Nie spodziewała się tego. Nie przewidziała jego kolejnego ruchu, po raz kolejny ją zaskoczył. Nie, żeby to jej przeszkadzało, wiedziała przecież, że jest z nim bezpieczna. Przemierzał wodę bez mniejszego problemu, a szedł tylko ku sobie znanemu celowi.
Przymknęła oczy i złapała się go mocniej, by jej przypadkiem po drodze nie zgubił. Nie, żeby się bała, ale nigdy nie wiadomo, co może się przytrafić.
Kiedy wyszli z jeziora zaczął biec, czuła wiatr na mokrych włosach, nie było jej jednak chłodno, gdyż bliskość jego ciała skutecznie ją ogrzewała. Serce biło jej bardzo szybko, nie wydawała z siebie jednak żadnych dźwięków, milczała i cieszyła się tą magiczną chwilą.
Nie zauważyła kiedy sięgnął po różdżkę, to wszystko działo się bardzo szybko, a ona przecież miała zamknięte oczy.
Nagle coś się zmieniło. Pod palcami nie czuła już wilgotnej skóry, a futro. Miękkie, ciepłe, pachnące lasem. Odetchnęła głęboko, aby jeszcze bardziej poczuć ten zapach, by się nim zachwycić. Był to bardzo przyjemny zapach, piękniejszy od najdroższych perfum. Serce biło jej jeszcze szybciej, miała wrażenie, że za moment wyskoczy jej z klatki piersiowej. Nie bała się jednak wielkiego niedźwiedzia, bo to był Sam. Jej Sam. Czuła, że jest jej, jeszcze bardziej niż kiedykolwiek.
Nie miała pojęcia dokąd biegną, nie zastanawiała się też nad tym jakoś szczególnie, ważne, że nadal byli razem, a ten wieczór stawał się dla niej coraz bardziej magiczny. Zabrał ją do swojego domu, do Kniei, która była jego całym światem, a dla niej była zupełnie obcym miejscem. Nie zapuszczała się nigdy sama tak daleko.
Pozwoliła sobie otworzyć oczy, aby nacieszyć się tym widokiem. Był niecodzienny, na pewno na długo będzie miała go w pamięci. Kiedy usłyszała pomruk, który z siebie wydał przesunęła dłonią po jego ciele, jakby chciała powiedzieć mu, że nie ma potrzeby się niecierpliwić, już zaraz będą na miejscu.