Powitała uśmiechem matkę Gio. Najwyraźniej miały się minąć, bo kobieta zbierała się do wyjścia. - Panią również. -Skłoniła się elegancko, jak wymagała tego etykieta. Jennifer byłaby z niej dumna w tej chwili, bo zazwyczaj w ogóle nie przywiązywała wagi do takich szczegółów, no ale była u Gio, a jego rodzice też należeli do tych wyżej urodzonych, wypadało więc zachowywać się odpowiednio, przynajmniej do momentu w którym nie zniknie za drzwiami pokoju przyjaciela. Dostrzegła smutek w jej oczach, najwyraźniej czymś się martwiła, potwierdziły to słowa, które padły z jej ust. - Postaram się, chociaż wolę nie obiecywać, że mi się uda. - Nie po to się tutaj pojawiła, przede wszystkim musiała wyciągnąć z Gio, co właściwie się dzieje, nie wiedziała dlaczego chce wyjechać. Jeśli to coś pilnego, to pewnie jeszcze pomogłaby mu się stąd wyrwać, wbrew woli jego matki, od tego przecież byli przyjaciele. - Do zobaczenia. - Pożegnała się jeszcze z kobietą.
Ta rozmowa nieco ją zaniepokoiła, ruszyła więc bardzo szybkim krokiem do pokoju Giovanniego. Znała drogę, bywała tu przecież bardzo często. Zapukała nim weszła do środka, nie czekała jednak na żadne słowo, po prostu dała mu znać, że już jest.
- Witaj Gio. - Odparła, gdy stanęła w progu. Przemierzyła wzrokiem cały pokój, szukając czegoś, co mogłoby jej udzielić jakichś informacji, nie dostrzegła jednak nic, co mogłoby wzbudzić jakiekolwiek podejrzenia.
Weszła do środka i zamknęła za sobą drzwi, od razu skierowała się w kierunku mężczyzny. - Okropnie cieszę się, że cię widzę. - Wyrzuciła z siebie szybko, na jej twarzy mógł dostrzec uśmiech, te słowa były szczere.