11.02.2024, 05:00 ✶
- Tak? No słucham - rzucił od niechcenia, spoglądając na nią, kiedy tak szedł niby to obok, ale jednocześnie pół kroku z tyłu, pozwalając jej prowadzić. - Aha? No to muszę ci powiedzieć, że strasznie mało oryginalna ta karma i dość powtarzalna, bo nos to mi może obić ktokolwiek w co drugi wolny dzień. Mogłaby się następnym razem nieco bardziej postarać. Nie wiem, rzucić mnie między ciebie, a wampira. Albo jakieś stadko nieumarłych, słyszałem, że takie lubisz - mruknął, z tym swoim nieco złośliwym tonem głosu. - Oczywiście! - zapewnił może i szybko, ale ta pewność w jego głosie aż na kilometr trąciła teatralnością. - W życiu nie upuściłbym specjalnie człowieka w potrzebie.
I prawda była taka, że gnojówie by się żadna krzywda nie stała, gdyby to on miał ją nieść, przynajmniej nie z jego winy, ale najwyraźniej czystość jego intencji była już dawno poddawana w wątpliwość. Nawet nie było mu specjalnie szkoda, biorąc pod uwagę, że cała ta sytuacja była dla niego jednym wielkim nieśmiesznym żartem i zwyczajnie nie mógł jej brać na poważnie. Wróci do domu, znajdzie Florence, która mu ten nos wyprostuje, a kiedy wstanie jutrzejszego ranka, to pewnie w ogóle nie będzie pamiętał jaki ton miała ta rozmowa lub jak mogła zostać opatrznie zrozumiana.
- Baw się dobrze z uzdrowicielami - rzucił do Wood zblazowanym tonem, kiedy pożegnała się z nimi i wzbiła się w powietrze, szybko znikając im z oczu. Zerknął na Brennę kątem oka, nawet niespecjalnie nie zastanawiając się co robiły na tych Podziemnych Ścieżkach, ale może powinien? A może to by ją tylko bardziej zdenerwowało? W każdym razie wyciągnął dokumenty typa, którego znokautował, a także jego różdżkę i podał je jej.
- Zrób sobie z tym co chcesz. Ale gdybyś pisała jakiś raport, to możesz o mnie nie wspominać. Najpierw ten świstoklik, teraz to - nie chce mi się tłumaczyć, że nie mam pojęcia czemu znowu ja. A wyjaśnienie, że najwyraźniej mi się należało, nie przejdzie - rzucił nieco kwaśno.
I prawda była taka, że gnojówie by się żadna krzywda nie stała, gdyby to on miał ją nieść, przynajmniej nie z jego winy, ale najwyraźniej czystość jego intencji była już dawno poddawana w wątpliwość. Nawet nie było mu specjalnie szkoda, biorąc pod uwagę, że cała ta sytuacja była dla niego jednym wielkim nieśmiesznym żartem i zwyczajnie nie mógł jej brać na poważnie. Wróci do domu, znajdzie Florence, która mu ten nos wyprostuje, a kiedy wstanie jutrzejszego ranka, to pewnie w ogóle nie będzie pamiętał jaki ton miała ta rozmowa lub jak mogła zostać opatrznie zrozumiana.
- Baw się dobrze z uzdrowicielami - rzucił do Wood zblazowanym tonem, kiedy pożegnała się z nimi i wzbiła się w powietrze, szybko znikając im z oczu. Zerknął na Brennę kątem oka, nawet niespecjalnie nie zastanawiając się co robiły na tych Podziemnych Ścieżkach, ale może powinien? A może to by ją tylko bardziej zdenerwowało? W każdym razie wyciągnął dokumenty typa, którego znokautował, a także jego różdżkę i podał je jej.
- Zrób sobie z tym co chcesz. Ale gdybyś pisała jakiś raport, to możesz o mnie nie wspominać. Najpierw ten świstoklik, teraz to - nie chce mi się tłumaczyć, że nie mam pojęcia czemu znowu ja. A wyjaśnienie, że najwyraźniej mi się należało, nie przejdzie - rzucił nieco kwaśno.