Yaxley w ogóle nie była zła, że Flo przerwała jej tę podwodną randkę. Kiedy wisiała w powietrzu dostrzegła bowiem na brzegu przyjaciółkę, która właśnie uratowała jej życie. Bo to pierwszy raz. Niestety w ich relacji zazwyczaj to właśnie Bulstrode pilnowała tego, żeby Ger zbyt szybko nie pożegnała się z tym światem. Yaxley chciała się jej chociaż raz odwdzięczyć tym samym, nie, żeby życzyła jej źle, ale wiadomo, nie wyglądało to w jej oczach najlepiej. Tyle, że w przypadku Florence nie było takiej sposobności.
W pewnej chwili poczuła siłę, która pociągnęła ją w stronę molo. Była to ogromna siła, aż nagle spadła. Uderzyła w taflę wody, co dosyć mocno ją zabolało, szczególnie, że nie była na to gotowa. Wcale. Na całe szczęście w tej chwili mogła się już bronić, żadne stworzenie nie ciągnęło jej pod wodę. Wynurzyła się z morza i dotarła do molo, na które się wdrapała. Miała chęć położyć się obok psów, które dopiero teraz zauważyły, że coś jest nie tak, była bowiem wyczerpana tą podwodną walką, jednak musiała zobaczyć, gdzie jest jej przyjaciółka. Podniosła się na nogi, nieco chwiejnie, walka z syreną kosztowała ją sporo energii, wtedy zauważyła Bulstrode, która tkwiła w piachu, przy samym morzu. Fale zbliżały się do niej i muskały kobietę. Nie wyglądała dobrze.
Nie zwlekała, Gerry zerwała się na nogi i tak szybko, jak tylko potrafiła w tej chwili pobiegła w kierunku przyjaciółki.
Bieg zajął jej dłuższą chwilę, rzuciła się na Florence spanikowana. - Flo, czy wszystko w porządku? - Jeszcze nigdy nie widziała jej w takim stanie. Miała wrażenie, że coś jest nie tak, może ta syrena również i na nią rzuciła swój czar? Postanowiła ją wyciągnąć na brzeg, jak najdalej od tej okropnej wody.