12.02.2024, 00:22 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 12.02.2024, 00:24 przez Patrick Steward.)
Mężczyzna nie mrugał, gdy zbliżał się do Nory, ale coś w jego zachowaniu, w sposobie w jaki na nią patrzył, wskazywało na to, że to wszystko nie były tylko dziwne i makabryczne żarty. On naprawdę chciał ją skrzywdzić. Jak to leciało? Trzydzieści dwa ciosy nożem?
Po jego twarzy rozlał się szeroki, żabi uśmiech. Wolną ręką złapał Norę, zaciskając z całej siły palce na jej przedramieniu. Zabłysło ostrze noża, gdy unosił je do góry.
Do uszu Figg doleciał dźwięk dzwonka, gdy kolejny klient wchodził do Klubokawiarni. Ten dźwięk chyba rozproszył również jej napastnika, bo mężczyzna nie zamachnął się tak, jak planował i zamiast pchnąć nożem głęboko w brzuch swojej ofiary, rozciął jej rękaw bluzki a ostrze zahaczyło o skórę. Nora poczuła piekący ból.
Wchodzący do środka Patrick Steward zamrugał skołowany. Przez ułamek sekundy właściwie nie wiedział na co patrzył. Czy naprawdę ktoś próbował właśnie zaatakować Norę? A może to był jakiś dziwny żart? Głupi dowcip, którego ofiarą, z jakiegoś niezrozumiałego powodu, właśnie padał? Czemu nikt z siedzących w Klubokawiarni nie reagował? Czemu wszyscy siedzieli na swoich miejscach i zachowywali się tak, jakby nie działo się nic nadzwyczajnego? I czemu ten atakujący facet, z jakiegoś niezrozumiałego powodu wydawał się Patrickowi… znajomy?
- Co tam się do licha dzieje?! – zawołał, gdy pierwszy cios opadł na rękę Nory.
Steward rzucił się do przodu, w biegu wyciągając różdżkę. Wyszeptaną pośpiesznie inkantacją i machnięciem tejże różdżki odepchnął atakującego Figg i posłał go z całej siły na wystawkę ze słodkościami. Drzwiczki wystawki otworzyły się szeroko, mebel się zachwiał i runął na mężczyznę. Znajdujący się na samej górze tort spadł mu na głowę, za nim runęły misternie przygotowane pączki.
Patrick znowu uniósł różdżkę tym razem po to by kolejnym zaklęciem związać napastnika, ale ten na ich oczach rozpłynął się w powietrzu.
- Nie masz zabezpieczeń antyaportacyjnych? – zapytał, ciągle patrząc na miejsce, gdzie jeszcze przed sekundą znajdował się agresor. A potem wreszcie odwrócił wzrok na Norę i zaklął głośno. – On cię zranił. Potrzebujesz wizyty w Św. Mungo? – W głowie Patricka kłębiło się mnóstwo innych pytań. Znała go? Czemu ją zaatakował? Kim w ogóle był ten człowiek?
Nora tymczasem czuła ból w ręce. Rana nie była głęboka, ale ostrze przecięło skórę, więc trochę krwawiła. Czuła też ból wyżej, gdzie ten człowiek wcześniej zaciskał palce na jej przedramieniu.
I wtedy wszystko zalała ciemność, jak mrugnięcie powieki.
Ale tym razem Nora wiedziała, że coś jest nie w porządku. Była nocą (chyba) w Zakazanym Lesie. Lał rzęsisty deszcz, grzmiało a niebo rozjaśniały pojawiające się na nim błyskawice. Czuła, że jest w niebezpieczeństwie, że musi się schować, bo był w lesie ktoś, kto chciał ją skrzywdzić. Ziemia była rozmokła i kiedy szła, jej nogi ślizgały się, gałęzie drzew smagały ją po twarzy i rękach. Już nawet zdołała się jakoś zranić, bo bolała ją ręka i trochę krwawiła.
