Gdy czarownica weszła do środka, spotkała matkę Gio. Elegancko ubrana, szykowała się do wyjścia.
— Geraldine, jak miło cię widzieć. — Uśmiechnęła się, dopinając płaszczyk. — Giovanni jest u siebie w pokoju. Proszę, przekonaj go, żeby został... — Poprosiła, kładąc rękę na ramieniu Yaxley. Widać było, że jest zmartwiona. — Wybacz mi, ale spieszę się. Do zobaczenia!
Wyszła, a Geraldine mogła udać się do znanego jej miejsca. Pokój Giovaniego był przestronny - jak każde pomieszczenie w tym domu. Ściany zdobiły mapy, pamiątki z podróży i zasłony, szczelnie okrywające okna. W pokoju było jednak jasno dzięki zaklętym lampom. Giovanni siedział na jednym z foteli i wczytywał się w pierwszą lepszą książkę, która leżała na komodzie. Nieczęsto przebywał w tym miejscu. Gości najczęściej przyjmował w salonie, zaś czas spędzał w gabinecie lub bibliotece. Teraz jednak zaszył się tutaj, z dala od wszelkich tomiszczy, które wpędzałyby go w poczucie winy z powodu unikania pracy.
Nie mógł się skupić na czytaniu. Powtarzał kilkukrotnie całe akapity, gdy odlatywał myślami w ich połowie. Nie potrafiłby powiedzieć, co czyta. Ani o czym myśli. Strzępy różnych wątków latały mu po głowie i nie tworzyły żadnej spójnej całości.