12.02.2024, 20:47 ✶
Znajdziesz dla mnie czas?
Brenna nie umiała odmawiać takim prośbom – i odmawiać nie chciała, bo lubiła Sama, bo zdawał się naprawdę potrzebować pomocy i bo przeczuwała, po tonie tego listu i znając charakter mężczyzny, że odmowa zerwałaby więcej niż jedną niewidzialną nić. Nie dlatego, że obraziłby się albo zezłościł, ale raczej że nie zapytałby znowu, że mógłby uznać, że nie ma prawa o ten czas prosić.
Postarała się więc wyszarpać parę chwil na poważne rozmowy i wybieranie ubrań, nawet jeżeli w efekcie biedny McGongall został zaproszony do Warowni Longbottomów o wręcz nieprzyzwoicie wczesnej porze.
– Cześć, Sam, miło cię widzieć – rzuciła, schodząc po schodach, kiedy skrzatka Malwa wprowadziła go do salonu. Brenna nie pobiegła tym razem do drzwi osobiście, jak miała w zwyczaju, gdy czekała na gości, bo kiedy do nich zapukał, była na górze i kończyła szykować rzeczy. Korciło ją też, by od razu ubrać się w koszule i spodnie, które były częścią munduru, by potem nie tracić czasu na przebieranie, ale miała dziwne wrażenie, że Sam jeszcze by uznał, że musiała pędzić do pracy i poczuł się niezręcznie, wyglądała więc tak jak zwykle, gdy włóczyła się po Dolinie i okolicach. Odziana w zwykłą, luźną koszulkę oraz nieco sprane już jeansy. – Dobrze, dziękuję – zapewniła, posyłając mu uśmiech, ani trochę nie skrępowana zadanym przez niego pytaniem. Sam myślał trochę inaczej: nie zawsze za nim nadążała, on nie zawsze nadążał za nią, ale mogli próbować. – Chcesz napić się najpierw herbaty, czy od razu idziemy na górę? Wyciągnęłam z szaf kilka ubrań, które powinny na ciebie pasować, jestem pewna, że w razie czego Malwa zdoła je dopasować – oświadczyła, zatrzymując się na najniższym stopniu. – Obejrzyj je sobie, przymierzysz, co pasuje ci najbardziej, a jeżeli nic nie będzie w porządku, napadniemy na szafę mojego brata, ma dość ciuchów, żeby za ich pomocą ubrać połowę Doliny Godryka, więc na pewno znajdzie się coś, co ci się spodoba.
Nie pytała o te inne rzeczy, o których wspominał w liście. Przynajmniej na razie nie. Jeżeli będzie chciał powiedzieć, sam powie, a przecież nie chciała naciskać go od progu: zwłaszcza, że kto wie, może zmienił już zdanie?
Brenna nie umiała odmawiać takim prośbom – i odmawiać nie chciała, bo lubiła Sama, bo zdawał się naprawdę potrzebować pomocy i bo przeczuwała, po tonie tego listu i znając charakter mężczyzny, że odmowa zerwałaby więcej niż jedną niewidzialną nić. Nie dlatego, że obraziłby się albo zezłościł, ale raczej że nie zapytałby znowu, że mógłby uznać, że nie ma prawa o ten czas prosić.
Postarała się więc wyszarpać parę chwil na poważne rozmowy i wybieranie ubrań, nawet jeżeli w efekcie biedny McGongall został zaproszony do Warowni Longbottomów o wręcz nieprzyzwoicie wczesnej porze.
– Cześć, Sam, miło cię widzieć – rzuciła, schodząc po schodach, kiedy skrzatka Malwa wprowadziła go do salonu. Brenna nie pobiegła tym razem do drzwi osobiście, jak miała w zwyczaju, gdy czekała na gości, bo kiedy do nich zapukał, była na górze i kończyła szykować rzeczy. Korciło ją też, by od razu ubrać się w koszule i spodnie, które były częścią munduru, by potem nie tracić czasu na przebieranie, ale miała dziwne wrażenie, że Sam jeszcze by uznał, że musiała pędzić do pracy i poczuł się niezręcznie, wyglądała więc tak jak zwykle, gdy włóczyła się po Dolinie i okolicach. Odziana w zwykłą, luźną koszulkę oraz nieco sprane już jeansy. – Dobrze, dziękuję – zapewniła, posyłając mu uśmiech, ani trochę nie skrępowana zadanym przez niego pytaniem. Sam myślał trochę inaczej: nie zawsze za nim nadążała, on nie zawsze nadążał za nią, ale mogli próbować. – Chcesz napić się najpierw herbaty, czy od razu idziemy na górę? Wyciągnęłam z szaf kilka ubrań, które powinny na ciebie pasować, jestem pewna, że w razie czego Malwa zdoła je dopasować – oświadczyła, zatrzymując się na najniższym stopniu. – Obejrzyj je sobie, przymierzysz, co pasuje ci najbardziej, a jeżeli nic nie będzie w porządku, napadniemy na szafę mojego brata, ma dość ciuchów, żeby za ich pomocą ubrać połowę Doliny Godryka, więc na pewno znajdzie się coś, co ci się spodoba.
Nie pytała o te inne rzeczy, o których wspominał w liście. Przynajmniej na razie nie. Jeżeli będzie chciał powiedzieć, sam powie, a przecież nie chciała naciskać go od progu: zwłaszcza, że kto wie, może zmienił już zdanie?
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.