12.02.2024, 16:01 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 12.02.2024, 16:01 przez Bard Beedle.)
- Ach. Tymoteus.
Colette uśmiechnęła się przepięknie, chociaż jej oczy pozostały chłodne niczym zimowe morze.
- Tak, pamiętam Tymoteusa. Nie wiem jednak, gdzie go szukać i oboje wiemy, że gdybym wiedziała, i tak bym nie pomogła.
Rozsiadła się wygodniej w fotelu, nie odrywając spojrzenia od Vincenta. Mimo bycia charłakiem albo czuła się pewnie w jego obecności, albo tylko to udawała. To udawanie było całkiem prawdopodobne - jakby nie było, całe lata pracowała na Nokturnie, miała więc styczność z różnymi mętami i żadnej drogi na obronę przed nimi poza własnego sprytu.
- Ponieważ jednak wiem, że taka odpowiedź cię nie zadowoli, skoro się tu pofatygowałeś, a ja cenię sobie spokój, powiem ci nieco więcej. To wszystko... - Tu Colette uniosła dłoń i potoczyła dłonią dookoła, wskazując na swoje mieszkanie, może nie luksusowe, zdaniem kogoś z rodu czystej krwi pewnie nawet żałosne, ale ładnie urządzone, dość przyjemne, w sam raz dla jednej osoby... lub dwóch osób. - Miało być dla nas. Zakochał się we mnie. Może i ja w pewnym sensie go kochałam. Mieliśmy żyć tu razem i nawet tak było. Przez krótką chwilę - stwierdziła, z pewnym zamyśleniem i coś mignęło w jej cudnych oczach, kiedy spojrzała na pokazane jej zdjęcie. Może nostalgia. Może żal. A może wspomnienie tego uczucia: powstałego z wdzięczności i przywiązania do kogoś, kto ofiarował jej inne życie.
- Nie porzucił mnie, nie znudził się mną, jeśli tak myślisz. Zapadał się jednak coraz głębiej, w koszmary, w otchłań swojego umysłu, nie mogąc znieść tego, co spotkało go na morzu. Znikał i w końcu odszedł na zawsze. Szukałam go, oczywiście, i dowiedziałam się tyle, że Tymoteus Salt, którego znałam, właściwie nie żyje: została pusta skorupa. Przepadł gdzieś na Nokturnie, a po tylu latach jest pewnie już martwy. Nie licz na bogactwa i skarby, jakie przywiózł z ostatniej wyprawy Białej Księżniczki, bo takich nie było. Tak, znalazł coś i sprzedał, ale ten zarobek nie był aż tak wielki i znikł już dawno temu, rozdany między rodziny jego martwych kolegów oraz aby kupić to mieszkanie i zabezpieczyć moją przyszłość. Jeżeli chcesz go zapytać o te skarby, mogę ci odpowiedzieć: ich nie ma. Tak jak nie ma już Tymoteusa Salta.
Colette uśmiechnęła się przepięknie, chociaż jej oczy pozostały chłodne niczym zimowe morze.
- Tak, pamiętam Tymoteusa. Nie wiem jednak, gdzie go szukać i oboje wiemy, że gdybym wiedziała, i tak bym nie pomogła.
Rozsiadła się wygodniej w fotelu, nie odrywając spojrzenia od Vincenta. Mimo bycia charłakiem albo czuła się pewnie w jego obecności, albo tylko to udawała. To udawanie było całkiem prawdopodobne - jakby nie było, całe lata pracowała na Nokturnie, miała więc styczność z różnymi mętami i żadnej drogi na obronę przed nimi poza własnego sprytu.
- Ponieważ jednak wiem, że taka odpowiedź cię nie zadowoli, skoro się tu pofatygowałeś, a ja cenię sobie spokój, powiem ci nieco więcej. To wszystko... - Tu Colette uniosła dłoń i potoczyła dłonią dookoła, wskazując na swoje mieszkanie, może nie luksusowe, zdaniem kogoś z rodu czystej krwi pewnie nawet żałosne, ale ładnie urządzone, dość przyjemne, w sam raz dla jednej osoby... lub dwóch osób. - Miało być dla nas. Zakochał się we mnie. Może i ja w pewnym sensie go kochałam. Mieliśmy żyć tu razem i nawet tak było. Przez krótką chwilę - stwierdziła, z pewnym zamyśleniem i coś mignęło w jej cudnych oczach, kiedy spojrzała na pokazane jej zdjęcie. Może nostalgia. Może żal. A może wspomnienie tego uczucia: powstałego z wdzięczności i przywiązania do kogoś, kto ofiarował jej inne życie.
- Nie porzucił mnie, nie znudził się mną, jeśli tak myślisz. Zapadał się jednak coraz głębiej, w koszmary, w otchłań swojego umysłu, nie mogąc znieść tego, co spotkało go na morzu. Znikał i w końcu odszedł na zawsze. Szukałam go, oczywiście, i dowiedziałam się tyle, że Tymoteus Salt, którego znałam, właściwie nie żyje: została pusta skorupa. Przepadł gdzieś na Nokturnie, a po tylu latach jest pewnie już martwy. Nie licz na bogactwa i skarby, jakie przywiózł z ostatniej wyprawy Białej Księżniczki, bo takich nie było. Tak, znalazł coś i sprzedał, ale ten zarobek nie był aż tak wielki i znikł już dawno temu, rozdany między rodziny jego martwych kolegów oraz aby kupić to mieszkanie i zabezpieczyć moją przyszłość. Jeżeli chcesz go zapytać o te skarby, mogę ci odpowiedzieć: ich nie ma. Tak jak nie ma już Tymoteusa Salta.