Uśmiechnął się na słowa trzeciego mężczyzny z ich grona. Fakt - może trochę rzucili się trochę z motykami na słońce. Mogli trochę się zastanowić, rozejrzeć, zrobić cokolwiek. Nie zrobili tego, a po prostu instynktownie zaczęli pracować. Czasami jednak było lepiej poczekać.
- Hjalmar - przedstawił się nieznajomemu - A to Dagur, mój ojciec - machnął głową w kierunku największego z ich grona - Podałbym dłoń, lecz jest niestety trochę uwalona i nie wypada - wytłumaczył, nie mając zamiaru wyjść na osobę nieznającą zasad savoir vivre'u. Gdyby sytuacja była zgoła inna to nie miałby najmniejszego problemy, aby ów dłoń mu podać i ścisnąć w zapoznawczym geście.
Prośba chłopaka została spełniona i otrzymał chrust. Nie było w tym ani słowa pogardy czy złości, lecz był on po prostu mniejszy od Nordgersimów. Hjalmar oczywiście nie ujmował mu męstwa, ani niczego bo w końcu był jedną z osób, które chciały przerwać "to". W końcu to po części dzięki niemu dostali rozpalone ognisko i gęsią skórkę, która była odrobinę dziwnym zjawiskiem. Wszystko było odrobinę dziwne od momentu próby złożenia kapłanki w ofierze.
Na słowa uznania, pokiwał głową na zgodę. Zgadzał się z nią. Mimo słów Dagura, nadal uważał, że zrobił to co powinien i co zostało mu przekazane wraz z mlekiem matki. Arcykapłanka była po prostu opętana. Młodszy z Nordgersimów próbował to sobie jakoś wytłumaczyć, chociaż wszystkie próby sprowadzały się do tego samego. Do negatywnego nastawienia wobec tamtej kobiety. Długo to jednak nie trwało, ponieważ "prowadząca" ich kobieta zmieniła całkowicie scenerię. Czy próbowała im coś przekazać? Może czegoś nauczyć? Podzielić się swoją wiedzą?
- Szanowna pani... - zaczął trochę niepewnie, spoglądając po twarzach swoich kompanów - Czy... kapłance nic się nie stało? - zapytał - Bo trochę jakby... Zmieniła nam się sceneria i wszyscy inni zniknęli... A arcykapłanka została ze swoją młodszą koleżanką w gronie osób, które nie kwapiły się do tego, aby spróbować ją uchronić przed tym wszystkim... - wytłumaczył skąd wynikało jego pytanie. Nie miał pojęcia czy one zostały rzeczywiście razem czy też zostały rozdzielone. Trochę strzelał. Rzucał wizjami, które mogły przecież być nierealne - Z pani słów rozumiem, że ona żyje... Ale czy to się dzisiaj nie powtórzy...? - dodał zmartwionym głosem. Hjalmar byłby na siebie wściekły gdyby pod ich "nieobecność" stało się tam coś złego. Tylko czy mógł być zły na to, na co nie miał żadnego wpływu?