12.02.2024, 01:08 ✶
Zaśmiał się na jego słowa, trochę dlatego, że nie wiedział jak zrobić.
-Być może.-przytaknął mu. Nie będzie innych nazywał dziwnymi, gdy sam ma sporo za uszami. Z hipokryzją się bratać nie chciał.
Ciężko było mu się zebrać żeby powiedzieć coś konkretnego, wysłowić się tak, żeby powiedzieć co chce powiedzieć i nie wydać się za bardzo, szczególnie przed obcym. Grunt jednak, że został względnie zrozumiany.
W jego słowa... Cóż wątpił. Czy to mało osób obiecywało milczenie, a później tajemnice fruwały od ucha do ucha? Nawet jeśli to jakaś zasada zawodowa, to co niby by zrobił gdyby się wydało? Jak miałby wygrać w walce z kimś takim, jak niby uznany i wykształcony psychiatra? Z resztą mleko by się rozlało, świat by się dowiedział, to byłby jego koniec. Zaraz jednak nastąpiła kolejna ucieczka wzrokiem i średniawa mina z zaciśniętymi ustami. Czy łamał prawo? Magiczne pewnie nie, ale na pewno mógł gorszyć innych.
Cofnął się o krok, robiąc miejsce gdy ten przechodził obok i całkowicie zmieszany i na nowo spięty patrzył, jak mężczyzna podchodzi do drzwi, żeby je otworzyć? Czy teraz nie było odwrotu? Wygadał się? Na chwilę spanikował, rozważając nawet ucieczkę, ale nogi nie ruszyły się ani o centymetr. Zaraz też padły kolejne słowa. Spojrzał na podawaną dłoń, na mężczyznę i zawahał się. Co powinien zrobić? Co teraz? W końcu podał mu rękę.
-Wzajemnie.-coś kazało mu nie mówić swojego imienia, bo po imieniu, nazwisku i tym, że mieszka chłopak w okolicy za łatwo będzie do niego dotrzeć. Jakoś... nie tyle mu nie ufał, co wolał mieć spokojny sen.-Chyba... Chyba powinienem iść, prawda? Już późno jest. Z resztą i tak nie mam pieniędzy, nie byłem gotowy na faktycznie spotkanie z Panem.-szukał wymówki, bo jego głowa ani trochę nie przewidziała takiego scenariusza.-Nie chciałem marnować Pana czasu czy zajmować wieczora, każdy zasługuje na odpoczynek.-pokiwał sam sobie głową, gotów się ukłonić lekko i odejść, bo w końcu tak nachodzić ludzi po nocy, jak jakiś morderca, nienormalny jakiś, co on sobie myślał? Nic nie myślał, to właśnie problem jest. Poradzi sobie bez niczyjej pomocy, jakoś to będzie.
-Być może.-przytaknął mu. Nie będzie innych nazywał dziwnymi, gdy sam ma sporo za uszami. Z hipokryzją się bratać nie chciał.
Ciężko było mu się zebrać żeby powiedzieć coś konkretnego, wysłowić się tak, żeby powiedzieć co chce powiedzieć i nie wydać się za bardzo, szczególnie przed obcym. Grunt jednak, że został względnie zrozumiany.
W jego słowa... Cóż wątpił. Czy to mało osób obiecywało milczenie, a później tajemnice fruwały od ucha do ucha? Nawet jeśli to jakaś zasada zawodowa, to co niby by zrobił gdyby się wydało? Jak miałby wygrać w walce z kimś takim, jak niby uznany i wykształcony psychiatra? Z resztą mleko by się rozlało, świat by się dowiedział, to byłby jego koniec. Zaraz jednak nastąpiła kolejna ucieczka wzrokiem i średniawa mina z zaciśniętymi ustami. Czy łamał prawo? Magiczne pewnie nie, ale na pewno mógł gorszyć innych.
Cofnął się o krok, robiąc miejsce gdy ten przechodził obok i całkowicie zmieszany i na nowo spięty patrzył, jak mężczyzna podchodzi do drzwi, żeby je otworzyć? Czy teraz nie było odwrotu? Wygadał się? Na chwilę spanikował, rozważając nawet ucieczkę, ale nogi nie ruszyły się ani o centymetr. Zaraz też padły kolejne słowa. Spojrzał na podawaną dłoń, na mężczyznę i zawahał się. Co powinien zrobić? Co teraz? W końcu podał mu rękę.
-Wzajemnie.-coś kazało mu nie mówić swojego imienia, bo po imieniu, nazwisku i tym, że mieszka chłopak w okolicy za łatwo będzie do niego dotrzeć. Jakoś... nie tyle mu nie ufał, co wolał mieć spokojny sen.-Chyba... Chyba powinienem iść, prawda? Już późno jest. Z resztą i tak nie mam pieniędzy, nie byłem gotowy na faktycznie spotkanie z Panem.-szukał wymówki, bo jego głowa ani trochę nie przewidziała takiego scenariusza.-Nie chciałem marnować Pana czasu czy zajmować wieczora, każdy zasługuje na odpoczynek.-pokiwał sam sobie głową, gotów się ukłonić lekko i odejść, bo w końcu tak nachodzić ludzi po nocy, jak jakiś morderca, nienormalny jakiś, co on sobie myślał? Nic nie myślał, to właśnie problem jest. Poradzi sobie bez niczyjej pomocy, jakoś to będzie.