12.02.2024, 11:46 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 12.02.2024, 14:46 przez Samuel McGonagall.)
Przyciskał ją mocno do siebie w rytm łomoczącego serca.
A potem podjął decyzje i może troche nieoczekiwanie dla Nory, wykorzystał śliskość skóry, by obrócić ją sobie na plecy i ruszył do brzegu. Nie myślał za wiele o pozostawionych ubraniach, z wąskiej i zabezpieczonej kieszeni spodni wysunął różdżkę. Jej ciężar, słodki
ciężar był żadnym ciężarem dla przypakowanego młodzika.
Gdy woda przestała być jakąkolwiek barierą, puścił się biegiem wzdłuż plaży, w przeciwnym do pijaczyny rybaka kierunku. Piach, choć był niewygodny do utrzymania tempa, również mu nie robił. Zwłaszcza gdy poprawił chwyt na różdżce i...
... wilgotna śliska skóra stała się nagle miękkim, pachnącym mchem i piżmem futrem. Barki nawykłe do noszenia drew, stały się wielkimi barami nawykłymi do przerzucania całych spróchniałych kłód. Bieg był czworonożnym cwałem, a Nora jak bohaterka baśni, została porwana przez niedźwiedziego księcia.
Teraz gdy był zwierzęciem, jako animag oczywiście zachowywał świadomość i wolę, ale struktura ciała wymuszała pewne instynkty, kruszyła nieśmiałość, czyniła świat prostszym miejscem, w którym liczyło się tylko pragnienie i rozsadzające klatkę piersiową uczucie.
Biegł ku wrzosowiskom, wierząc, że na połaciach niebiesko-fioletowych drobnych kwiatów, nie ma nikogo, prócz kilku widm przeszłości. Wierząc, że pod osłoną wysokich drzew Kniei znajdą prywatność i siebie nawzajem. Zabierał ją do swojego domu, do wielkiego łoża rozpościerającego się błoniami u progu lasu.
Z gardła mimowolnie dobył się pomruk zniecierpliwienia. Już chciał tam być, już chciał przemienić się znów, by móc spojrzeć w lśniące księżycem i gwiazdami oczy. Zatopić się w jej uśmiechu i ciele. Być i trwać razem, tak długo jak będzie to możliwe.