Hjalmar wcale się nie dziwił, że do remontu doszło tak późno. Po pierwsze - nie było pewne czy tutaj w ogóle zostaną, a inwestowanie w coś co nie ma przyszłości, nigdy nie jest rozwiązaniem. Po drugie - jak już się okazało, że zostają, to pojawiła się tona zamówień i mogli sobie pozwolić na to, aby nagle wyłączyć działalność ich warsztatu. Trochę tak z deszczu pod rynnę w kwestii wyboru daty remontu.
Dobrze jednak, że kwiecień okazał się w miarę spokojny. Udało im się nadrobić trochę zamówień, a część wydać przed czasem. Dzięki temu zabiegowi mogli sobie pozwolić na kilka dni bez pracy i skupić się tylko na remoncie.
Dagur nie byłby sobą gdyby pozwolił swojemu synowi odpoczywać wtedy kiedy ciągle było coś do zrobienia. Młodszy z Nordgersimów czasem zastanawiał się jakby to było gdyby jednak był córką, a nie synem. Czy mógłby wtedy wylegiwać się w łóżku? Czy ojciec i tak by go ciągał do pracy z faktu na to, że jest najstarszym dzieckiem? Kwestia do sprawdzenia, a raczej do przegadania, wszak nie miał zamiaru zostawać nagle Hjalmą czy inną kobiecą wersją Hjalmara. W jego ciele było mu idealnie.
- No, a co niby robię? - zapytał retorycznie z lekką złością w głosie - Przecież przenoszę to do wora. Nie moja wina, że narzucali przy składzie, a ja nie miałem zamiaru wyrzucać węgla na pusto. To była precyzyjna robota - odparł, tłumacząc swoją opieszałość w tej sprawie. Czy można było się jednak dziwić tamtym fachowcom? Mieli się uwinąć raz, dwa, więc i porozrzucali wszędzie swoje rzeczy i narobili tam syfu.
- Mam nadzieję, że kolejne renowacje masz w planach dopiero za kilka lat - zaśmiał się w głos. Hjalmarowi średnio się widziało, aby mieli co miesiąc robić jakieś poprawki. Preferował zrobić to raz i porządnie. Bez ograniczania. Wszystko na raz. Może nie było to zbyt efektowne ale sprowadzało konieczność robienia porządków do jednego popołudnia.