12.02.2024, 00:18 ✶
Znów było dobrze.
Znów miała wszystko pod kontrolą, znów trzymała cały swój świat w ramionach (uściślając, to jej świat trzymał w ramionach Imogen oraz owoc ich miłości), a życie zdawało się kierować na właściwe tory. Sprzątając zdjęcia uśmiechała się pod nosem i nuciła jakąś miłosną balladę w ostatnich tygodniach często słyszaną w radiu Nottów; zamieszałeś znów w uczuć mych kotle, aż serce wyrywa się psotne, brzmiał jej najpopularniejszy wers.
— Napisz ten list jak najszybciej, aby uniknąć nieporozumienia — ponagliła go z pozorną beztroską w głosie — Jak rozmawiałeś z ojcem i wujem Erykiem, zobaczyłam pannę Paxton w ramionach jakiegoś mężczyzny. Brat to z pewnością nie był, całował ją tak pięknie i czule, jakby była miłością jego życia. To musiał być ten Alexander. Nie chciałabym, aby zrobiło się z tego powodu zamieszanie.
Oczywiście, że kłamała; gdyby Augustus spojrzał jej w oczy, z pewnością by to odkrył. Imogen jednak wypowiadając te słowa była zwrócona do niego profilem, dzięki czemu uniknęła obnażającej jej konfrontacji.
Zwyczajem pani Rookwood było sprzątanie po sobie po śniadaniu, nie zważając na to, że ma do dyspozycji skrzaty. Sama oczywiście nigdy nie zmywała naczyń, uważała, że jej dłonie są do tego zbyt delikatne, jednak odłożenie brudnych naczyń do zlewu nie stanowiło ponadludzkiego wysiłku. Dziś jednak nie była w stanie dokończyć tego najprostszego zadania; zatrzymała się w półkroku, a pod jej stopami z trzaskiem rozpierzchły się kawałki rozbitej porcelany.
Kiedy mnie zabraknie...
Patrzyła na niego blada i przerażona, jakby przed chwilą sama śmierć zapukała do ich drzwi i zażądała wydania jej męża; jej ukochanego męża, miłości życia, słońca, i księżyca, i wszystkich gwiazd jaśniejących nocą na firmamencie, osoby nadającej kształt jej istnieniu, człowiekowi, który był jej najdroższy. Mogła bronić się przed kochankami i nastawiać go przeciwko nim; w starciu ze śmiercią była jednak bez szans. Przeklęta domina, która pewnego dnia weźmie go jak swoją własność. Sądziła jednak, że stanie się to za pięćdziesiąt, może sześćdziesiąt lat. A może chodziło o coś innego? Azkaban? To chyba było gorsze, niż widmo śmierci - ta świadomość, że on jest gdzieś zamknięty w zimnej celi, z dala od swojej rodziny.
Czuła, że traci grunt pod stopami. Zachwiała się i oparła o kuchenny blat. Nie powiedziała nic, pstryknęła tylko palcami, by przywołać skrzata, który posprząta za nią resztki filiżanki, może poskleja ją na nowo za pomocą magii, nie interesowało ją to. Delikatnie też wyjęła z ramion męża Beatrice i posadziła ją z powrotem w wysokim krzesełku, dając tym samym znać służącemu, aby przypilnował dziecka. Mała nieszczególnie przejęła się napięciem pomiędzy rodzicami; bardziej uradowana była tym, że znów może robić papkę z truskawek.
Imogen w tym czasie ujęła dłoń Augustusa i zaprowadziła go do ich sypialni; nie mówiła nic, dopóki drzwi do ich prywatnej przestrzeni się za nią nie zamknęły, a nawet wtedy nie od razu podjęła temat, lecz najpierw rzuciła na pokój zajęcie wyciszające.
— Co się dzieje, kochany? — zapytała półszeptem. Głos miała dziwnie zduszony, jakby wstrzymywała płacz. — Czy grozi ci niebezpieczeństwo w związku... z tym wszystkim, co dzieje się wokół?
