powinna w końcu od razu domyśleć się, że ma do czynienia z syreną. Nie stało się tak jednak, dała się podejść, jak jakiś laik. Na pewno długo sobie tego nie wybaczy, ale o tym będzie później.
Syrena po kilku pocałunkach zaczęła wciągać ją pod wodę, Gerry nie miała pojęcia co się dzieje, zaczęło brakować jej powietrza, próbowała się jej wyrwać, to wcale nie było jednak takie łatwe, bo istota w wodzie miała nad nią przewagę, nigdy w życiu nie wydarzyłoby się to na lądzie. Jeszcze chwila, moment, a się udusi. Na pewno nie pomagał temu fakt, że próbowała zachłysnąć się powietrzem, którego pod wodą przecież nie było, za to do jej gardła zaczęła dostawać się woda. Czuła, że nie wytrzyma długo. Nie do końca podobało jej się to, że miała odejść z tego świata nie na swoich warunkach, wiedziała, że zdarzy się to prędzej, czy później, na pewno podczas walki, tyle, że tutaj nie do końca miała możliwość walczyć.
Właściwie to chyba zaczęła się już godzić z tym, że odejdzie z tego świata, tyle, że w pewnym momencie coś pociągnęło ją do góry, nie tylko ją, ale też syrenę, która nadal ciągnęła ją w dół. Jakaś siła, nie wiadomo skąd się wzięła. Kiedy jej głowa wyłoniła się nad wodę zaczerpnęła powietrze, bardzo łapczywie, przy okazji wypluła nieco słonej wody. Zawisła nad morzem nie do końca wiedząc, co się dzieję, a z nią zasnęła jej nowa koleżanka, która chwilę wcześniej próbowała ją zabić.