Gdzieś dalej, w głębi lasu, przebiegło kilka centaurów. Najpierw ciszę rozdarło wycie wilkołaka, potem niebo przecięła długa błyskawica i rozległ się potężny grzmot, ale nie on sprawił, że Norze zamarło serce. Na szczycie najbliższego pagórka dostrzegła swojego prześladowcę. Mężczyzna jej wypatrywał.
Po jego twarzy rozlał się szeroki, żabi uśmiech. Wolną ręką złapał Norę, zaciskając z całej siły palce na jej przedramieniu. Zabłysło ostrze noża, gdy unosił je do góry.
Do uszu Figg doleciał dźwięk dzwonka, gdy kolejny klient wchodził do Klubokawiarni. Ten dźwięk chyba rozproszył również jej napastnika, bo mężczyzna nie zamachnął się tak, jak planował i zamiast pchnąć nożem głęboko w brzuch swojej ofiary, rozciął jej rękaw bluzki a ostrze zahaczyło o skórę. Nora poczuła piekący ból.
Wchodzący do środka Patrick Steward zamrugał skołowany. Przez ułamek sekundy właściwie nie wiedział na co patrzył. Czy naprawdę ktoś próbował właśnie zaatakować Norę? A może to był jakiś dziwny żart? Głupi dowcip, którego ofiarą, z jakiegoś niezrozumiałego powodu, właśnie padał? Czemu nikt z siedzących w Klubokawiarni nie reagował? Czemu wszyscy siedzieli na swoich miejscach i zachowywali się tak, jakby nie działo się nic nadzwyczajnego? I czemu ten atakujący facet, z jakiegoś niezrozumiałego powodu wydawał się Patrickowi… znajomy?
- Co tam się do licha dzieje?! – zawołał, gdy pierwszy cios opadł na rękę Nory.
Steward rzucił się do przodu, w biegu wyciągając różdżkę. Wyszeptaną pośpiesznie inkantacją i machnięciem tejże różdżki odepchnął atakującego Figg i posłał go z całej siły na wystawkę ze słodkościami. Drzwiczki wystawki otworzyły się szeroko, mebel się zachwiał i runął na mężczyznę. Znajdujący się na samej górze tort spadł mu na głowę, za nim runęły misternie przygotowane pączki.
Patrick znowu uniósł różdżkę tym razem po to by kolejnym zaklęciem związać napastnika, ale ten na ich oczach rozpłynął się w powietrzu.
- Nie masz zabezpieczeń antyaportacyjnych? – zapytał, ciągle patrząc na miejsce, gdzie jeszcze przed sekundą znajdował się agresor. A potem wreszcie odwrócił wzrok na Norę i zaklął głośno. – On cię zranił. Potrzebujesz wizyty w Św. Mungo? – W głowie Patricka kłębiło się mnóstwo innych pytań. Znała go? Czemu ją zaatakował? Kim w ogóle był ten człowiek?
Nora tymczasem czuła ból w ręce. Rana nie była głęboka, ale ostrze przecięło skórę, więc trochę krwawiła. Czuła też ból wyżej, gdzie ten człowiek wcześniej zaciskał palce na jej przedramieniu.
I wtedy wszystko zalała ciemność, jak mrugnięcie powieki.
Ale tym razem Nora wiedziała, że coś jest nie w porządku. Była nocą (chyba) w Zakazanym Lesie. Lał rzęsisty deszcz, grzmiało a niebo rozjaśniały pojawiające się na nim błyskawice. Czuła, że jest w niebezpieczeństwie, że musi się schować, bo był w lesie ktoś, kto chciał ją skrzywdzić. Ziemia była rozmokła i kiedy szła, jej nogi ślizgały się, gałęzie drzew smagały ją po twarzy i rękach. Już nawet zdołała się jakoś zranić, bo bolała ją ręka i trochę krwawiła.
Gdzieś dalej, w głębi lasu, przebiegło kilka centaurów. Najpierw ciszę rozdarło wycie wilkołaka, potem niebo przecięła długa błyskawica i rozległ się potężny grzmot, ale nie on sprawił, że Norze zamarło serce. Na szczycie najbliższego pagórka dostrzegła swojego prześladowcę. Mężczyzna jej wypatrywał.