Nie wydawał się zmęczony, miała wrażenie że mógł tak biec bez końca, dobiec w samo serce Kniei, czy nawet dalej. To była jego codzienność, miejsce, które znał najlepiej, jego dom. Niedźwiedzie ciało budziło podziw, na pewno nie łatwo było mu się nauczyć takiej potężnej magii, ona była przy tym taka zwyczajna. Wydawał się być leśnym księciem, który postanowił wprowadzić ją do swego królestwa, nie wiedzieć dlaczego chciał w nim widzieć właśnie ją.
Uważnie obserwowała okolicę, która była bardzo malownicza, nierzeczywista, baśniowa. Księżyc oświetlał im drogę pośród tych leśnych pustkowi. Można by stwierdzić, że to tutaj diabeł mówi dobranoc, tyle, że zdaniem Norki było tu zdecydowanie zbyt pięknie, aby mogł mieszkać tu diabeł. Dokładnie tak wyobrażała sobie krainy z bajek, które kiedyś czytała jej babcia.
Momentalnie straciła spod palców przyjemne futro. To uświadomiło ją o tym, że znowu się zmienił, nie tylko to, bo ledwie sekundę później wylądowali na leśnym runie. Nieplanowane lądowanie nie zabolało, wrzosy stworzyły tu bowiem miękką poduszkę, która wydawała się czekać na takich zagubionych wedrowców, jak oni.
Nagły upadek spowodował dalszy ruch, nie zatrzymali się od razu, tylko turlali między tymi kwiatami, które przyjemnie muskały ich skóry. Nie przeszkadzało to wcale samej Norce, wręcz przeciwnie, łaskotało ją tylko delikatnie, co przynosiło jeszcze więcej uśmiechu, jakby nie miała już go wystarczająco.
Zatrzymali się wreszcie, spoglądała na niego, kiedy to nad nią górował, czuła w nim spokój i pewność, te błękitne oczy wpatrywały się w nią jak w obrazek, tak jak jeszcze nie spoglądał na Norkę nikt dotąd.
Słowa były zbędne. Nie musiał nic mówić, bo jakie słowa byłyby w stanie określić to, co się między nimi teraz działo? Nie było takich słów, nie istniały. Gesty mówiły same za siebie. Doszło do tego, czego tak bardzo pragnęła, o czym rozmyślała, choć nigdy nie spodziewałaby się, że stanie się to w takich okolicznościach, bo przerosło to jej marzenia. W tej chwili nie czuła, jakby ich usta tylko się spotkały, było w tym coś więcej, jakby odnalazły się dwie zagubione dusze i wreszcie mogły złączyć w jedną.