11.02.2024, 15:14 ✶
Florence nie mogła winić Geraldine za takie podejście. Nie kiedy syrena omal jej nie utopiła. Nie, kiedy sama nie tak dawno mogła zginąć w objęciach takiej. Pewnie gdyby wiedziała o niektórych sprawach, którymi Yaxley się zajmowała, niekoniecznie byłaby zachwycona, ale tutaj w pełni ją popierała.
– Na takie jak ona da się polować? Zastawić sidła? – spytała, na moment spoglądając ku sobie, ku toni, tak pięknej i groźnej. W której skrywały się potwory o czarownym głosie i paszczach pełnych zębów. Jak polować na coś, co mąciło ci w głowie? Co miało całe morze jako swoją kryjówkę? – Byliby i tacy, którzy żałowaliby twojej śmierci i to o nich powinnaś myśleć. A przede wszystkim o sobie.
Usiadła na kocu i pokazała Yaxley gestem, by pokazała jej szyję. Za pomocą zaklęć usunęła po kolei ślady ze skóry, później zaś rzuciła czar, mający sprawdzić, czy ta przygoda nie groziła chociażby suchym utonięciem. Wyglądało jednak na to, że chociaż Geraldine nałykała się wody, jej stan nie był aż tak poważny – na całe szczęście, nie zdążyła stracić przytomności, bo wtedy wszystko wyglądałoby znacznie gorzej.
– Kiedy wrócisz do domu, musisz wypić odpowiedni eliksir, inaczej siniaki znów się pojawią – ostrzegła, po czym wycelowała różdżkę we własną spódnicę, by pozbyć się z niej piasku i osuszyć ślady, jakie pozostawiła morska woda. Niemal już odzyskała spokój, ale było coś jeszcze, coś, o czym nie chciała wspominać od razu, by dać najpierw przyjaciółce nieco czasu na dojście do siebie: bo przecież to Geraldine omal nie utonęła w morskich odmętach, myślała że zginie i Florence nie chciała od razu zrzucać jej na głowę ponurych wiadomości.
– To nie był pierwszy raz, Geraldine. Nie byłaś jedyna. Pojawiają się ostatnio na wybrzeżu. Nie wiem, czy to jest to samo stworzenie, czy inne, ale albo wciąż wraca, albo jest ich więcej. Uważaj, proszę. To nie jest dobry czas na spacery po morskim wybrzeżu.
Morze szumiało cicho. To nie był obcy dźwięk: Florence słyszała go czasem w New Forest i nie przerażał jej, póki nie próbowała wchodzić pomiędzy fale. Ale teraz bała się. Bała się, że z szumem wiatru i fal splotą się także dźwięki magicznej pieśni.
– Na takie jak ona da się polować? Zastawić sidła? – spytała, na moment spoglądając ku sobie, ku toni, tak pięknej i groźnej. W której skrywały się potwory o czarownym głosie i paszczach pełnych zębów. Jak polować na coś, co mąciło ci w głowie? Co miało całe morze jako swoją kryjówkę? – Byliby i tacy, którzy żałowaliby twojej śmierci i to o nich powinnaś myśleć. A przede wszystkim o sobie.
Usiadła na kocu i pokazała Yaxley gestem, by pokazała jej szyję. Za pomocą zaklęć usunęła po kolei ślady ze skóry, później zaś rzuciła czar, mający sprawdzić, czy ta przygoda nie groziła chociażby suchym utonięciem. Wyglądało jednak na to, że chociaż Geraldine nałykała się wody, jej stan nie był aż tak poważny – na całe szczęście, nie zdążyła stracić przytomności, bo wtedy wszystko wyglądałoby znacznie gorzej.
– Kiedy wrócisz do domu, musisz wypić odpowiedni eliksir, inaczej siniaki znów się pojawią – ostrzegła, po czym wycelowała różdżkę we własną spódnicę, by pozbyć się z niej piasku i osuszyć ślady, jakie pozostawiła morska woda. Niemal już odzyskała spokój, ale było coś jeszcze, coś, o czym nie chciała wspominać od razu, by dać najpierw przyjaciółce nieco czasu na dojście do siebie: bo przecież to Geraldine omal nie utonęła w morskich odmętach, myślała że zginie i Florence nie chciała od razu zrzucać jej na głowę ponurych wiadomości.
– To nie był pierwszy raz, Geraldine. Nie byłaś jedyna. Pojawiają się ostatnio na wybrzeżu. Nie wiem, czy to jest to samo stworzenie, czy inne, ale albo wciąż wraca, albo jest ich więcej. Uważaj, proszę. To nie jest dobry czas na spacery po morskim wybrzeżu.
Morze szumiało cicho. To nie był obcy dźwięk: Florence słyszała go czasem w New Forest i nie przerażał jej, póki nie próbowała wchodzić pomiędzy fale. Ale teraz bała się. Bała się, że z szumem wiatru i fal splotą się także dźwięki magicznej pieśni.