11.02.2024, 22:46 ✶
Rabastan nie miałby większych problemów ze wskazaniem, kto zaszczepił w nim tę małą iskierkę sentymentalizmu i poczucia nostalgii w stosunku do pewnych przedmiotów codziennego użytku. Członkom rodu Lestrange mógł podziękować za dobre dzieciństwo, wychowanie w duchu zasad, od jakich rodzina trzymała się od wieków i zaszczepienie idei czystej krwi i tego, jak kluczowa była w dzisiejszym świecie. Ojciec nie przywiązywał jednak zbyt dużej uwagi do otaczających go dzieł sztuki czy wyrobów rzemieślniczych. Z ich dwojga, to matka była ekspertem.
Bądź co bądź, to Potterówna, a oni lubili rzeczy ładne: otaczali się nimi, tworzyli je, a nawet sprzedawali, czego dowodem był ich biznes z perfumami w magicznej dzielnicy Londynu. To wymagało pewnego poczucia estetyki, a sądząc po dotychczasowych spotkaniach z krewniakami od tej strony rodziny... Mieli go całkiem sporo. Chociaż, gdy krew się mieszała z innymi rodzinami i ta skłonność zdawała się z rozrzedzać wraz z biegiem lat. Dalej nie rozumiał, czemu Brenna Longbottom nie starała się nieco bardziej, skoro miała taki potencjał.
— A co taka dama miała do roboty na Nokturnie? — Uniósł zaskoczony brwi, uśmiechając się nieco szerzej, gdy machnęła ręką. Jakby to było nic takiego! A Rabastan dobrze wiedział, że w tej dzielnicy wystarczyło skręcić w złą uliczkę, a można było stracić zarówno sakiewkę, jak i różdżkę, jeśli nie było się wystarczająco zmyślnym. — Chyba że mam do czynienia z cesarzową tamtejszego półświatka przestępczego.
Skłonił przed nią głowę, dotykając dłonią okolic swego serca. Oczywiście były to żarty. Chociaż Peppa zdawała się wymykać z ram wyobrażeń, jakie miał na jej temat, tak nie sądził, aby miała w sobie to coś, co pozwoliłoby jej faktycznie zarządzać taką organizacją. Zbierać haracze, wymierzać wyroki, wskazywać cele do okradzenia, biznesy do zastraszenia... Ta śliczna buzia mogła mieć wiele tajemnic, ale czy faktycznie skrywała w sobie taki mrok? A co ludzie myślą, gdy mnie widzą, pomyślał mimowolnie, nie poświęcając jednak tej myśli zbyt dużej uwagi.
— Oh. Oh. Ojej! — Rabastan zaczął machać różdżką we wszystkie strony, gdy wiatr uniósł spódnicę dziewczyny do góry. Zrobił się czerwony jak burak, gdy materiał powędrował wyjątkowo wysoko, odkrywając zdecydowanie zbyt wiele. — Dobry Merlinie!
Zasłonił sobie wolną dłonią oczy, starając się tak pokierować wiatrem, aby... Peppa nie pokazywała mu się od tej strony. Miał szczerą nadzieję, że akurat o tym fragmencie ich ''przygody'' nie będzie zbyt chętna opowiadać swoim koleżankom i przyjaciółkom. Czy jego starania cokolwiek dały? Otóż... Nie. Kierunek podmuchów powietrza wprawdzie ulegał zmianom, jednak sprawiał też, że dziewczyna miotała się z jednego kąta windy w drugi.
Pod wpływem emocji Rabastan zaczął intensywnie siwieć, a jego oczy nabrały barwy zgniłej zieleni. Co za wpadka.
Bądź co bądź, to Potterówna, a oni lubili rzeczy ładne: otaczali się nimi, tworzyli je, a nawet sprzedawali, czego dowodem był ich biznes z perfumami w magicznej dzielnicy Londynu. To wymagało pewnego poczucia estetyki, a sądząc po dotychczasowych spotkaniach z krewniakami od tej strony rodziny... Mieli go całkiem sporo. Chociaż, gdy krew się mieszała z innymi rodzinami i ta skłonność zdawała się z rozrzedzać wraz z biegiem lat. Dalej nie rozumiał, czemu Brenna Longbottom nie starała się nieco bardziej, skoro miała taki potencjał.
— A co taka dama miała do roboty na Nokturnie? — Uniósł zaskoczony brwi, uśmiechając się nieco szerzej, gdy machnęła ręką. Jakby to było nic takiego! A Rabastan dobrze wiedział, że w tej dzielnicy wystarczyło skręcić w złą uliczkę, a można było stracić zarówno sakiewkę, jak i różdżkę, jeśli nie było się wystarczająco zmyślnym. — Chyba że mam do czynienia z cesarzową tamtejszego półświatka przestępczego.
Skłonił przed nią głowę, dotykając dłonią okolic swego serca. Oczywiście były to żarty. Chociaż Peppa zdawała się wymykać z ram wyobrażeń, jakie miał na jej temat, tak nie sądził, aby miała w sobie to coś, co pozwoliłoby jej faktycznie zarządzać taką organizacją. Zbierać haracze, wymierzać wyroki, wskazywać cele do okradzenia, biznesy do zastraszenia... Ta śliczna buzia mogła mieć wiele tajemnic, ale czy faktycznie skrywała w sobie taki mrok? A co ludzie myślą, gdy mnie widzą, pomyślał mimowolnie, nie poświęcając jednak tej myśli zbyt dużej uwagi.
— Oh. Oh. Ojej! — Rabastan zaczął machać różdżką we wszystkie strony, gdy wiatr uniósł spódnicę dziewczyny do góry. Zrobił się czerwony jak burak, gdy materiał powędrował wyjątkowo wysoko, odkrywając zdecydowanie zbyt wiele. — Dobry Merlinie!
Zasłonił sobie wolną dłonią oczy, starając się tak pokierować wiatrem, aby... Peppa nie pokazywała mu się od tej strony. Miał szczerą nadzieję, że akurat o tym fragmencie ich ''przygody'' nie będzie zbyt chętna opowiadać swoim koleżankom i przyjaciółkom. Czy jego starania cokolwiek dały? Otóż... Nie. Kierunek podmuchów powietrza wprawdzie ulegał zmianom, jednak sprawiał też, że dziewczyna miotała się z jednego kąta windy w drugi.
Pod wpływem emocji Rabastan zaczął intensywnie siwieć, a jego oczy nabrały barwy zgniłej zieleni. Co za wpadka.
(Percepcja) Czy zaklęcie utrzyma się pomimo głębokiego zażenowania Rabastana?
Rzut Z 1d100 - 59
Sukces!
Sukces!