11.02.2024, 11:48 ✶
Ulga, na widok Geraldine, wdrapującej się z powrotem na molo, była tak wielka, że nieomal obezwładniająca.
W efekcie tak jak wcześniej Florence zabrakło sił z powodu strachu, tak teraz właśnie ta ulga sprawiła, że uzdrowicielka podniosła się powoli dopiero, kiedy Yaxley już do niej dobiegła.
- To chyba ja powinnam o to pytać, Geraldine - powiedziała z całym spokojem, na jaki było ją stać. Pozwoliła bez oporów odciągnąć się od wody, chociaż nogi miała miękkie i trochę czuła wstyd z tego powodu. To Geraldine omal nie utonęła, to ona miała włosy zlepione od morskiej wody i przemoczone, ciężkie ubranie, a tymczasem zdawało się, że ta cała przygoda dużo bardziej wstrząsnęła Florence niż Yaxley. A przecież szczyciła się tym, że potrafi zachować opanowanie właściwie w każdej sytuacji.
Odsunęła się nieco od Geraldine i zmierzyła ją spojrzeniem. Palce dalej zaciskała na różdżce, mocno, kurczowo, jakby oczekiwała, że zaraz przyjdzie się jej pojedynkować.
- Nie nałykałaś się wody? - zapytała, i teraz głos już faktycznie miała opanowany. Wilgotna spódnica przylgnęła do łydek i kolan. Zostały na niej ślady piasku, ale Florence jeszcze ich nie zauważyła, na razie za bardzo skupiona i na wspomnieniu strachu, wciąż tkwiącego w członkach, napełniającego je słabością, i na Yaxley. Szukała teraz na jej ciele śladów obrażeń, które mógłby zadać morski potwór. Poza tym była w końcu uzdrowicielką, wiedziała, że woda morska w żołądku czy nie daj Merlinie w płucach mogła poważnie zaszkodzić. - Zawołaj psy, proszę. Powinnyśmy odejść od brzegu. Może wciąż się tutaj czaić, niedobrze, gdyby zdołała zahipnotyzować nas obie albo wciągnęła któregoś ze zwierzaków.
Bo wtedy Ger pewnie rzuciłaby się mu na ratunek, a tego już serce Florence mogłoby nie znieść. Była o wiele za młoda na to, aby umrzeć na zawał.
W efekcie tak jak wcześniej Florence zabrakło sił z powodu strachu, tak teraz właśnie ta ulga sprawiła, że uzdrowicielka podniosła się powoli dopiero, kiedy Yaxley już do niej dobiegła.
- To chyba ja powinnam o to pytać, Geraldine - powiedziała z całym spokojem, na jaki było ją stać. Pozwoliła bez oporów odciągnąć się od wody, chociaż nogi miała miękkie i trochę czuła wstyd z tego powodu. To Geraldine omal nie utonęła, to ona miała włosy zlepione od morskiej wody i przemoczone, ciężkie ubranie, a tymczasem zdawało się, że ta cała przygoda dużo bardziej wstrząsnęła Florence niż Yaxley. A przecież szczyciła się tym, że potrafi zachować opanowanie właściwie w każdej sytuacji.
Odsunęła się nieco od Geraldine i zmierzyła ją spojrzeniem. Palce dalej zaciskała na różdżce, mocno, kurczowo, jakby oczekiwała, że zaraz przyjdzie się jej pojedynkować.
- Nie nałykałaś się wody? - zapytała, i teraz głos już faktycznie miała opanowany. Wilgotna spódnica przylgnęła do łydek i kolan. Zostały na niej ślady piasku, ale Florence jeszcze ich nie zauważyła, na razie za bardzo skupiona i na wspomnieniu strachu, wciąż tkwiącego w członkach, napełniającego je słabością, i na Yaxley. Szukała teraz na jej ciele śladów obrażeń, które mógłby zadać morski potwór. Poza tym była w końcu uzdrowicielką, wiedziała, że woda morska w żołądku czy nie daj Merlinie w płucach mogła poważnie zaszkodzić. - Zawołaj psy, proszę. Powinnyśmy odejść od brzegu. Może wciąż się tutaj czaić, niedobrze, gdyby zdołała zahipnotyzować nas obie albo wciągnęła któregoś ze zwierzaków.
Bo wtedy Ger pewnie rzuciłaby się mu na ratunek, a tego już serce Florence mogłoby nie znieść. Była o wiele za młoda na to, aby umrzeć na zawał.