Inny słowy mówiąc, przeprowadzili wzajemny eksperyment, zapoznawczy drugiej osoby. Badając jej przestrzeń, otoczenie, co lubi a czego nie. Wzajemnie poznali się od przeciwności, które przyciągały do siebie. Ciepło do zimna. Brąz i pomarańcz do czerni i szarości. Biały duży paw do małego czarnego motyla. Anioł do diabła. Dwóch blondynów różnego wzrostu. Poznali się dosłownie od środka, wychodząc z tym powoli na zewnątrz. Przechodząc do cech, zainteresowań i upodobań. To prawda, że nie można zmienić człowieka na siłę. Jeżeli on sam tej zmiany nie chce. Dobrze mu ze szkiełkiem w sercu, niż bez niego. Przynajmniej, ma nad nim kontrolę. Skupiając się, pilnując swojego otoczenia. Jakkolwiek by było.
Laurent przyznał, słusznie zaznaczając, że gdyby nie chciał z nim spędzać czasu, tego listu by nie wysyłał. Rozpoczął znów grę słów pytających. Co sprawiło, że kącik ust Nicholasa uniósł się ku górze.
- Skrycie to zaznaczasz w treści listów.Odparł, ale nie miał o to pretensji. Nawet mu to odpowiadało, że Laurent szukał powodu, aby go zaprosić. Jakby coś zaczęte, było niedokończone. W zaproszeniu, był ukryty przekaz, że chciałby go zobaczyć. I to co prawda, dość szybko. Niespodziewane.
Nicholas nie kontynuował tej gry, gdyż przebywając na zewnątrz, parasol nie do końca ochroni ich przed deszczem. Choć objął go swoim ramieniem, niemal przytulając do siebie. Być może nie był wilkołakiem, ale ciepło organizmu miał dziedziczone? Czy może to pogoda i cała podróż na abraksanie, rozgrzała jego ciało? Czy jak wspomniał o czułości, którą mu teraz oferował, była tego powodem? Nie miał pojęcia. Szukał widocznie naukowego zrozumienia słów, wypowiedzianych przez Laurenta. Nie naturalnego, uczuciowego. Naukowego. Śmierć nigdy nie jest ciepła. Ale ciało ludzkie, żyjące, tak.
Kiedy do Nicholasa doszły słowa o cieple jego ramion, spojrzał na niego, choć nie powiedział nic. Spoważniał. Jakby naruszył pewną własną granicę, zasadę? Laurent musiał wrócić do tego tematu, definicji czułości.
- Tak. Zdaję sobie z tego sprawę.Odparł w końcu, po sekundach rozważania nad tym, co uczynił. Zrobił to świadomie? Najwyraźniej.
Nie zaprosi go na noc? No tak. Nie znali się za dobrze aby to miało możliwość bytu.
- Rozumiem.
Co więcej miał dodać? Odbębni swoją gościnność u Laurenta i będzie musiał wrócić do siebie. Na co liczył? Nicholas sam nie wiedział. Nie czuł się co prawda urażony, bowiem uśmiech Laurenta mógłby odczytać na wiele sposobów. Żartował? Tak też mogło być. Ale prawda. Dzień był jeszcze długi. Mogli go dobrze wykorzystać. Dla siebie.
Dotarli zapewne do posiadłości, wchodząc do środka. Nicholas zamknął parasol i pozwolił go odczarować do samej gałęzi, aby ją wyrzucić. Mogli zająć się wysuszeniem ubrań. Choćby zaklęciami. Czy może Laurent, miał coś innego w planie?