Wiedziała, że mówi prawdę. Przeczuwała, że może ją skrzywdzić, znajdowała się w pułapce, nie miała jak stąd uciec, koniec był bliski. Po raz kolejny.
Nie ruszyła się z miejsca. Zbladła, była biała niczym kreda. Łza spłynęła jej po policzku, jedna, pojedyncza. Nic nie mogła zrobić, pozostawało się poddać. Zdecydowanie brakowało jej woli walki. Nie wiedzieć czemu poddała się już na samym początku.
Zamknęła oczy, kiedy złapał ją za ramię, jego uścisk był silny, zabolało ją to. Nie widziała więc, kiedy ostrze noża unosiło się w powietrze, wolała na to nie patrzeć. Przed oczami miała Mabel, szczęśliwą, w jej objęciach, szkoda, że nigdy więcej nie będzie mogła jej przytulić.
Wtedy usłyszała dzwonek, ten który tak bardzo wszystkich denerwował. Spowodowało to, że otworzyła oczy i skierowała wzrok w stronę drzwi. Najwyraźniej nie tylko ją to rozproszyło, bo poczuła, że nóż, który najprawdopodobniej miał ją zabić, ranił jej skórę, syknęła cicho z bólu. Pojawiła się jednak nadzieja, kiedy w progu zauważyła znajomą sylwetkę. Patrick, jak to się działo, że zawsze pojawiał się w odpowiednim momencie?
Zareagował szybko, ledwie zdążyła mrugnąć znalazł się tuż obok, dzięki czemu napastnik nie miał możliwości jej skrzywdzić. Jednak dzisiaj nie umrze. Odetchnęła z ulgą, kiedy Steward związał mężczyznę, naprawdę była bezpieczna.
- Mam, zabezpiecznia, miałam, nie zadziałały. - Sama nie wiedziała, co właściwie się stało. Przeniosła wzrok na swoją rękę, aby ocenić straty, nie wyglądało to jednak najgorzej. - Nie, nie trzeba, sama sobie z tym poradzę, nie chcę nigdzie iść. - Chociaż było jedno miejsce, w którym chciała się teraz znaleźć, jej dom rodzinny, gdzie aktualnie przebywała Mabel, chciała ją przytulić i zapomnieć o tym wszystkim, co się przed chwilą wydarzyło.
Nie zdążyła jednak się tym podzielić z Patrickiem, bo znalazła się w innym miejscu. Od razu wiedziała, że coś jest nie tak, jakby w tym lesie czaiło się niebezpieczeństwo, czekało, żeby złapać ją w swoje palce. Zimny dreszcz przeszedł jej po plecach. Aura również nie była szczególnie sprzyjająca, padał deszcz, było zimno i mokro, ciemno. Nie mogło chyba być gorzej. Usłyszała tętent kopyt, musiały tu być jakieś zwierzęta, może i one miały ochotę ją zjeść? Nie zdziwiłoby jej to wcale. Szła jednak przed siebie, musiała znaleźć wyjście, uciec jak najdalej stąd. Błyskawice powodowały większy strach, musiała się schować.
Strasznie ciężko jej się szło w tym błocie, gdyby tylko mogła się przygotować, na pewno nie wybrałaby na taką wędrówkę jednych ze swoich butów na obcasie, które zdecydowanie również chciały ją w tej chwili zabić. Do jej uszu doszło wycie, oczywiście w tym lesie brakowało jeszcze tylko wilkołaka, nie był to niestety Erik, bo on chyba by jej nie zjadł, a pełnie spędzał zamknięty w piwnicy. Szła jednak nadal przed siebie, kolejny grzmot i błyskawica, uniosła wzrok, żeby ją zobaczyć i wtedy dostrzegła również jego. Stał tam i jej wypatrywał, pisk, który wyrwał się jej z gardła na pewno powiedział mu gdzie dokładnie się znajduje.