Znów miała wszystko pod kontrolą, znów trzymała cały swój świat w ramionach (uściślając, to jej świat trzymał w ramionach Imogen oraz owoc ich miłości), a życie zdawało się kierować na właściwe tory. Sprzątając zdjęcia uśmiechała się pod nosem i nuciła jakąś miłosną balladę w ostatnich tygodniach często słyszaną w radiu Nottów; zamieszałeś znów w uczuć mych kotle, aż serce wyrywa się psotne, brzmiał jej najpopularniejszy wers.
— Napisz ten list jak najszybciej, aby uniknąć nieporozumienia — ponagliła go z pozorną beztroską w głosie — Jak rozmawiałeś z ojcem i wujem Erykiem, zobaczyłam pannę Paxton w ramionach jakiegoś mężczyzny. Brat to z pewnością nie był, całował ją tak pięknie i czule, jakby była miłością jego życia. To musiał być ten Alexander. Nie chciałabym, aby zrobiło się z tego powodu zamieszanie.
Oczywiście, że kłamała; gdyby Augustus spojrzał jej w oczy, z pewnością by to odkrył. Imogen jednak wypowiadając te słowa była zwrócona do niego profilem, dzięki czemu uniknęła obnażającej jej konfrontacji.
Zwyczajem pani Rookwood było sprzątanie po sobie po śniadaniu, nie zważając na to, że ma do dyspozycji skrzaty. Sama oczywiście nigdy nie zmywała naczyń, uważała, że jej dłonie są do tego zbyt delikatne, jednak odłożenie brudnych naczyń do zlewu nie stanowiło ponadludzkiego wysiłku. Dziś jednak nie była w stanie dokończyć tego najprostszego zadania; zatrzymała się w półkroku, a pod jej stopami z trzaskiem rozpierzchły się kawałki rozbitej porcelany.
Kiedy mnie zabraknie...
Patrzyła na niego blada i przerażona, jakby przed chwilą sama śmierć zapukała do ich drzwi i zażądała wydania jej męża; jej ukochanego męża, miłości życia, słońca, i księżyca, i wszystkich gwiazd jaśniejących nocą na firmamencie, osoby nadającej kształt jej istnieniu, człowiekowi, który był jej najdroższy. Mogła bronić się przed kochankami i nastawiać go przeciwko nim; w starciu ze śmiercią była jednak bez szans. Przeklęta domina, która pewnego dnia weźmie go jak swoją własność. Sądziła jednak, że stanie się to za pięćdziesiąt, może sześćdziesiąt lat. A może chodziło o coś innego? Azkaban? To chyba było gorsze, niż widmo śmierci - ta świadomość, że on jest gdzieś zamknięty w zimnej celi, z dala od swojej rodziny.
Czuła, że traci grunt pod stopami. Zachwiała się i oparła o kuchenny blat. Nie powiedziała nic, pstryknęła tylko palcami, by przywołać skrzata, który posprząta za nią resztki filiżanki, może poskleja ją na nowo za pomocą magii, nie interesowało ją to. Delikatnie też wyjęła z ramion męża Beatrice i posadziła ją z powrotem w wysokim krzesełku, dając tym samym znać służącemu, aby przypilnował dziecka. Mała nieszczególnie przejęła się napięciem pomiędzy rodzicami; bardziej uradowana była tym, że znów może robić papkę z truskawek.
Imogen w tym czasie ujęła dłoń Augustusa i zaprowadziła go do ich sypialni; nie mówiła nic, dopóki drzwi do ich prywatnej przestrzeni się za nią nie zamknęły, a nawet wtedy nie od razu podjęła temat, lecz najpierw rzuciła na pokój zajęcie wyciszające.
— Co się dzieje, kochany? — zapytała półszeptem. Głos miała dziwnie zduszony, jakby wstrzymywała płacz. — Czy grozi ci niebezpieczeństwo w związku... z tym wszystkim, co dzieje się wokół?
![[Obrazek: 55rG7le.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=55rG7le.png)
please, dance with me in the dark